Zamknij

Zmarła dr Izabella Galicka, odkrywczyni obrazu El Greca w Kosowie Lackim

22:38, 01.11.2019 | MG/FOT. ARCHIWUM
REKLAMA
Skomentuj

1 listopada w wieku 88 lat zmarła wybitna historyk sztuki, która w 1964 r. wraz z Hanną Sygietyńską odkryły obraz „Ekstaza św. Franciszka” El Greca na plebanii w Kosowie Lackim.

Dr Izabella Galicka, historyk sztuki i alpinistka, pracowała w Pracowniach Konserwacji Zabytków w Dziale Dokumentacji Naukowej, a później przez wiele lat w Instytucie Sztuki Polskiej Akademii Nauk (PAN) jako inwentaryzator i redaktor Katalogu Zabytków Sztuki dawnego województwa warszawskiego. Jest autorką wielu opracowań, książek i artykułów naukowych z dziedziny historii sztuki, architektury i urbanistyki. Od 1992 r. była wykładowcą historii sztuki w Europejskiej Akademii Sztuk. Za odkrycie obrazu El Greca Izabella Galicka i  Hanna Sygietyńską otrzymały z rąk prezydenta RP Lecha Kaczyńskiego Krzyże Oficerskie Odrodzenia Polski.W październiku Izabella Galicka odznaczona została Złotym Medalem Zasłużony Kulturze Gloria Artis oraz Medalem 100-lecia Odzyskanej Niepodległości

Na spotkaniu w Kosowie Lackim, w niedzielę 6 kwietnia 2004 r., dr Izabella Galicka, która wraz z Hanną Sygietyńską odkryły w 1964 r. w mieście obraz El Greca "Ekstaza św. Franciszka" wspominała tamte wydarzenia. Przypominamy relację z tego wystąpienia, opublikowaną na portalu Życie Sokołowa"

Jestem wzruszona, dziękuję za to zaproszenie na dzisiejsze spotkanie. Ostatni raz w Kosowie Lackim byłam w 1967 r., czyli ponad 45 lat temu. Pierwszy raz byłyśmy tu z Hanią Sygietyńską w 1964 r., później przyjeżdżałyśmy kilkakrotnie oglądać obraz, analizować, robić makrozdjęcia, porównywać.

Z Krety do Hiszpanii
Domenicos Theotocopulos urodził się w 1541 r. w stolicy Krety. Wykształcił się w malarniach przyklasztornych, to była wówczas jedyna możliwość zdobywania ostrogów malarskich. W wieku około 25 lat postanowił opuścić Kretę i udał się do Wenecji. Bardzo szybko udało mu się dostać do pracowni największych ówczesnych mistrzów weneckich - m.in. Tycjana i Tintoretta. Zaczął przyswajać zachodni sposób malowania - farbą olejną, na płótnie. Widać też w jego obrazach inny sposób widzenia świata. Około roku 1570 powziął decyzję o przeniesieniu się do Rzymu. Wtedy też prawdopodobnie powstał jego przydomek - El Greco. W Rzymie powstały kolejne jego dzieła. Ok. 1575 r. dowiedział się, że król Hiszpanii Filip II buduje swoją wspaniałą rezydencję, Escuorial i wzywa artystów z całej Europy, by zdobili ten obiekt. Powziął więc decyzję o przeniesieniu się do Hiszpanii, na początek do Madrytu. Tam poznał też towarzyszkę swojego dalszego życia i matkę syna - Manuela Jorge, który także był malarzem. Pierwszy z namalowanych przez El Greca obrazów spodobał się Filipowi i wydawało się, że zostanie on królewskim malarzem. Ale już drugi - "Męczeństwo św. Maurycego"się nie spodobał jego królewskiej mości. Dzieło było nie do przyjęcia jak na ówczesne czasy. Styl manierystyczny nie przypadł do gustu królowi, a sam artysta przeniósł się do Toledo. Schyłkowy okres twórczości El Greco to coraz bardziej niesamowite światło na jego obrazach. Temat franciszkański był bardzo ważny w twórczości El Greca. Kult św. Franciszka przywiózł już a Krety, gdzie był on bardzo czczony. W Wenecji powstał obraz przedstawiający św. Franciszka w pejzażu. El Greco pierwszy wprowadził portretowe pokazywanie świętego, on też umieścił na obrazach czaszkę, co później kontynuowali inni. El Greco zmarł w 1614 r.

Biła z niego siła
W Instytucie Sztuki PAN zaczęłyśmy z Hanką Sygietyńską robić katalog zabytków. Takim planem objęty był cały kraj, my dostałyśmy województwo warszawskie. Zaczęłyśmy od powiatu węgrowskiego, później był siedlecki, a następny sokołowski. Nie byłyśmy specjalnie doświadczone. Wchodziłyśmy także do nowych świątyń, żeby zobaczyć, czy nie zostało coś przeniesione z poprzednich kościołów.
W Kosowie Lackim przedstawiłyśmy się ks. proboszczowi Władysławowi Stępniowi, okazałyśmy glejt od prymasa Stefana Wyszyńskiego, który otwierał przed nami przede wszystkim zakrystie. Zrobiłyśmy swoje w kościele, później zapytałyśmy księdza, czy nie ma może ksiąg wizytacyjnych, gdzie mogłyby być informacje na temat zabytkowych obiektów. Ksiądz bardzo miło nas przyjął. Przez otwarte drzwi z kancelarii do pokoju pokazał nam wiszący na ścianie obraz. Stanęłyśmy przed nim oszołomione. Nigdy bowiem nie miałyśmy do czynienia z takim malarstwem. Obraz był brudny, pociemniały, miał dziurę po lewej stronie. Widać było jednak pociągnięcia pędzlem. Z dzieła biła jakaś ogromna siła, aż dreszcz przechodził po plecach. Byłyśmy w towarzystwie fotografa, naszego kolegi, który uwiecznił obraz na zdjęciu.
Ksiądz pozwolił obraz obejrzeć, z tyłu był napis Honthorst. To flamandzki malarz. Postanowiłyśmy jednak to dzieło dokładnie zbadać, trwało to do 1966 r. W Hiszpanii rządził wtedy Franco, nie było mowy, żeby dostać wizę. Byłyśmy w Bukareszcie, bo król rumuński był kolekcjonerem i zbierał obrazy, m.in. El Greca. Byłyśmy też w Budapeszcie, w Dreźnie - wszędzie, gdzie można było pojechać do "demoludów". Oglądałyśmy te obrazy, każde pociągnięcie pędzla, a później znów jechałyśmy do Kosowa porównywać i analizować. Studiowałyśmy literaturę, wszelkie detale, np. to, jak El Greco wycierał pędzel o brzegi płótna. Wszystko zaczęło nam się zgadzać i układać.

Światowa sensacja
W końcu zdecydowałyśmy się ujawnić nasze ustalenia. Najpierw w "Katalogu zabytków". Biuletyn, datowany na 1966 r. ukazał się w 1967 r. i... stała się cisza. Nikt nie chciał przyjąć do wiadomości, że w Kosowie Lackim jest obraz El Greca. Uważano, że "zwariowały te panienki", zaczęto nas nawet unikać. Nikt nam nie powiedział, ani że jesteśmy głupie, ani - że genialne. Po prostu unikano nas. I może byłoby tak do dziś, gdyby nie przypadek. Dziennikarz PAP z Łodzi, który się zajmował sprawami kultury, nie miał tematu, a musiał coś napisać. Poszedł do czytelni i tam wpadł mu w ręce nasz biuletyn. Uznał, że informacja o obrazie El Greca w Kosowie Lackim to niesamowity news. Wiadomość o odkryciu obrazu El Greca rozesłał do wszystkich redakcji. Przypadek jednak zrządził, że stało się to w nocy z 31 marca na 1 kwietnia i niektórzy potraktowali to jako primaaprilisowy żart. Informację wykorzystały jednak "Trybuna Ludu" i Słowo Powszechne", które przysłały swoich reporterów do Kosowa Lackiego. I zaczęło się.
Przez miesiąc ukazało się tyle materiałów, że wycinki zajmują cztery grube teczki. To był jeden z trzech momentów, kiedy temat obrazu El Greca poruszył światową opinię publiczną. Pierwszy raz przy odkryciu, drugi raz - przy potwierdzeniu autorstwa, a trzeci - przy pokazaniu w muzeum. Dla nas był to jednak ciężki okres. Bo ustawiały się do nas kolejki ludzi z obrazami pod pachą, żebyśmy stwierdziły, czy to oryginały, np. Leonardo. Poza tym mnożyli się właściciele obrazu odnalezionego w Kosowie. Jedna pani przypomniała sobie, że wisiał nad kanapą u je dziadka. Jak zaczęłyśmy badać sprawę, okazało się, że pani miała rok, gdy wyjechała z pałacu dziadka.

Obraz za blachę...
W czasie naszych ośmiu wizyt w Kosowie Lackim rozmawiałyśmy też z księżmi i mieszkańcami. Pytałyśmy, czy obraz jest własnością parafii, czy prywatnie księdza. Nie ujmowałyśmy bowiem w katalogu obiektów prywatnych. Ksiądz nam powiedział, że to jak najbardziej własność parafii. Poprzednik go wyciągnął z dzwonnicy, przeznaczony był do spalenia, razem ze starymi ornatami i połamanymi elementami. Ale ksiądz uznał, że nie wolno palić świętego, wyciągnął go z tej dzwonnicy, zdobył ramę, powiesił na ścianie i tak zastał go ksiądz proboszcz Stępień.
Ksiądz zapytał nas, czy mamy znajomych w KC PZPR. Byłyśmy nieco w szoku. Odpowiedziałyśmy, że nie. - To może chociaż w komitecie wojewódzkim albo powiatowym - pytał dalej. My na to, że również nie. - Oj, to niedobrze - stwierdził proboszcz. Dodał, że w dachu kościoła są dziury i potrzebna jest blacha. Wtedy na jej zakup, zwłaszcza dla kościoła, potrzebna była akcyza. Ksiądz dodał, że parafia ma pieniądze, ale bez akcyzy nikt nie chce blachy sprzedać. - Gdyby panie zechciały nam ją załatwić, to proszę sobie zabierać ten obraz - zaproponował ksiądz. Ale powiedziałyśmy, że partyjnych nie znamy i nie możemy tu pomóc. Ale lęk kościoła przed zabraniem tego dzieła był uzasadniony. Gdy po 1989 r. robiono inwentaryzację obrazów w Muzeum Narodowym, okazało się, że wiele dzieł zabranych do ambasad i różnych instytucji zaginęło. Tak mogło się też stać z naszym św. Franciszkiem.
W Kosowie Lackim po naszej publikacji pojawili się eksperci, m.in. prof. Białostocki, który był wówczas autorytetem, światowej sławy historykiem sztuki i prof Rostworowski, uznany znawca malarstwa hiszpańskiego. Efektem wizyty w Kosowie było stwierdzenie prof. Białostockiego, że "na pewno nie jest to obraz El Greca". Wskazywano, że może to być naśladownictwo i to zupełnie świeże.

Czas triumfu
To wszystko trwało 10 lat. W 1974 r. odkryto sygnaturę autora obrazu znajdującą się pod blejtramem, na zagiętym płótnie, w dodatku zamalowaną. To był nasz triumf. Otrzymałyśmy najcenniejsza nagrodę: 3-miesięczne stypendium we Włoszech, podróż tropem El Greca. Dojechałyśmy do każdego miasta, w którym jest obraz artysty.
Później były długie lata ciszy, obraz pozostawał w ukryciu. Dopiero biskup Kiernikowski w 2004 r. doprowadził do ekspozycji dzieła w Siedlcach. Uczestniczyłyśmy w tej uroczystości. Informacja o tym wydarzeniu poszła na cały świat, pisano o nim nawet w Bangladeszu. Dla nas z Hanią Sygietyńską takim wyjątkowym akcentem był też rok 2009, kiedy w marcu otrzymałyśmy w muzeum, przed obrazem El Greca Krzyż Oficerski Orderu Odrodzenia Polski nadany nam i przyczepiony przez śp. prezydenta Lecha Kaczyńskiego.
DR IZABELLA GALICKA, SPOTKANIE W KOSOWIE LACKIM, 6 KWIETNIA 2014 r., NOT. BOŻENA GONTARZ

 

(MG/FOT. ARCHIWUM)

Co sądzisz na ten temat?

podoba mi się 0
nie podoba mi się 0
śmieszne 0
szokujące 0
przykre 0
wkurzające 0
facebookFacebook
twitterTwitter
wykopWykop
komentarzeKomentarze
REKLAMA

komentarz (1)

Wynalazek...Wynalazek...

0 1

A kto wynalazł rower ?. [ odp.] Ruski -- u Niemca na strychu !... 08:20, 04.11.2019

Odpowiedzi:0
Odpowiedz

REKLAMA
© zyciesokolowa.pl | Prawa zastrzeżone