Na sesję Rady Gminy Sabnie, 29 września, przyszli mieszkańcy Grodziska, którzy wyrazili swój sprzeciw wobec budowy koło ich miejscowości pieca do spalania odpadów drobiarskich. Mieli też uwagi do budowanej przez tego samego inwestora biogazowni.
Na sesję Rady Gminy Sabnie, 29 września, przyszli mieszkańcy Grodziska, którzy wyrazili swój sprzeciw wobec budowy koło ich miejscowości pieca do spalania odpadów drobiarskich. Mieli też uwagi do budowanej przez tego samego inwestora biogazowni.
Obie inwestycje ma realizować właściciel kurników ze Stasina, który w ten sposób chce utylizować powstające w procesie hodowli drobiu odpady. Rozpoczął on już także budowę w dwóch miejscach hal drobiarskich w Grodzisku.
Będzie smród i hałas
- Chcielibyśmy przedstawić nasze wątpliwości co do inwestycji, które dzieję się wokół naszej wsi. Nie wiemy, jakie są plany Rady Gminy Sabnie i w jaki sposób będziecie nas chronić przed smrodem i hałasem. Mamy swoje domy, nieruchomości i chcemy normalnie żyć – mówiła na sesji jedna z mieszkanek.
- Niepokoi nas budowa dużego pieca, który ma służyć do spalania tkanek mięsnych. Najpierw była mowa o biogazowni, która miała rzekomo nie pachnieć. Z dwojga złego wybraliśmy tę inwestycję, zgodziliśmy się, a teraz jeszcze powstaje piec. Jako mieszkańcy nie wyrażamy na to zgody. Rozumiemy, że dla niektórych jest to sposób na życie, ale my tego nie chcemy – dodała sołtys Grodziska Katarzyna Karpińska.
- W biogazowni ma powstawać metan. Chcemy wiedzieć, jak on będzie wykorzystywany. Czy będzie spalany w agregatach prądotwórczych, czy będzie wykorzystywany na własne potrzeby. To dla nas bardzo ważne. Bo agregaty wytwarzają hałas, ja to już przeżywałem pod Warszawą. Można w internecie przeczytać o miejscowości Płochocin, gdzie mieliśmy problem ze smrodem i agregatami. Powstało tam nawet stowarzyszenie chroniące mieszkańców – mówił Józef Homan z Grodziska. - Rozumiem, że takie inwestycje są potrzebne. Tylko przeczytałem w Internecie, że w Grodzisku wprawdzie zbiorniki na metan mają być szczelne, ale biomasa do jego produkcji ma być składowana na zewnątrz, pod naszymi oknami. Będzie smród, a my przecież już w tej chwili czujemy kurniki ze Stasina. Zapraszam do mnie na działkę w lecie wieczorem i zobaczycie, co tam się dzieje. Do kurników w Stasinie mam 2 kilometry, a do biogazowni i spalarni będę miał kilometr. Zainwestowałem w działkę wiedząc, że obok jest obora i stajnia. Ale nie było mowy, że będą takie inwestycje. Byłem na otwarciu zalewu w Niewiadomej, gmina stawiała na rozwój turystyki i na spokój. To się kłóci ze sobą. Mamy zalew, ścieżki rowerowe. Kto będzie z tego korzystał, jak będzie smród? Jestem pełen podziwu dla pana Hardejewicza, że chce robić takie inwestycje, ale nie naszym kosztem. Stasin jest spaskudzony totalnie, ale że dobieracie się do Grodziska... Później przyjdzie czas na Hołowienki, na Zembrów i okaże się, że nasza gmina smrodem stoi – dodał pan Józef.
Ogłoszenie na BIP to nie konsultacje
- Dziś na sesję przyszła tylko delegacja mieszkańców, z uwagi na obostrzenia związane z koronawirusem. Prace się rozpoczęły, ludzie widzą naocznie, jak blisko domów będą te inwestycje i coraz więcej mieszkańców nie zgadza się na te kurniki i biogazownię, bo to wpłynie na jakość naszego życia. Naszego i naszych dzieci. - mówiła radna z Grodziska Bożena Kaczmarek. - Przed wydaniem pozwoleń środowiskowych, które inwestor już uzyskał, powinny zostać przeprowadzone rzeczowe konsultacje społeczne. Panie wójcie, dlaczego takich konsultacji nie było? Nie uważam za przeprowadzenie konsultacji o środowiskowych uwarunkowaniach zamieszczenia na BIP informacji. To powinny być spotkania face to face z ludźmi, na których mówimy im, co się będzie działo. Bo dzięki temu nawet prości ludzie, w starszym wieku, są w stanie przyswoić pewne informacje i po przemyśleniach powiedzieć tak lub nie. Mieszkańcy nie śledzą BIP, nie zawsze czytają informacje na tablicy ogłoszeń – dodała.
Rozliczymy przy wyborach
- Dziś najłatwiej jest powiedzieć, że ktoś czegoś nie wiedział albo czegoś nie powiedział. Były spotkania w sprawie tej inwestycji – rozpoczął wójt Ireneusz Piotr Wyszyński, ale natychmiast podniosły się głosy zaprzeczające tym słowom. Wójt oburzony zapowiedział, że skoro mieszkańcy mu przerywają, to odpowie na ich pytania na piśmie.
- Ale co nam z pisma, my pana wybieraliśmy, a pan ucieka od odpowiedzi – bulwersowali się mieszkańcy.
- Jeśli taka inwestycja powstaje, to jest dokumentacja i nie ma tak, że nikt nic nie wie. Jak sami państwo wiecie, inwestor nie uchyla się od spotkań, przyjeżdża, poświęca mnóstwo swojego czasu, odpowiada na pytania – kontynuował wójt. - Dziś jest za mało czasu, żeby dziś na państwa pytania odpowiedzieć. Jeśli są obawy, to trzeba się spotkać, ale nie na dzisiejszej sesji, kiedy porządek jest napięty.
Wójt zaproponował spotkanie koordynacyjne z sołtysami, na którym podjęte zostaną ustalenia co do tematyki kolejnych zebrań.
- Tylko tyle ma pan do powiedzenia mieszkańcom naszej miejscowości? - pytała mieszkanka.
- Na ten moment tak. Na omówienie sprawy potrzebujemy co najmniej dwie godziny – wyjaśnił Ireneusz Piotr Wyszyński. - Rozumiem, że są jakieś tam obawy, ale ta inwestycja jest nawet bliżej mojego domu jak waszego. Tak że o ptaszkach i innych tam... A co do turystyki, to widzicie, jak turystyka dzisiaj wygląda. Jak chcecie o niej porozmawiać, to z osobami, które jej poświęciły całe życie. Ale to nie dzisiaj.
- Jest pan arogancki. Takie teksty zweryfikują ludzie przy wyborach. Pan nas zostawia, chce nas dziś wyrzucić i mieć święty spokój. Takie jest nasze odczucie – komentowali mieszkańcy. - Teraz ironicznie wypowiada się pan o turystyce, a kto o tym mówił przy otwarciu zalewu. To nie my mówiliśmy o turystyce i pobudzaniu rozwoju regionu. Przecież to pan jest gospodarzem tej gminy. Zostaliście wybrani po to, by chronić interesy mieszkańców.
Przewodniczący rady gminy Tadeusz Maksimiak stwierdził że padł wniosek o spotkanie mieszkańców całej gminy w sprawie inwestycji.- To dotyczy też innych miejscowości, chcemy ich ostrzec – dodał pan Józef.
Nie robimy nikomu na złość
Później mieszkańcy Grodziska wdali się też w dyskusję z radnym Pawłem Hardejewiczem, synem inwestora, wybranym do rady jako przedstawiciel z Sabni. W Radzie Gminy Sabnie zasiada też jego brat Dominik, reprezentujący mieszkańców Kolonii Kurowice i Stasina.
- Sabnie nie leżą 100 kilometrów od Grodziska, wszyscy wiedzieli, co się dzieje. To wieś i nie unikniemy pewnych sytuacji, czasami będzie śmierdzieć. U nas dzieje się to tylko okresowo, jak jest wywózka obornika – mówił Paweł Hardejewicz. - Piec jest tylko zabezpieczeniem dopóki nie ma biogazowni, nie jest pewne, że zostanie wybudowany, bo wiecie państwo, jakie są czasy. Nie wszystko udaje się zrobić, nie wiemy czy ktoś kiedyś nie zechce od nas zabezpieczeń na wypadek nadmiaru odpadów. Przy spalaniu zgodnym z przepisami - tak, jak powinno się to robić, nie powinno być smrodu. Poczekajmy, zobaczymy – jeśli okaże się to uciążliwe, będziemy szukać innych rozwiązań. My na pewno będziemy szukać alternatyw. Czy lepiej wywozić padłe kury? Też jest smród. Uczymy się technologii i próbujemy wprowadzać nowości, staramy się wyprzedzać pewne sytuacje. Do tej pory nie było to uciążliwe, nie robiliśmy nikomu na złość, cały proces inwestycji był przeprowadzany zgodnie z dokumentacją, nic nie było ukrywane. Czy mój ojciec kiedykolwiek nie chciał czegoś z dokumentacji udostępnić? A co do do biogazowni, to zaprosimy specjalistów, którzy wyjaśnią zainteresowanym zasady wytwarzania prądu – dodał.
Dyskusja trwała jeszcze kilka minut, skończyła się zapowiedzią spotkania z mieszkańcami.
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze