Wiosną, gdy tylko robi się cieplej i sucho, w całej Polsce wybuchają pożary traw, łąk i rowów – prawie zawsze z powodu celowego wypalania. To, co dla niektórych wydaje się szybkim sposobem na „porządkowanie” terenu, w rzeczywistości jest jednym z najgroźniejszych zachowań mogących doprowadzić do tragedii.
Każdego roku strażacy walczą z pożarami będącymi efektem wypalania traw w setkach miejsc. Ryzykują przy tym własne zdrowie i życie. Wystarczy kilka sekund, a przy tym podmuch wiatru, iskra, suche źdźbła – i ogień wymyka się spod kontroli. Z małych płomieni robi się pożar, który w kilka minut dociera do pól, lasów, budynków gospodarczych, a nawet domów.
W tym roku w powiecie sokołowskim już kilkakrotnie dochodziło do interwencji strażaków, związanej z wypalaniem traw. 12 marca w Kostkach-Pieńkach trzy zastępy straży gasiły ogień, który pojawił się w pobliżu lasu. Kilka dni wcześniej podobna interwencja miała miejsce w Wyszomierzu.
W płomieniach giną masowo małe zwierzęta: zające, jeże, lisy, ptaki wysiadujące jaja w gniazdach, płazy i owady, które nie mają szans przed szybko rozprzestrzeniającym się ogniem. Niszczone są całe siedliska – ptaki tracą miejsca lęgowe, a owady zapylające, tak potrzebne naszym ogrodom i polom, giną w ogromnych ilościach.
Gleba przestaje być żyzna na długie lata: ogień zabija dżdżownice, pożyteczne bakterie i grzyby, które odpowiadają za to, że ziemia „żyje” i rodzi plony.
Każde podpalenie trawy to zagrożenie nie tylko dla przyrody, ale i dla ludzi – strażaków, kierowców, mieszkańców okolicy. To ostrzeżenie dla wszystkich mieszkańców: ogień na łące nie jest niewinną zabawą ani „tradycją”. Wystarczy jedna iskra, by spowodować tragedię, której nie da się już cofnąć.
Toksyczny dym osiada w płucach ludzi - wywołuje duszności i nasila choroby układu oddechowego, szczególnie u dzieci, osób starszych i osób z chorobami płuc.
Gęsty dym jeśli skieruje się w kierunku dróg, ograniczają widoczność do kilkudziesięciu metrów. Kierowcy nagle „wpadają w mgłę”, co często kończy się kolizjami i poważniejszymi zdarzeniami.
Dlaczego? Bo nawet jeśli ktoś jest przekonany, że kontroluje ogień – wiatr potrafi zmienić kierunek w ułamku sekundy. Nie ma znaczenia, czy palimy „tylko rów”, „tylko skrawek łąki” czy „resztki po zbiorach”. Efekt jest ten sam: powstaje niekontrolowany pożar.
Za ten proceder grożą surowe kary. Wypalanie traw, resztek roślinnych, rowów melioracyjnych, pasów przydrożnych i trzcin jest całkowicie zakazane przez prawo. Górna granica grzywny za spowodowanie zagrożenia pożarowego może sięgać nawet 30 000 zł. W wielu przypadkach nakładane są też mandaty w wysokości kilku tysięcy złotych, a sprawa może trafić do sądu – z orzeczeniem grzywny, aresztu lub kary ograniczenia wolności.
Jeśli widzisz dym unoszący się z nieużytków, łąk czy rowów – nie czekaj. Zadzwoń natychmiast pod 112 – Twój sygnał może uratować życie, domy i tysiące hektarów przyrody.
NA PODSTAWIE INFORMACJI KWP RADOM
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze