Zamknij
REKLAMA

Rusłan Mielniczuk: Każdy zapracował na ten awans

07:22, 02.08.2022 | MG
Skomentuj
REKLAMA

Rozmowa z trenerem i prezesem klubu SKS Jabłonianka Jabłonna Lacka, Rusłanem Mielniczukiem

 

Dzień dobry

Dzień dobry, witam serdecznie

Na wstępie jeszcze raz chciałbym pogratulować awansu do nowo utworzonej V ligi...

Dziękuję bardzo, jest to niewątpliwie duży sukces klubu z małej miejscowości

Jest Pan trenerem w Jabłoniance od przeszło 12 lat, przychodził Pan w trudnym dla klubu momencie, gdy Jabłonianka walczyła o utrzymanie w A-klasie, by po roku awansować już do ligi okręgowej. Jak Pan ocenia te Pana początki w klubie?

Kiedy w 2010 roku zaproponowano mi objęcie funkcji trenera w Jabłoniance,  zespół wówczas walczył o utrzymanie w A-klasie i było to dla mnie nowe wyzwanie, ponieważ do tej pory pracowałem wyłącznie w Sokołowie z grupami młodzieżowymi i prowadziłem drugi zespól Podlasia. Większość osób w zespole Jabłonianki nie była mi wprawdzie znana, ale widziałem ich na żywo, bo sędziowałem te mecze i podobało mi się, jak chłopaki grali. Po spotkaniu z działaczami, zawodnikami doszedłem do wniosku, że spróbuję poprowadzić zespół Jabłonianki. Drużyna składała się przede wszystkim z miejscowych graczy, u których widać był ogromne chęci i zaangażowanie, frekwencja na treningach i meczach była bardzo wysoka. Jako trener próbowałem różnych ustawień, szukałem optymalnych rozwiązań. Od samego początku współpraca miedzy nami układała się bardzo dobrze, a efektem było najpierw utrzymanie się w lidze, a po roku awans do ligi okręgowej. Niektórzy wieszczyli nam szybki spadek, ale moi zawodnicy dali radę i ciężką pracą udowodnili, że w pełni zasługują na tę ligę. Po pierwszym sezonie w okręgówce moja drużyna zajęła 4 miejsce. Ta przygoda z tym poziomem rozgrywek trwała 9 lat, bywało raz lepiej, raz gorzej, ale teraz, jak wiadomo, czas spróbować czegoś innego, czyli nowej V ligi.

Od 2019 roku pełni Pan również funkcję prezesa klubu. To dużo więcej pracy, ale też i więcej możliwości, by klub rozwijał się jeszcze bardziej...

Tak, zgadzam się z tym w pełni. Bycie prezesem to dla mnie kolejne wyzwanie. Pracy jest naprawdę dużo. Jest drużyna seniorów, mamy też trzy grupy młodzieżowe, gdzie ok. 50 młodzików bierze udział w zajęciach. Spotkania, rozmowy z władzami gminy, sponsorami, rodzicami i wiele innych spraw. Niewątpliwie jest trudno, ale muszę powiedzieć, ze mam w zarządzie – w skład którego wchodzą byli i obecni zawodnicy -  naprawdę znakomitych ludzi, którzy sumiennie i rzetelnie wykonują swoje obowiązki. Biorąc to wszystko pod uwagę, myślę, że wszystko w klubie idzie w dobrym kierunku. 

Praktycznie przez cały bieżący sezon byliście w czołówce tabeli nie schodząc poniżej pewnego poziomu, ale w którym momencie,  pojawiła się nadzieja, że być może uda się wywalczyć awans?

Tak naprawdę przed sezonem nie mieliśmy żadnego konkretnego celu, ale oczywiście chcieliśmy zawalczyć o jak najwyższe miejsce w ligowej tabeli. Mówiłem chłopakom, ze w każdym meczu gramy o trzy punkty, a na koniec sezonu zobaczymy, co będzie. Po bardzo dobrej w naszym wykonaniu rundzie jesiennej i początku rundy wiosennej, coraz częściej rozmawialiśmy o barażach, chociaż zdawaliśmy sobie sprawę, że Mazovia, Fenix czy Orzeł są bardzo dobrymi zespołami i bardzo trudno będzie w ostatecznym rozrachunku wyprzedzić te ekipy. Nadzieja na awans pojawiła się po wygranym wyjazdowym spotkaniu z Orłem Unin. Można powiedzieć, że od tego momentu po prostu wzięliśmy sprawy w swoje ręce.

 Chwile zwątpienia też zapewne były?

