O anonimowych oskarżeniach, sesjach pełnych niespodzianek i podkładaniu nóg przez niektórych działaczy PSL z wójtem gminy Sabnie Ireneuszem Piotrem Wyszyńskim rozmawia Bożena Gontarz
O anonimowych oskarżeniach, sesjach pełnych niespodzianek i podkładaniu nóg przez niektórych działaczy PSL z wójtem gminy Sabnie Ireneuszem Piotrem Wyszyńskim rozmawia Bożena Gontarz
Przewodniczący rady z PSL, większość radnych z tej partii, wójt z PSL... a na sesjach Rady Gminy Sabnie obserwujemy sytuacje, które i wójta najwyraźniej zaskakują...
Jestem wójtem dziesiąty rok i przyznaję, że nigdy takiej sytuacji nie było. Kiedy pierwszy raz mieszkańcy mnie wybrali ? jako kandydata z Samoobrony ? nie miałem żadnego radnego z własnego komitetu, a współpraca z radą dobrze się układała. Teraz powinno mnie wspierać 12 osób z tego samego klubu, a tymczasem 9 czasem głosuje przeciwko...
Dlaczego? Bo za stołem prezydialnym obok Pana na wielu sesjach siedzi starosta Leszek Iwaniuk, mieszkaniec gminy Sabnie, któremu naraził się Pan w wyborach w 2006 r., a dziś choć formalnie powiatowym PSL nie kieruje, to działacze nazywają go ?superprezesem??
Każdy może sobie tę sytuację interpretować, jak chce, dziennikarze też. Ja przypomnę tylko sytuacje, kiedy doszło do ?niespodziewanej? zmiany zdania przez radnych. W ubiegłym roku zajęliśmy się w gminie sprawą likwidacji GZEAS. Na sesji 9 radnych zagłosowało przeciwko takiemu pomysłowi, choć na komisji wszyscy zgadzaliśmy się, że to dobre posunięcie. Od 1 stycznia 2017 r. bowiem zmieniają się przepisy i taka decyzja jest i tak nieunikniona. Zaproponowałem rozwiązania, które nie powodowały zwalniania pracowników, a dawały gminie oszczędności. Dlaczego między posiedzeniem komisji, a sesją radni zmienili zdanie i zaprzeczyli wcześniejszym ustaleniom? Trudno mi to logicznie zrozumieć. (?)
Na sesji budżetowej, 30 grudnia, kiedy uchwalano budżet, też scenariusz z niespodzianką i odrzuceniem projektu był realny?
Była pani na tej sesji przecież i pamięta pani, co się działo. Takiego zamieszania z uchwalaniem budżetu nie było w żadnej innej gminie w powiecie sokołowskim. (?)
Skoro starosta jest mieszkańcem gminy Sabnie, to pewnie traktuje swoje strony z większym zainteresowaniem i choć na inwestycje powiatowe możecie liczyć...
Nic bardziej mylnego. Wystarczy przeanalizować sprawozdania z realizacji inwestycji zamieszczane na stronie starostwa. Są gminy, w których wykonano zadania za kwoty rzędu 8 mln zł, łącznie ok 40 mln, u nas to 2-2,5 mln. Zrobiona została droga z Sabni do Hołowienek za 1,8 mln zł i chodnik w Tchórznicy, gdzie partycypowaliśmy w kosztach pół na pół, odcinek 700 m drogi w Suchodole, siłownia zewnętrzna w Sabniach. Poza tym tylko drobniejsze zadania. Te ?grubsze? robi się na terenie innych gmin, w dodatku z dofinansowaniem nawet rzędu 90 proc. Ewenementem jest droga Sabnie ? Stasin, prowadząca do miejscowości, w której - na szczęście czy nieszczęście - ja mieszkam. Ale oprócz tego są tam dwie poważne firmy, zatrudniające w sumie ok. 60 osób. Było do tej drogi kilka podejść. Miała być robiona jako ?powodziówka?, później jako ?schetynówka?, potem z PROW, a w międzyczasie powstał kosmiczny moim zdaniem pomysł, by sfinansować ją w ramach dużego projektu z RIT. Taki pomysł z jednej strony cieszy tylko? Ani nas, ani powiatu na taki projekt nie stać, bo ma kosztować 16 mln zł. Przy dofinansowaniu 80 proc. powiat i gmina musiałyby bowiem wyłożyć po ok. 1,5 mln zł.
O tę drogę upominał się Pan na debacie drogowej w starostwie, wskazując, że ma ona w zasadzie międzynarodowe znaczenie...
Firma produkująca parkiety w Tchórznicy prowadzi interesy z kontrahentami z całej Europy. Przyjeżdżają do jej siedziby Niemcy, Włosi i inni. I jak jadą, to mogą lekki szok przeżyć, jak widzą taką dziurawą drogę. Tam i miejscowym wstyd jechać. Właściciel firmy przed wyborami z 2014 r. dostał od pana starosty nagrodę - ?Sokoła Biznesu?, ale jemu najbardziej potrzebna jest droga. Mam wrażenie, że brakuje głównie chęci. Jeśli droga nie łapie się do programów, o których mówiłem, to powiat nie zdobędzie na nią dofinansowania z żadnego źródła. Trzeba więc robić za swoje, w minimalnym, niezbędnym zakresie. Potrzeba milion złotych. Rada Gminy zabezpieczyła 350 tys. zł i problem będzie rozwiązany.
Zostawmy inwestycje. Niedawno wypłynął inny temat: anonimy dotyczące wójta. Przewodniczący rady na ostatniej sesji zaproponował, żeby rozszerzyć program posiedzeń Komisji Rewizyjnej o wyjaśnianie tych oskarżeń...
Przewodniczący, jak widać, wszystko, co związane z tą sprawa próbuje robić rękami Komisji Rewizyjnej, a nie swoimi. Komisja kontrolowanie mnie rozpoczęła miesiąc po sesji absolutoryjnej. Byłem na 2-tygodniowym urlopie i jak niespodziewanie wróciłem i zajrzałem do urzędu, okazało się, że komisja mnie kontroluje. Zobaczymy, co z tego wyjdzie. Mam wrażenie, że wszyscy wszystko wiedzą ? łącznie z tym, kto te anonimy pisze, ale brakuje odwagi, by zwrócić się z oficjalnymi pytaniami. Lepiej działać zza pleców.
Dodam, że te anonimy, które mają 5 różnych dat, ale moim zdaniem wyszły spod jednej ręki ? przewodniczący zebrał i przyniósł do mnie z pismem przewodnim, zatytułowanym ?zapytanie?. (?)
Wiele osób uważa, że anonimy powinny lądować w koszu, ale skoro sprawa weszła na drogę oficjalną, to nie mogę nie zapytać, o co jest Pan oskarżany...
Autorem jest ktoś, kto w miarę orientuje się w sprawach gminy. Są pomówienia o nieprawidłowości przy inwestycjach, nepotyzm i różne inne zarzuty. (?)W mojej ocenie te anonimy z oskarżeniami o przestępstwa powinny albo trafić do kosza, albo należało zawiadomić prokuraturę czy służby określane 3-literowymi skrótami. Badanie takich spraw nie leży w kompetencjach Komisji Rewizyjnej, która przede wszystkim ma oceniać wykonanie budżetu i pracę gminnych jednostek.
Anonimowy autor upodobał sobie zwłaszcza mojego zastępcę, który już w tej sprawie wystąpił na drogę sądową. I zrezygnował z członkostwa w PSL, choć przez 20 lat był lojalnym działaczem. Też nie wykluczam, że pójdę do sądu. Bo te anonimy krążą, dowiaduję się o nich od mieszkańców, ale też i znajomych z sąsiednich gmin, w dodatku te treści są dystrybuowane przez członków PSL.
(?)
Jak się Pana słucha, można odnieść wrażenie, że w gminie Sabnie ruszyła już kampania przed wyborami w 2018 r., choć to niby odległa perspektywa...
Ja, niestety, mam wrażenie, że ktoś próbuje mną sterować za moimi plecami. Widać, że mamy w gminie osoby, które mnie i mojego zastępcy bardzo nie lubią. Nawet w jakiś sposób rozumiem ich zachowanie. Mają pracę załatwioną przez prominentnych działaczy, nie są niezależni. Ale czemu ma to służyć? To mieszkańcy zawsze decydowali, kto będzie wójtem, a nie 2-3 osoby, które chcą rozdawać za wyborców karty.
W jaki sposób?
Ktoś chce mnie zdyskredytować, ale zabiera się za to inaczej, niż w poprzednich kampaniach, tym razem w podły sposób. Już w 2010 r. były podchody, żeby mnie nie wystawiać, ale wtedy pomógł mi Krzysztof Czarkowski. W 2014 r., kiedy typowani byli kandydaci na wójta i do rady gminy, u nas z PSL pojawiło się dwóch chętnych do objęcia fotela: ja i Tadeusz Maksimiak, który został w niejasnych dla mnie okolicznościach wprowadzony do partii. Od prezesa gminnego Wacława Mikołajczuka dowiedziałem się, że na wójta w Sabniach startuje dwóch członków PSL, ale Tadeusz Maksimiak z własnego komitetu. Wiedział o tym pan starosta, bo to przecież jego pracownik. To były pierwsze decyzje, które były podstawieniem mi nogi. Na portalu społecznościowym żona pana starosty popierała nie mnie, a mojego rywala. Jednak mimo trzech kontrkandydatów z różnych opcji, w tym mojej własnej, wygrałem wybory na wójta w pierwszej turze.
Rywal konsekwencje poniósł?
Rozmawiałem z prezesem powiatowym PSL Rafałem Pieniakiem. Pytałem o tę skandaliczną sytuację, ale nie było żadnej reakcji. (?)
Zamierza Pan zatem zastosować radykalne rozwiązania i zrezygnować z członkostwa w PSL?
Dziś chcę przede wszystkim otworzyć oczy ludziom na to, co się dzieje w naszej gminie. Działacze PSL powinni wiedzieć, że zachowuję się lojalnie. Jeśli sytuacja się nie poprawi, to dla mnie tam miejsca nie ma. Jeśli jestem w tej partii dla kogoś niewygodny, niech powie to wprost, niech mnie usuną. Ale na to, co się dzieje zgodzić się nie mogę.
NA ZDJĘCIU OD LEWEJ: przewodniczący Rady Gminy Sabnie Wacław Mikołajczuk, wójt Ireneusz Piotr Wyszyński, starosta Leszek Iwaniuk na sesji budżetowej
Cały wywiad w papierowym wydaniu Życia Siedleckiego z 11 marca
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze