Reklama

?Bióro? PSS w Sokołowie, a moja matura?

08/05/2014 14:43

Maj - miesiąc strażaków i maturzystów. Odkąd sięgam pamięcią, także miesiąc kwitnących kasztanów ? tu skojarzenie z maturą - i kwitnących bzów, tak oczekiwanych przez zakochanych. Maj to także miesiąc różnych historycznych rocznic.

Maj - miesiąc strażaków i maturzystów. Odkąd sięgam pamięcią, także miesiąc kwitnących kasztanów ? tu skojarzenie z maturą - i kwitnących bzów, tak oczekiwanych przez zakochanych. Maj to także miesiąc różnych historycznych rocznic.

Od rocznicy konstytucji 3 maja 1791, przez Dzień Zwycięstwa 9 maja 1945 kończący II wojnę światową, po rocznicę naszego wstąpienia do Unii Europejskiej 1 maja 2004 roku Jeśli do tego dodać jeszcze uroczystości religijne W tym roku szczególnie dla nas, Polaków, ważne, bo naznaczone kanonizacją naszego wielkiego rodaka św. Jana Pawła II. Na brak okazji do świętowania nie możemy narzekać. Był więc czas na rodzinne i koleżeńskie spotkania, na zadumę i dyskusję o naszych wzlotach i upadkach, na wspomnienia.

Do tych majowych wspomnień zachęcało radio, więc napisałem swoje i prawdopodobnie wysłałem Dlaczego prawdopodobnie? Bo nie mam pewności, czy nie zawodzi elektronika. Z moim komputerem dzieją się przedziwne rzeczy. Żona twierdzi, że to ze mną, ale ja zbieram dowody i cały czas zgłębiam tajemnicę tego diabelskiego wynalazku. Mam płochą nadzieję, że już niebawem nie ?zrobią mnie w konia? różni spece od komputerowego biznesu. Utwierdza mnie w tym postanowieniu mój 8-letni wnuczek Kacperek, najlepszy komputerowiec w całej klasie mojej byłej szkoły w ?ruskich dołach?.

Kiedy do niej chodziłem w latach czterdziestych, o komputerach nikt nie słyszał. Szczytem marzeń było radio - najpierw na kwarc, później lampowe zasilane bateriami, bo miasto jeszcze nie miało elektryczności. Uczyliśmy się przy świeczkach, lampach naftowych i karbidówkach. Koledzy nie mogą się nadziwić, że teraz czytam bez okularów. Tłumaczę im, że to zawdzięczam karbidówce i marchewce, którą musiałem jeść by nie podpaść babci Emilowej.

Czytało się wtedy dużo. Z piwniczki pana Kojro na ulicy Długiej powieści o dzielnych Apaczach Karola Maja i o szarej wilczycy Jacka Londona, bądź trzech muszkieterach Dumasa. W księgarni pani Sudarowej zawsze czekały ciekawe gazety ?Świat Młodych? dla mnie i ?Przyjaciółka? dla mamy i siostry. Zabawne felietony Wiecha z ?Życia Warszawy? przerabialiśmy na skecze, odgrywane później na podwórkach i w domach przy Siedleckiej i Repkowskiej. Nie było telewizji. Była pomysłowość i dziecięca wyobraźnia.

Ta wybujała wyobraźnia o mało nie skończyła mojej ścieżki edukacyjnej. Było to w maju 1955 roku. Pisemna matura z języka polskiego Na tablicy prof. Zygmunt Kamiński napisał temat: ?Uzasadnij dlaczego Światowe Biuro Pokoju podjęło uchwałę o uczczeniu rocznicy urodzin Adama Mickiewicza?. Tak to brzmiało. Istotne było w tym słowo ?biuro? napisane prawidłowo prze otwarte ?u?. Ja dopatrzyłem się w tym słowie błędu, którym nasz polonista postanowił się odegrać za zbiorowe ucieczki z klasy, gdy były tzw. okienka, czyli wolna lekcja, którą zawsze odbierał nam ?Zyzio?, byśmy słuchali płyt z nokturnami Chopina lub pieśni do słów Słowackiego w wykonaniu kolegi ze starszej klasy Heńka Wierzchowskiego. Bywało jeszcze gorzej, gdy spragnionych ganiania za piłką skazywno na wysłuchiwanie uczonych wykładów prof. Kazimierza Wyki z uniwersyteckich studiów naszego nauczyciela.

Dla mnie słowo ?biuro? pisało się tak, jak na szyldzie Powszechnej Spółdzielni Spożywców Społem na końcu ulicy Lipowej. Tam było ?Bióro Zarządu PSS w Sokołowie Podlaskim?. Całe lata chodziłem do szkoły na Kupientyńską obok tego szyldu i do głowy nie dopuszczałem, że może być inaczej! Nie dam się zagiąć Zyziowi. Temat pracy przepisałem po swojemu przez ?o? z kreską. Nie było czasu ani możliwości sprawdzić w słowniku ortograficznym, jak pisze się poprawnie to słowo.

Z rozmów z kolegami wyszło, że dałem plamę. Bałem się wracać do domu, by nie sprawić przykrości mamie i nie narazić się na szyderstwa siostry. Włóczyłem się po mieście, aż spotkałem Elę Perłowską, koleżankę z klasy. Poszliśmy sprawdzić poprawność napisu na szyldzie. Było tak, jak mówiłem i napisałem w swojej pracy maturalnej. Ela - pilna uczennica przyznała racje naszemu poloniście, ale po przepytaniu, co napisałem o paryskich czasach naszego Wieszcza, stwierdziła że nie muszę się martwić. Taki błąd zapewne będzie uznany za przyczynę stresu. Wie, co mówi, bo jest córka znanego w Sokołowie lekarza. Tak też się stało. Maturę zdałem. Wstyd za naiwną wiarę w to co przekazują różne biura i brak zaufania do autorytetów pozostał do dziś.

WACŁAW KRUSZEWSKI

FOT. MICHAŁ KURC

Obserwuj nas na Obserwuje nas na Google NewsGoogle News

Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!

Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.


Reklama

Wideo




Reklama
Wróć do