Tak. Jak już mówiłem, początkowo chcieliśmy grać jak najlepiej, by zająć jak najwyższe miejsce w tabeli, może baraże, nie myśleliśmy początkowo o bezpośrednim awansie. Zwątpienia też były, oczywiście, ze tak. Trzeba pamiętać, że w w rundzie rewanżowej z powodu pracy, kontuzji spraw osobistych nie mogłem skorzystać ze wszystkich zawodników, często pierwszoplanowych. Kontuzji nabawił się Bartek Czerkas, problemy zdrowotne mieli Maciek Michalczuk, Karol Przybyszewski czy Igor Tymosiak. Bardzo poważnych kontuzji doznali Daniel Klimczuk i Czarek Horowicz, zaś Czarek Rytel nie grał, bo miał kursy trenerskie. Jeszcze możemy dodać do tego grona Grzegorza Maciejca. Było to ogromną stratą dla nas, ich zastąpienie było bardzo trudne, ale jakoś udało się.   

Po zwycięstwie w derbowym spotkaniu z Kosovią było już jasne, że nikt i nic Wam nie przeszkodzi w awansie. Co wtedy Pan czuł, jako trener i prezes klubu, człowiek bez którego nie byłoby tego największego w historii klubu sukcesu?

Podchodząc do meczu z Kosovią znaliśmy już wynik meczu Orła, który przegrał swój mecz z Małkinią. Wiedzieliśmy jedno, że w przypadku zwycięstwa mamy awans. Widać było, ze chłopaki chcieli pograć wyżej, byli mocno zmotywowani i świadomi tego, że mogą dokonać wielkiej rzeczy. Po wygranej ja, jako trener, prezes, ale przede wszystkim człowiek związany przez 12 lat z Jabłonianką byłem bardzo dumny ze swojego zespołu. Na słowa pochwały zasługują piłkarze, działacze, władze gminy, sportowcy, kibice, sympatycy drużyny, którzy wszystko robili i robią dla dobra naszego klubu. Bardzo im za wszystko dziękuję. Każdy zapracował na ten awans.  Bez zaangażowania, pracy, ambicji i dobrej woli nie byłoby tego ogromnego sukcesu. Ja tylko dołożyłem swoją cegiełkę.

Co przede wszystkim - Pana zdaniem - zadecydowało o tym, że to właśnie ekipa Jabłonianki mogła się cieszyć z awansu na koniec sezonu?

Przede wszystkim powrót po dwóch latach tułaczki i grania na innych obiektach na swoje boisko w Jabłonnie Lackiej. Na pewno psychicznie moi piłkarze byli już zmęczeni tymi ciągłymi przeprowadzkami. Z pewnością mieliśmy dobrą i w miarę wyrównaną kadrę, do zespołu dołączyli bardzo dobrzy zawodnicy, zaangażowanie na treningach, w meczach ligowych, znakomita atmosfera w szatni i na boisku, to niewątpliwie spowodowało, że zawodnicy poczuli się silni, pewni swego, i mogli walczyć o najwyższe cele. Potrafiliśmy też wykorzystywać potknięcia naszych najgroźniejszych rywali, co przy naszej stabilnej formie dało nam ostatecznie drugie miejsce i awans.      

Najskuteczniejszymi strzelcami zespołu Jabłonianki byli: Jacek Toczyski – 27 goli, Piotrek Krysiński – 17 goli oraz... Maciek Ołtarzewski – 10 goli. Proszę o krótką charakterystykę każdego z tych piłkarzy

Zacznę może od Piotra Krysińskiego. Piotrek przyszedł razem ze mną do klubu, razem awansowaliśmy do ligi okręgowej, a teraz do V ligi. Jego doświadczenie i autorytet są bardzo widoczne w zespole. Jest z pewnością wzorem dla młodych zawodników. Jego dorobek strzelecki jest bardzo dobry, ale myślę, że jeszcze parę goli mógł zdobyć. Jacek Toczyski to najlepszy strzelec zespołu, z dużymi umiejętnościami, ale jak każdy młody piłkarz miał również słabsze momenty w meczach. Cały czas jednak się rozwija i dzięki ciężkiej i wytrwałej pracy, może stać się jeszcze lepszym napastnikiem. Wszystko przed nim. Maciek Ołtarzewski to bez wątpienia jeden z najlepszych defensorów w lidze, który z pewnością poradzi sobie i na wyższym szczeblu rozgrywek. Walczak, zostawia serce na boisku, od początku do końca zaangażowany w mecz. Jego bilans bramowy jak na obrońcę jest znakomity, zresztą wspomnę tylko w tym kontekście, że po ostatnim wygranym sparingu z rezerwami Podlasia kiedy zdobył dwa gole, usłyszałem, że dla Jabłonianki lepszy będzie chyba rzut rożny niż karny. I to niech będzie najlepszym podsumowaniem jego gry i skuteczności. 

Jeżeli miałby Pan – w przekroju całego sezonu – kogoś szczególnie wyróżnić w Pańskim zespole na każdej z pozycji, to kto by to był?

Podziękowania należą się niewątpliwie całej drużynie i niezwykle trudno mi wskazać konkretnych zawodników, gdyż wszyscy zasłużyli na słowa pochwały. Każdy z nich miał swój wkład i udział w tym historycznym awansie.    

Rozumiem, że sukces był świętowany, ale teraz przed Panem i całym zespołem okres przygotowawczy przed debiutanckim sezonem w  V lidze. Jesteście juz po wysoko wygranym sparingu z rezerwami Podlasia. Czy przed rozpoczęciem ligowego sezonu planowane są jeszcze inne mecze kontrolne?

W okresie przygotowawczym planowałem rozegrać tylko trzy spotkania, ale jeden mecz z Polonezem Mordy się nie odbył, jeden zagraliśmy z Podlasiem, zaś ostatni sparing zamierzamy rozegrać na naszym boisku z Miedzanką Miedzna w najbliższą sobotę o godz.17. Być może uda się dodatkowo zagrać jeszcze jedno spotkanie w tym tygodniu, ale szansa na to jest niewielka. Zobaczymy. Powiem tak, myślałem, ze będziemy grali w pucharze, tak jak w tamtym sezonie o coś rytmem meczowym, puchar, liga, puchar, liga. A jednak sparing to tylko sparing, gdzie podejście jest jednak trochę inne niż do meczu o stawkę.  

Na co Pan szczególnie kładzie nacisk na tym etapie przygotowań, żeby jak najlepiej przygotować zespół do nadchodzących rozgrywek?

Do zespołu dołączyli nowi zawodnicy. Dla mnie najważniejsze jest, aby atmosfera w zespole była jak najlepsza, żeby ci nowi zawodnicy poczuli się komfortowo przede wszystkim. Dobry klimat daje naprawdę dużo dobrej energii do pracy, zarówno w meczach treningowych, jak również i tych o ligowe punkty. Pracujemy oczywiście też nad przygotowaniem fizycznym, kładziemy duży nacisk na aspekty techniczne czy taktyczne, gdzie ćwiczymy różne rozwiązania ofensywne i defensywne. Miejmy nadzieję, ze przyniesie to oczekiwane efekty.

Jak wygląda drużyna Jabłonianki pod względem infrastrukturalnym i organizacyjnym w porównaniu z zespołami, z którymi przyjdzie nam rywalizować na tym szczeblu rozgrywek?

Nie widziałem większości obiektów zespołów, z którymi będziemy grać, nie mam więc takiego porównania, niemniej nie mamy się czego wstydzić, gdyż nasz stadion z całą pewnością jest świetnie przygotowany do nowych rozgrywek. Mamy bardzo dobrze przygotowaną i zadbaną płytę boiska, zaplecze sanitarne, niektórzy nam już zazdroszczą tego, co mamy. Jeżeli chodzi natomiast o sprawy organizacyjne, to też powinniśmy sobie spokojnie poradzić, gdyż wymagania są bardzo podobne do tych z okręgówki, więc problemów raczej nie będzie.

I kolejne moje pytanie, nawiązujące do poprzedniego. Czy planowane są w najbliższej przyszłości jakieś inwestycje, dotyczące naszego stadionu?

Tak, w tym roku już został ogłoszony konkurs. Będzie zadaszenie trybuny i ma być tablica świetlna z wynikiem. Po rozmowach z władzami, wiem, że w roku następnym, jak się uda w planach jest oświetlenie. Z takim wójtem i z taką radą jestem pewien, że uda się i ten cel zrealizować.

A jak wygląda na dzień dzisiejszy kwestia finansów w klubie?

Nowa, wyższa liga to nowe wyzwania dla klubu. Po awansie do V ligi, na pewno zwiększają się wydatki, np: na wyjazdy. Jeszcze jestem przed rozmowami z władzami gminy, ale myślę, że wszystko będzie dobrze, gdyż wstępna rozmowa z wójtem była i coś próbujemy robić w tej kwestii. Jesteśmy na dobrej drodze, by wszystko było w jak najlepszym porządku. Ale w tym miejscu chcę podziękować za pomoc i współpracę nie tylko wójtowi i radzie gminy, ale również naszym sponsorom, takim jak Topaz, Polsero, Grupa Rondo, BPMET, którzy od wielu już lat nas wspierają, dzięki czemu mamy pieniądze na bieżące potrzeby klubu. A tych potrzeb jest sporo, bo poza pierwszą drużyną mamy jeszcze grupy młodzieżowe, różne wyjazdy, sprzęt do treningu, po prostu sporo środków idzie na wszystko, co związane jest z szeroką oprawą meczową czy treningową. Ale na dzień dzisiejszy sytuacja finansowa klubu jest stabilna, i to nas cieszy.      

 Czy szykują się jakieś zmiany kadrowe w Pana zespole?

Tak. Powraca do nas Wojtek Grądzki, były piłkarz naszego klubu, bardzo solidny zawodnik, na pewno przyjdzie też Bartek Rytel, były zawodnik Podlasia i Miedzanki, Piotrek Goś, również były zawodnik Podlasia i Naprzodu Skórzec. Cały czas prowadzimy też jeszcze rozmowy z innymi zawodnikami. Na razie to chyba wszystkie zmiany, tak więc nikt nie odszedł, a paru przyjdzie jako uzupełnienie kadry. Po wyleczeniu kontuzji może wrócą do zespołu Daniel Klimczuk oraz Bartek Czerkas, zaś Czarek Horowicz po bardzo poważnej kontuzji był już wprawdzie na treningu biegowym tydzień temu, ale raczej nie da rady grać. Jeszcze tam jakieś problemy ma Maciek Michalczuk, ale mam nadzieję, ze jakoś szybko dojdzie do pełnej sprawności. Reszta składu zostaje, nikt nie choruje, wszyscy są zdrowi. 

Trafiliście do drugiej grupy V ligi, gdzie m.in. czekają nas derbowe starcia z Podlasiem Sokołów Podlaski....

Można powiedzieć, ze wróciliśmy do okręgówki, bo Podlasie, Mazovia, Tygrys, Naprzód, Pogoń, Płomień to nasi starzy znajomi. Graliśmy z tymi wszystkimi zespołami i myślę, ze będą to fajne i atrakcyjne mecze, zarówno dla piłkarzy, jak też i kibiców. Na pewno będzie ciekawie. A co do naszego pierwszego ligowego spotkania z Podlasiem to są to derby, a one – jak wiadomo – rządzą się własnymi prawami. Ponadto obie drużyny znają się bardzo dobrze, a dodatkowym smaczkiem tej rywalizacji będzie również to, że byli zawodnicy Podlasia grają w Jabłoniance i Jacek Toczyski miał przygodę w Sokołowie, tak więc emocji z całą pewnością nie zabraknie. Na pewno w każdym meczu, bez względu na to z kim przyjdzie nam rywalizować, będziemy walczyć i dawać z siebie wszystko, a co będzie, to czas pokaże.       

Jakie są Pana oczekiwania i cele w tym debiutanckim dla Was sezonie w V lidze, gdzie będziecie startować przecież z pozycji beniaminka rozgrywek?

Oczywiście, że najlepiej byłoby abyśmy się utrzymali i zajęli jak najwyższe miejsce na koniec sezonu, ale tak jak już nadmieniłem wcześniej, w każdym spotkaniu będziemy po prostu grać o pełną pulę. Dla nas gra w V lidze to będzie wyzwanie, bardzo duże wyzwanie, gra z innymi zespołami o różnych możliwościach i aspiracjach. Wiem, że dla moich chłopaków będzie to zupełnie nowa dla nich sytuacja, dlatego też rozmawiam z nimi, staram się ich motywować, że nawet jeżeli coś im się nie uda, to nie można załamywać rąk tylko walczyć dalej. To jest mocna liga i dla nas każdy punkt zdobyty w rozgrywkach będzie sukcesem.

Na koniec tradycyjnie już, chciałem się jeszcze spytać, czego życzyć Panu, zawodnikom i wszystkim ludziom związanym z klubem w tych rozgrywkach?

Przede wszystkim zdrowia, piłkarzom, aby szczęśliwie omijały ich kontuzje, które w ostatnim czasie przydarzały się dosyć często, również dobrych meczów i przygody w tej nowej lidze i aby drużyna swoją grą przysparzała wszystkim osobom związanym z naszym klubem samych radości i powodów do dumy.

Bardzo dziękuję za rozmowę

Również dziękuję     

(MG)

Co sądzisz na ten temat?

podoba mi się 0
nie podoba mi się 0
śmieszne 0
szokujące 0
przykre 0
wkurzające 0
facebookFacebook
twitterTwitter
wykopWykop
komentarzeKomentarze
REKLAMA

komentarz (1)

Uczeń Uczeń

13 0

Spoko facet, dobrze wspominam lekcje wychowania fizycznego, oby więcej takich ludzi,trenerów,pedagogów
AWANSU ŻYCZĘ POZDRO PIONA!!! 14:20, 02.08.2022

Odpowiedzi:0
Odpowiedz

REKLAMA
0%