REKLAMA

Co roku zbieramy duże kwoty, które wracają do sokołowskiego szpitala

22:33, 28.12.2016 | ROZM. ANNA KOŻUCHOWSKA-KURYLAK
REKLAMA
Skomentuj

- Zawsze będę wspierał WOŚP, ale myślę, że czas ustąpić miejsca innym, może młodszym - mówi Konrad Kosel. Z głównym dyrygentem sokołowskiego finału WOŚP rozmawiała Anna Kożuchowska-Kurylak.

Znamy się bardzo długo. Poznaliśmy się tak naprawdę podczas jednego z finałów, kiedy ja byłam wolontariuszką, a Ty szefem sztabu WOŚP. Finał wtedy jeszcze odbywał się w starym sokołowskim Domu Harcerza. Pamiętasz swoje pierwsze finały?
Tak, pracowaliśmy wspólnie przy szóstym lub siódmym finale. Orkiestra wtedy wyglądała zupełnie inaczej w sensie organizacyjnym. Teraz mamy o wiele więcej możliwości. Wówczas nie było Internetu, mediów internetowych. Ludzie dopiero poznawali orkiestrę i instytucje charytatywne pomagające w jakiś sposób. Myślę, że pomysł pomagania rozwijał się dopiero wtedy w Polsce. W starym sokołowskim Domu Harcerza na początku mieliśmy chyba tylko jednego sponsora i 100 wolontariuszy. Wcześniej orkiestra przez trzy lata grała w Sokołowskim Ośrodku Kultury. Nasz finał był 4. finałem fundacji. Wyglądało to całkiem inaczej.

Swoim zaangażowaniem włączyłeś w WOŚP wiele osób. Wielu z ludzi, którzy pomagali Ci na początku jest z orkiestrą do dziś. Jak mobilizuje się ludzi, aby chcieli pomóc? 
To chyba samo wychodzi z siebie. Może podejście do człowieka ma tu duże znaczenie. Staram się być otwarty, staram się pomagać innym. Wiem, że różnie jestem oceniany, ale staram się z ludźmi rozmawiać, rozumieć ich. Trzeba być otwartym i rozmawiać ze wszystkim bez względu na wiek, przekonania. Życzliwość wraca. 

Skąd pomysł, aby zaangażować się w orkiestrę?
Pomysł na orkiestrę wziął się z harcerstwa, z pracy z dzieciakami i młodzieżą. Narodził się w starym sokołowskim Domu Harcerza. Mieścił się on wtedy jeszcze w budynku księży salezjanów, na ulicy księdza Bosco. Jak każdy harcerz z pasjami chciałem się rozwijać. Pomyślałem, że jednym z zadań na stopień harcerski będzie organizacja Wielkiej Orkiestry Świątecznej Pomocy. Często wtedy słuchałem „Trójki” w Polskim Radiu. Owsiak miał tam swoje audycje. Posłuchałem go, wysłałem list. Dostaliśmy 12 ankiet z fundacji, takich żółtych – dobrze to pamiętam. Owsiak miał ciekawy, inny sposób prowadzenia audycji, puszczał inną muzykę. Od „Trójki” i harcerstwa zaczęła się moja przygoda z orkiestrą. 

Znasz Owsiaka osobiście. Jest dla Ciebie inspiracją?
Dzięki fundacji i Owsiakowi nauczyłem się wielu rzeczy. Stałem się odważniejsza osobą. Przełamem wiele swoich kompleksów. Jako dzieciak byłem nieśmiały, a organizacja orkiestry zmieniła to. Nauczyłem się rozmawiać z ludźmi. Przez 23 lata nie tylko organizowałem orkiestrę, ale brałem też udział w pracach pokojowym patrolu, w Przystankach Woodstock. Dało mi to bardzo dużo. Wiele zrozumiałem, wiele się nauczyłem. Obecnie włączam się także w inne akcje np. pomoc schroniskom dla zwierząt czy pomoc osobom indywidualnym. Uwrażliwiłem się na krzywdę innych, więcej dostrzegam. Kiedyś na te sprawy zapatrywałem się inaczej. 

Myślisz, że mieszkańcy Sokołowa Podlaskiego i powiatu „zdają egzamin” podczas finałów WOŚP?
Tak. Gdyby było inaczej, dawno przestalibyśmy robić to, co robimy. Fajne jest to, że ludzie z nami zostają. Mamy 7-8 stałych sponsorów, którzy zawsze nas wspierali i wspierają. Jest mnóstwo ludzi, którzy przychodzą na orkiestrę, pomagają przed i w dniu finału i pokazują, że im się chce i że się podoba. Udowadniają, że można działać wspólnie, uśmiechać się do siebie i pomagać. To jest bardzo ważne. Mieszkańcy Sokołowa i powiatu chcą pomagać. Dzięki nim zbieramy co roku duże kwoty, które przecież wracają do sokołowskiego szpitala w postaci bardzo wysokiej jakości sprzętu. W innych miastach ludzie nie wrzucają tyle, co w naszym mieście i powiecie. Co roku mamy dużo chętnych do prowadzenia kwesty, dużo osób wrzuca pieniążki do puszki. Wiele osób przychodzi do nas, radzi co jeszcze można zrobić, podrzucają różne pomysły. Cieszy mnie, że już drugi rok z Sokołowem Podlaskim gra cały powiat, a działające wcześniej oddzielnie sztaby np. z Jabłonny Lackiej połączyły się w jeden. Gramy wspólnie! U nas w Sokołowie nie czuć negatywnych emocji, związanych z tym co dzieje się wokół WOŚP od 2 lat. Jako sztab spotykamy się z dużym zrozumieniem dla naszej pracy. Jest to dla nas organizatorów bardzo mobilizujące. 

Wiele osób zaczynało przygodę z orkiestrą, będąc dziećmi. Teraz wracają jako osoby dorosłe. 
To jest ważne. Zaczynaliśmy jako dzieci. Dziś jesteśmy dorośli i dalej gramy. To już 23 lata. Mieliśmy gdzieś przerwę, kontakt między nami się zerwał, ale znów pracujemy razem i to dzięki orkiestrze. Wiele osób zna się dzięki orkiestrze, ludzie spotykają się, utrzymują ze sobą kontakt. Jest to bardzo ważne w życiu każdego z nas. Dwie trzecie sztabu to ci sami ludzie. Współpracujemy ze stałymi sponsorami - małymi sokołowskimi firmami, które wspierają, jak mogą orkiestrę i nasze działania. Są serdeczni, rozmawiają z nami. Przychodzą na licytacje, uścisną rękę. Fajnie jest jak się ma wokół mądrych ludzi, którzy mają coś do powiedzenia, którym się chce, sprawia im to ogromną satysfakcję. Mam to szczęście, że tacy ludzie są obok mnie. W sztabie jest przecież kilka osób, które od 3 miesięcy bardzo ciężko pracują na ten jeden dzień. 

Mówisz o orkiestrze z wielką pasją. Sam przyznałeś, że jest to waży element Twojego życia. Skąd więc decyzja o tym, że 25. Finał WOŚP będzie Twoim ostatnim finałem?
Taka decyzja jest, to prawda. Ćwierć wieku orkiestry – 25. finał to dobra data, aby powiedzieć „stop” . Zawsze będę wspierał WOŚP, ale myślę, że czas ustąpić miejsca innym, może młodszym. Chyba się już zestarzałem, wiele rzeczy postrzegam inaczej niż młodsi i chcę dać szanse młodym ludziom, bo w Sokołowie i okolicach mamy naprawdę bardzo kreatywną młodzież z fajnymi pomysłami. Wierzę, że zrobiliby coś innego, niż my. Mają świeże pomysły. Jestem zdumiony tym, co młodzi ludzie robią i im chcę dać szansę. Zrobiłem dużo, mam z tego ogromną satysfakcję. Przez te 23 lata poznałem mnóstwo ludzi. Są to naprawdę serdeczne kontakty. Dzięki orkiestrze wiele rzeczy w moim życiu się pozytywie poprzekręcało. Teraz jednak chciałbym poświęcić się innym sprawom. Kiedyś trzeba po prostu powiedzieć stop.  

Wszystkim wolontariuszom oraz dobrym Aniołom wspierającym działania powiatowego sztabu w Nowym Roku życzę spokoju i spełnienia marzeń, nawet tych najmniejszych. Niech radość będzie w każdym z nas. Przyjaciół na wyciągnięcie ręki i wiary w lepsze jutro.

(ROZM. ANNA KOŻUCHOWSKA-KURYLAK)
REKLAMA
REKLAMA

Komentarze (1)

OroOro

8 2

Jak się przyglądam temu co posłowie PO oraz NOWOCZESNEJ wyczyniają w sejmie, jestem gotów wesprzeć akcję zbierania pieniędzy na oddziały psychiatryczne. 22:25, 29.12.2016

Odpowiedzi:0
Odpowiedz

REKLAMA
© zyciesokolowa.pl | Prawa zastrzeżone | 2017