Poranek, przekręcony kluczyk i cisza albo kontrolka na desce rozdzielczej. Coraz więcej kierowców w regionie przekonuje się, że winowajcą nie jest zużyty akumulator, lecz kuna, która w nocy zajrzała pod maskę. Przegryzione węże i uszkodzone przewody to dziś jedna z częstszych, a przy tym kosztownych niespodzianek, jakie zostawiają po sobie te zwierzęta. Problem dotyka zarówno mieszkańców obrzeży miast, jak i wsi, bo kuna domowa od lat świetnie radzi sobie tuż obok ludzi.
Powodów jest kilka i każdy działa na korzyść zwierzęcia. Ciepły silnik długo oddaje resztki temperatury, a komora napędowa to gęsto upakowana przestrzeń pełna zakamarków, w której kuna czuje się bezpiecznie. Dochodzi do tego instynkt terytorialny. Samiec znaczy zajęte miejsce zapachem, a gdy inny osobnik wyczuje ślad rywala i wejdzie pod tę samą maskę, potrafi w furii przegryźć wszystko, co napotka. „Kuna kieruje się instynktem, a nie złośliwością. Reaguje na zapach innego drapieżnika i na swoje własne ślady. Jeśli przerwiemy ten schemat, w większości przypadków szuka spokojniejszego miejsca” — tłumaczy Artur Olejniczak, członek zarządu marki Kunagone, która od lat analizuje tego typu szkody. Właśnie dlatego auto raz odwiedzone bywa nachodzone wielokrotnie. Szkód przybywa latem, w okresie godowym przypadającym na lipiec i sierpień, gdy zwierzęta stają się ruchliwe i zaczepne, ale zimą również jest ryzykownie, bo nagrzany silnik kusi ciepłem w mroźne noce.
Pierwszym sygnałem bywają ślady zębów na gumowych i silikonowych elementach: wężach chłodnicy, przewodach spryskiwaczy, osłonach kabli i izolacji. Najczęściej obrywają przewody zapłonowe, węże układu chłodzenia, gumowe mieszki oraz maty wyciszające, które kuna wyrywa i drze na strzępy. Zdarza się, że kierowca znajduje pod maską resztki liści, sierść albo drobne kości, czyli pozostałości po nocnej wizycie, a na lakierze i podłożu widać błotniste ślady łap. Objawy widać też podczas jazdy. Przegryziony przewód zapłonowy kończy się kłopotem z odpaleniem silnika, uszkodzony wąż układu chłodzenia grozi przegrzaniem jednostki napędowej, a naruszona instalacja potrafi zapalić kontrolki na desce rozdzielczej.
Rachunek zależy od tego, co ucierpiało. Wymiana pojedynczego węża czy przewodu zamyka się w kilkuset złotych, ale poważniejsza ingerencja w wiązkę elektryczną albo skutki przegrzania silnika sięgają kilku tysięcy. W nowoczesnych autach, naszpikowanych elektroniką, nawet drobne nadgryzienie potrafi wywołać poważną awarię. Kłopot w tym, że podstawowa polisa OC takich zdarzeń nie obejmuje, a szkody wyrządzone przez zwierzęta pokrywa dopiero autocasco, i to nie w każdym wariancie. Warto sprawdzić zapisy swojej umowy jeszcze przed szkodą. Jeśli do niej dojdzie, dobrze jest sfotografować uszkodzenia i zachować rachunek z warsztatu, bo ułatwia to zgłoszenie.
Podstawą jest utrudnienie zwierzęciu dostępu i pozbawienie go zapachowych drogowskazów. Warto dokładnie umyć komorę silnika, bo usunięcie śladów po poprzednim intruzie zmniejsza ryzyko kolejnej wizyty. Pomaga parkowanie w zamykanym garażu bez szczelin, a gdy nie ma takiej możliwości, zmienianie miejsca postoju, co utrudnia zwierzęciu wyznaczenie stałej trasy. Narażone przewody można osłonić twardymi peszlami, a przestrzeń pod autem zabezpieczyć siatką lub matą, po której kuna niechętnie chodzi. Skuteczne bywają również metody zapachowe, które odwołują się do naturalnego instynktu zwierzęcia. Wśród rozwiązań bezinwazyjnych wymienia się odstraszacze wykorzystujące zapach psiej sierści, bez elektroniki i chemii. Niezależnie od wybranej metody kluczowa jest systematyczność, bo kuna wraca tam, gdzie czuje się bezpiecznie.
Odradza się za to domowe sposoby w rodzaju naftaliny, bo są mało skuteczne, a bywają szkodliwe. Najważniejsze pozostają regularne oględziny, zwłaszcza latem: im wcześniej zauważymy pierwsze nadgryzienia, tym niższy będzie rachunek za naprawę.


Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze