Reklama

Jak pies panią Ewę na salę sądową zaprowadził...

20/03/2015 08:04

Emerytka z Sokołowa w niedzielne południe wyszła na spacer ze swoją niewielką suczką Dodą. Jej pupilkę na ulicy Przemysłowej zaatakował wilczur, który wydostał się z terenu jednej z firm. Ugryzł kobietę w rękę, gdy walczyła o uratowanie życia Dodzie. Zajście pani Ewa zgłosiła sokołowskiej policji, a ta tak sprawę prowadziła, że... kobieta zasiądzie wkrótce na ławie oskarżonych w sądzie.

Emerytka z Sokołowa w niedzielne południe wyszła na spacer ze swoją niewielką suczką Dodą. Jej pupilkę na ulicy Przemysłowej zaatakował wilczur, który wydostał się z terenu jednej z firm. Ugryzł kobietę w rękę, gdy walczyła o uratowanie życia Dodzie. Zajście pani Ewa zgłosiła sokołowskiej policji, a ta tak sprawę prowadziła, że... kobieta zasiądzie wkrótce na ławie oskarżonych w sądzie.

(...)Właścicielka na codzienne spacery ze swoją pupilką lub z dwoma psami swoich znajomych wybiera często ulicę Przemysłową w Sokołowie Podlaskim. Wbrew nazwie nie jest to jednak centrum życia biznesowego miasta, lecz trakt biegnący od ulicy Wolności w kierunku dawnego zakładu meblarskiego, dziś zajmowanego przez Stalfę. Obok są tory kolejowe, rosną krzaki, które cieszą się popularnością m.in. wśród wagarowiczów. Ruch pieszych i aut jest tam niewielki.

Reklama

Zaatakował Dodę

Pani Ewa, wychodząc na spacery na Przemysłową często spuszczała Dodę ze smyczy. Bo ? jak podkreśla ? zna doskonale zwyczaje zwierzaka i jest pewna, że nikomu krzywdy nie zrobi. W niedzielę, 4 stycznia puszczając suczkę, by sobie pobiegała, też była przekonana, że nic złego stać się nie może.

- Biegła sobie spokojnie, ale kiedy była jakieś 10 metrów od ogrodzenia zakładu przez otwartą furtkę wybiegł wielki pies, jeden z dwóch, które pilnują firmy. Owczarek niemiecki. Rzucił się na moją Dodę, psy zaczęły się szarpać, kotłować między sobą ? relacjonuje przebieg feralnego spaceru sokołowianka. - To była nierówna walka i w pewnym momencie zobaczyłam, że ten wilczur, nazywa się Misza, przymierza się do tego, by przegryźć Dodzie tętnicę szyjną. Rzuciłam się na ratunek, zaczęłam też głośno krzyczeć i wzywać pomocy. Próbowałam odciągać Dodę, w końcu złapałam za obrożę tego wilczura i zaczęłam go ciągnąć w kierunku firmy. Wtedy ugryzł mnie za rękę, poszarpał ubranie. Udało mi się w końcu wepchnąć tego wielkiego psa za ogrodzenie i zamknąć furtkę. Wtedy dopiero wyszedł pracownik firmy ochroniarskiej, która pilnowała terenu Stalfy. Na moją prośbę dał mi wodę utleniona i jałowy opatrunek ? dodaje.

Reklama

(...) Sokołowianka całą sytuację opowiedziała swojemu znajomemu. Ten zawiózł ją na Izbę Przyjęć szpitala w Sokołowie, gdzie kobieta dostała m.in. zastrzyk przeciwtężcowy. Lekarz dyżurny prosił jednak, by kobieta sprawę zgłosiła na policję, by zapobiec innym tego typu incydentom na Przemysłowej.

Nie był szczepiony

- Poszłam na policję zgłosić sprawę, ale nie po to, żeby żądać ukarania właściciela psa. Chciałam przede wszystkim ustalić, czy wilczur był szczepiony przeciwko wściekliźnie i zrobić coś, żeby w przyszłości nie doszło do podobnej, niebezpiecznej sytuacji ? zaznacza pani Ewa. - (...)W sokołowskiej komendzie moje zgłoszenie przyjął jakiś pan. To była dość luźna rozmowa, podczas niej notował to, co mówiłam, na elektronicznym urządzeniu ? na telefonie lub tablecie. Na koniec podziękował za informacje i tak się ta wizyta na policji zakończyła ? dodaje.

Reklama

(...) Kiedy po ponad tygodniu zadzwonił telefon z komendy i funkcjonariusz poprosił ją, by z dowodem osobistym i książeczką szczepień psa stawiła się w 13 stycznia w siedzibie sokołowskiej policji, ucieszyła się, że coś w sprawie zaczęło się dziać.

Nieoczekiwany zwrot akcji

Na komendzie policjant skserował dowód osobisty pani Ewy i książeczkę zdrowia Dody. Uśmiech zniknął z twarzy sokołowianki, a pojawiło się zaskoczenie i niedowierzanie, gdy z ust funkcjonariusza sokołowskiej policji usłyszała pierwsze zdanie, dotyczące sprawy. - Czy przyznaje się pani, że w dniu 4 stycznia 2015 r. chodziła pani z psem bez smyczy? - padło pytanie.

Reklama

- (...)Czułam się, jakby przesłuchiwała mnie policja na Białorusi, strasznie się zdenerwowałam ? opowiada mieszkanka miasta. - Padały pytania o moje dochody, o mój stan cywilny. (...)Policjanta w ogóle nie interesowało, jaki przebieg miało zdarzenie na Przemysłowej,(...) a na koniec usłyszałam od policjanta: to spotkamy się w sądzie.

Sama weszła za furtkę?

I rzeczywiście, do sokołowianki dotarło już zawiadomienie o wyznaczeniu pod koniec marca rozprawy w jej sprawie w sokołowskim sądzie. Jest obwinioną o to, że nie zachowała zwykłych środków ostrożności przy trzymaniu psa, czyli o naruszenie art. 77 Kodeksu wykroczeń.

Reklama

Na nasze pytania w tej sprawie sokołowska policja nie odpowiedziała. Ale prezes Sądu Rejonowego w Sokołowie Podlaskim wyraził zgodę na wgląd do akt sprawy i mogliśmy przejrzeć materiały zgromadzone przez policję.

Z dokumentacji wynika, że Kazimierz B., pracownik firmy ochroniarskiej, który 4 stycznia pilnował obiektu przy Przemysłowej utrzymuje, że to pani Ewa samowolnie weszła na teren firmy. Sugeruje, że... to Doda popchnęła furtkę, dostała się na teren zakładu i tam ją i jej panią zaatakował Misza. (?)

Reklama

BOŻENA GONTARZ

Cały tekst w papierowym wydaniu Życia Siedleckiego z 20 marca

Obserwuj nas na Obserwuje nas na Google NewsGoogle News

Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!

Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.


Reklama

Wideo




Reklama
Najnowsze wiadomości