Tuż przy granicy powiatu sokołowskiego, w Woli Orzeszowskiej, inwestor planuje budowę kompleksu kurników, w których rocznie ma być hodowane prawie 4 miliony kur. Mieszkańcy Woli już protestują, ale wskazują jednocześnie, iż układ wiatrów sprawi, że zapachy z fermy odczują również ich sąsiedzi z powiatu sokołowskiego - z Wólki Miedzyńskiej, Nowej Wsi i Ząbkowa.
Tuż przy granicy powiatu sokołowskiego, w Woli Orzeszowskiej, inwestor planuje budowę kompleksu kurników, w których rocznie ma być hodowane prawie 4 miliony kur. Mieszkańcy Woli już protestują, ale wskazują jednocześnie, iż układ wiatrów sprawi, że zapachy z fermy odczują również ich sąsiedzi z powiatu sokołowskiego - z Wólki Miedzyńskiej, Nowej Wsi i Ząbkowa.
Mieszkańcy Woli Orzeszowskiej o inwestycji dowiedzieli się w grudniu, z pisma wójta gminy Miedzna, który poinformował ich o wszczęciu postępowania z udziałem społeczeństwa w sprawie wydania decyzji o środowiskowych uwarunkowaniach dla przedsięwzięcia polegającego na budowie zespołu hal drobiarskich. Na BIP gminy Miedzna znaleźć można raport oddziaływania na środowisko planowanej inwestycji, opracowany przez Grzegorza Surowskiego, który opisuje skalę przedsięwzięcia.
Ferma ma być położona na blisko 7-hektarowej działce i składać się z 9 budynków inwentarskich o wymiarach ok. 20,8 x 150,8 m. W każdym z takich budynków jednocześnie ma być hodowane 63 tys. brojlerów kurzych, zatem łącznie w jednym rzucie obsada drobiu wyniesie 567 tys. szt. W ciągu roku przeprowadzone będzie siedem cykli hodowlanych. Jeden cykl produkcyjny trwał będzie 49-52 dni, gdzie sam chów trwa 42 dni zaś przerwa produkcyjna około 7-10 dni, w czasie której następuje usuwanie obornika, czyszczenie, dezynfekcja i zasiedlanie piskląt. To oznacza, że rocznie w kurnikach hodowanych ma być blisko 4 miliony sztuk drobiu.
W każdym kurniku ma być zamontowanych do 19 wentylatorów kominowych oraz do 10 wentylatorów szczytowych. Mają one zapewnić odpowiednią temperaturę w budynkach. Poza tym w skład fermy wchodzić ma jeszcze m.in. 12 zbiorników na ścieki po 10 m sześciennych każdy, 18 silosów na paszę, 2 studnie głębinowe o głębokości 68 m, zbiorniki na gaz potrzebny do dogrzewania kurników zimą.
Taka ferma to także ogromne zapotrzebowanie na wodę i paszę. Szacuje się, że jeden brojler przez cały cykl chowu potrzebuje 9 litrów wody. Zapotrzebowanie całej fermy przez rok oszacowano na ponad 36 tys. metrów sześciennych wody oraz na 14 tysięcy ton paszy i 2 tys. ton ściółki.
Informacja o planach budowy gigantycznej kurzej fermy wywołała ogromne poruszenie wśród mieszkańców. W ciągu kilku dni zebrano podpisy mieszkańców pod protestem przeciwko inwestycji.
- Takiej mobilizacji i integracji dawno u nas nie było – mówi sołtys Woli Orzeszowskiej Bogusława Sołtysiak. - Pod protestem podpisała się cała wieś, prawie 150 osób. Nasi mieszkańcy nie chcą, by cicha i spokojna miejscowość stała się miejscem pełnym smrodu, w którym nie można normalnie żyć. Determinacja ludzi jest ogromna, podejmujemy różne działania, które mają zapobiec tej inwestycji. Wspierają nas mieszkańcy Miedzny, którzy sami mieli niedawno podobny problem oraz osoby, które z naszej wioski pochodzą.
Mieszkańców Woli Orzeszowskiej oburza jeszcze jedno: nie wiedzą, kto tak naprawdę jest inwestorem. Jego dane zostały w dokumentacji, będącej w posiadaniu Urzędu Gminy Miedzna, zamazane.
- Dlaczego ktoś chce dorabiać się naszym kosztem? - pyta proszący o anonimowość mieszkaniec Woli. Nie wszyscy chcą o sprawie rozmawiać otwarcie, bo słyszeli już teksty o nasyłaniu prawników i ciąganiu po sądach potencjalnych protestujących - Ktoś będzie mieć z tej inwestycji pieniądze, a nam zostanie smród i wiele innych uciążliwości. Przecież do tej fermy trzeba dowieźć ogromne ilości paszy, słomy oraz przywieźć pisklęta i wywieźć odchowane kurczaki. Trzeba też pozbyć się obornika i ścieków. Tiry będą jeździć dniami i nocami. Mieszkańcy Wólki Miedzyńskiej rozumieją zagrożenie, zbierają podpisy pod protestem. Ale ludzie w Nowej Wsi i Ząbkowie nie są chyba świadomi, co może ich czekać. Wiatry u nas wieją najczęściej z zachodu i to w ich kierunku ten smród pójdzie. Bardziej może nawet jak w kierunku naszej Woli, której zwarta zabudowa leży po zachodniej stronie kurników.
Najbardziej narażone na uciążliwości związane z funkcjonowaniem fermy będzie kilka rodzin, które mieszkają w niewielkiej odległości. Jedna z posesji znajduje się zaledwie 160 metrów od planowanej inwestycji. Jej właściciel nie może być jednak stroną w postępowaniu, bo jego ziemię od terenu inwestora oddziela publiczna droga. Nieco dalej mieszka rodzina Magdaleny Pawłowskiej.
- Mamy tu przepiękne i spokojne miejsce, zdrową okolicę. Odkąd utwardzona została droga, wiele osób wybiera się tu na spacery, jeździ rowerami. Powstały nowe domy, bo są tu dobre warunki do zamieszkania – mówi. - Niedaleko jest las i bagno, mają tam swoje siedlisko bobry, są też żurawie, czaple, krzyki, czajki. W sierpniu zbierają się tu do odlotu bociany. Niedawno zdarzyło nam się tam widzieć nawet wilka. Jak powstaną kurniki, to będziemy mieć na co dzień smród i hałas. Nie wyobrażam sobie, jak będziemy żyć – mówi.
Mieszkańcy Woli Orzeszowskiej sprawą zainteresowali już organizacje ekologiczne, powołują lokalne stowarzyszenie, rozmawiają z prawnikami i przedstawicielami miejscowości, którym udało się zatrzymać podobne inwestycje. Na płotach pojawiły się banery informujące o proteście. Zapowiadają, że tematu nie odpuszczą...
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze