W czwartek, 3 września, w Grochowie zorganizowano zebranie wiejskie dotyczące inwestycji, jaka już rozpoczęła się w tej miejscowości. W obiektach po dawnym Bacutilu powstaje zakład produkujący karmę dla zwierząt. Inwestor – właściciel Zbiornicy Skórzec – zapewniał uczestników spotkania: to nie będzie drugi Bacutil, ale mieszkańcy w to nie wierzą. Skarżą się, że inwestycja była przed nimi ukrywana i stanowczo żądają jej wstrzymania.
Spotkanie miało charakter zebrania wiejskiego, otworzył je sołtys Grochowa Piotr Żaboklicki wraz z radnym gminnym z tej miejscowości Wiesławem Żelazowskim. Wśród uczestników byli m.in. wójt gminy Sokołów Janusz Kur z zastępcą Ewą Waszkiewicz, przewodniczący Rady Gminy Sokołów Podlaski Paweł Sobolewski wraz z liczną grupą radnych, członek zarządu powiatu Maciej Osiński, radni powiatowi Agnieszka Adynowska i Piotr Woźniak, a także duża grupa mieszkańców Grochowa, Brzozowa i innych okolicznych miejscowości.

Obecny był inwestor – Marcin Cabaj, właściciel Zbiornicy Skórzec, firmy od lat zajmującej się odbiorem martwych zwierząt - oraz grupa osób związanych z tym przedsiębiorstwem.
Przyjechali też przedstawiciele mediów. Na wstępie usłyszeliśmy, że nie wolno nam robić zdjęć zakładu ani nagrywać części spotkania dotyczącej spraw technologicznych, związanych z produkcją karmy, gdyż są one unikalnym rozwiązaniem, chronionym przed konkurencją. Ostatecznie jednak mieszkańcy nie chcieli słuchać o technologii produkcji, tylko żądali wyjaśnień od inwestora.
Wspomnieć należy, że jeden z uczestników głośno wyraził protest przeciwko temu, że zebranie zwołano na terenie zakładu, który budzi kontrowersje. Jego zdaniem miejsce spotkania powinno być neutralne, mogłaby to być np. sala sportowa w szkole.
Skąd niepokój mieszkańców. Firma ze Skórca odbiorem odpadów pozwierzęcych zajmuje się od wielu lat i przez lata jej działalność nie budziła kontrowersji. Sytuacja zmieniła się, gdy przedsiębiorca zajął się również przetwarzaniem padliny. Mieszkańcy zaczęli skarżyć się na okropny fetor z tym związany. Kontrola Wojewódzkiego Inspektoratu Ochrony Środowiska wykazała, że firma działa bez wymaganego przepisami pozwolenia zintegrowanego. Rozpoczęły się zakrojone na szeroką skalę protesty mieszkańców, którzy złożyli zawiadomienia do prokuratury i CBA.
Na spotkaniu z mieszkańcami Skórca w czerwcu właściciel zakładu mówił o montażu rozwiązań, które miałyby zniwelować negatywne dla mieszkańców skutki, związane z odorem: kurtyn mgłowych i antyodorowych, dodatkowych filtrów, zmiany biofiltra wentylacji. Ale zapowiedział też, że „część odpadów, zamiast trafiać do Skórca, będzie kierowana do innych zakładów, gdzie zostanie poddana dalszemu przetworzeniu”. Dokąd? Właśnie do Grochowa. Mieszkańcy w czwartek nie ukrywali, że dotarły do nich wieści ze Skórca i „nie mają zaufania do kogoś, kto działa bez pozwoleń”.
Wiele zarzutów mieszkańców dotyczyło braku informacji o planowanej inwestycji. - Mam tu przez płot działkę. O jakichkolwiek działaniach związanych z tą inwestycją, o pozwoleniu na budowę sąsiedzi powinni być powiadomieni. Nie dostaliśmy żadnego papieru, żadnej informacji, że cokolwiek tu będzie – mówił mieszkaniec Brzozowa-Kolonii. - Widziałem, że coś na terenie tego dawnego zakładu się dzieje, miałem nadzieję, że rozbierają i w końcu się tego pozbędziemy. Ale nie! Wszystko po cichu. Gdzie konsultacje społeczne? Powinniśmy być o wszystkim informowani – dodał i usłyszał głośne oklaski.
- Żadne konsultacje między mieszkańcami, a właścicielem nie są wymagane. Zrobiliśmy to zebranie po to, żebyście państwo wiedzieli, co tu będzie robione - stwierdził sołtys Grochowa i te słowa wywołały głośne protesty mieszkańców.
- Takie zebranie powinno być 3 lata temu, a nie teraz się obudziliście – mówił jeden z mieszkańców.
- Teraz? Teraz się obudziliście? Jak budowa już trwa! – głośno oburzała się jedna z pań.
- Były ogłoszenia na tablicy ogłoszeń, wisiały – wyjaśniał Piotr Żaboklicki.
- Panie Piotrze, są strony internetowe! Dlaczego tam nie było ani słowa! Kto teraz czyta ogłoszenia na tablicach!? - oburzali się mieszkańcy.
Daniel Racis, który miał opowiedzieć o technologii produkcji karmy w puszkach niewiele zdołał powiedzieć. Wyjaśniał, że jedzenie dla zwierząt nie może być produkowana z padliny. Wykorzystuje się do tego mięso i różne odpady z zakładów mięsnych (łapy, wątrobę, płuca), ale świeże. Prezentował, jak wygląda tego typu karma. Podkreślał, że w Polsce działają już tego typu zakłady, nawet w dużych miastach, w sąsiedztwie zabudowy mieszkalnej, ale nie generują one uciążliwości. - To taki obiekt, jak na przykład masarnia – przekonywał. Dodał, że maszyny do zakładu w Grochowie zostały już kupione.

Gość był zaskoczony protestami, przyznał, że jadąc na spotkanie nie wiedział, że inwestycja budzi takie kontrowersje. Przyznał, że „w Skórcu śmierdzi, nawet w biurze”, ale jego zakład smrodu nie będzie generował.
W dalszej części dyskusji, gdy jeden z mieszkańców ujawnił, że z dokumentów, z jakimi miał okazję się zapoznać wynika, że w Grochowie ma być też produkowana karma sucha. Daniel Racis przyznał, że suszenie takiej karmy generuje odory. Ale inwestor stwierdził, że w Grochowie suszenia nie będzie, tylko granulowanie.
Marcin Cabaj na wstępie stwierdził, że zebranie dlatego zorganizowano na terenie zakładu, gdyż chciał przedstawić mieszkańcom, jak będzie wyglądał proces technologiczny.

- To moja dobra wola, inicjatywa, żebyście osobiście mogli to obejrzeć. Chcemy pokazać plany produkcji, produkty, zależało mi na tym, by uspokoić emocje i złe nastawienie – mówił. - Takich zakładów jest w Polsce wiele, są lokalizowane nawet w centrach miast. W latach 30. właścicieli zakładów, którzy robili złą kiełbasę, wieszano na stryczku. Jeśli coś będzie tu nie tak, będę do waszej dyspozycji, nie zamierzam się ukrywać. Nie macie się czego obawiać. Nie będzie tu padliny, drugi Bacutil tu nie powstanie – zapewniał.
Inwestor zaproponował, że umożliwi mieszkańcom „bieżącą kontrolę tego, co tutaj się dzieje”.
- Macie Radę Sołecką, niech osoby z jej składu przyjdą tutaj i będą mogły ten zakład na każdym etapie powstawania kontrolować. Do tego wyrażam zgodę, żeby mieszkańcy dodatkowo wydelegowali trzy osoby, które będą mogły zobaczyć, co dzieje się w zakładzie. Na to wyrażam zgodę – proponował Marcin Cabaj.
- Państwa nie interesuje technologia, ani to co tu będzie. Państwa tylko interesuje to, by zakład nie powstał. Żyjecie tym co było, a to co było w Bacutilu nie wróci – tak całą dyskusję z mieszkańcami podsumował inwestor. Zapowiedział, że zakład chce uruchomić.
Głos podczas spotkania zabrał też wójt Janusz Kur. - Ta inwestycja została zgłoszona do nadzoru budowlanego, prowadzi on postępowanie, czy jest legalna, czy nie. Zapraszaliśmy przedstawicieli nadzoru budowlanego na dzisiejsze spotkanie, ale odmówili, bo wskazali, że są stroną w postępowaniu. Nie udzielają nam informacji w sprawie tej budowy, ale nikt nic nie będzie zamiatał pod dywan, bo sprawa jest głośna. Trzeba poczekać na wyniki kontroli – mówił wójt. - Wojewódzki Inspektorat Ochrony Środowiska też został poinformowany o tej inwestycji, stwierdzili, że żadne informacje do nich nie wpłynęły. Instytucje, które są uprawnione do kontroli zostały powiadomione. Na prośbę mieszkańców wysłałem też informację do Wód Polskich. Cieszę się, że dzisiejsze spotkanie zostało zorganizowane i jest możliwość zadania pytań właścicielowi. Wysłałem pytanie o tę inwestycję do starostwa, czy było wydane pozwolenie na budowę, czy prace są realizowane „na zgłoszenie”. Do dziś nie mam odpowiedzi – dodał.
Sołtys Piotr Żaboklicki dodał, że otrzymał odpowiedź na pismo z 2 lipca skierowane do Powiatowego Inspektora Nadzoru Budowlanego. PINB odpisał, że „stwierdzono naruszenie przepisów prawa budowlanego i wszczęte zostały odpowiednie postępowania administracyjne”. Jednak dodał, że sołtys stroną nie jest i dalsze informacje nie będą mu udzielane.
- Już w lutym na zebraniu zgłaszaliśmy protesty, ale wówczas zostało to zakrzyczane. Dopiero w lipcu pan napisał do nadzoru – komentowała jedna z uczestniczek zebrania.
Przewodniczący rady Paweł Sobolewski przyznał, że po zamknięciu Bacutilu przez 30 lat w obiekcie się nie działo, co uśpiło czujność. Stwierdził, że po zgłoszeniu dokumentów przez nowego właściciela obiektu zostały spełnione wszystkie procedury i obowiązki informacyjne wobec mieszkańców. - To, czy obiekt będzie otwarty, określają pewne procedury, na które gmina nie ma wpływu – mówił. Ale dalszą wypowiedź o obiekcie jeden z mieszkańców skwitował „pan jest rzecznikiem inwestora?”.
Jednak mieszkańcy stanowczo podkreślali, że nie zgadzają się na inwestycję. Dominowały obawy, że w praktyce zamiast lub obok produkcji karmy w dawnym Bacutilu przetwarzana będzie padlina i to będzie powodować uciążliwy fetor dla całej okolicy.
- Wiemy, co było z Bacutilem, nie zgadzamy się na ponowne uruchomienie tu produkcji. Ten zakład powinien być zamknięty – twardo przedstawił swoje stanowisko jeden z mieszkańców i głośno poparli go brawami inni.
Mieszkańcy podkreślali, że nie protestowali przeciwko biogazowni, którą w pobliżu dawnego Bacutilu uruchomił miejscowy przedsiębiorca. Ten obiekt jest prawidłowo eksploatowany i nie jest uciążliwy. Ale do nowego inwestora zaufania nie mają i głośno to manifestowali.
- Nie chcemy żyć w smrodzie, zwłaszcza ja na stare lata – padały i takie głosy.
Tuż przed publikacją tego artykułu o swoich działaniach w związku z inwestycją w Grochowie poinformował nas radny powiatowy wybrany z terenu gmin Sokołów Podlaski i Bielany Piotr Woźniak. W piątek rano złożył w sokołowskim Starostwie Powiatowym pismo, w którym zawarł szereg pytań o inwestycję w Grochowie. Zapewnił nas też, że poinformuje nas, gdy otrzyma odpowiedzi. Do sprawy wrócimy.


Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Drodzy Państwo ,trzeba wysłuchać inwestora zanim zacznie się krzyczeć na zebraniach i protestować że jestem przeciw .W taki sposób nikt z inwestorów nie będzie chciał wystąpić z inicjatywą otworzenia zakładów .Jak nam wiadomo każda inwestycja jest potrzebna ponieważ wiąże się z nowymi miejscami pracy a tego chcemy przy narastającym bezrobociu .Dawniej w Sokołowie były chlewnie ,obory ,kurniki z których szczególnie latem wydobywał się specyficzny zapach ,z cukrowni w okresie kampanii cukrowniczej też było czuć zapachy niestety niezbyt przyjemne .Mieszkańcy nie narzekali wręcz przeciwnie ,ludzie mieli pracę .Obecnie inwestor chce zainwestować to napotyka opór ze strony mieszkańców .W Sokołowie przeszkadzają wzory pomników postawionych przy ulicy wolności ,teraz w Grochowie pomiędzy Grochowem a Czerwonką pod lasem inwestor chce zainwestować ,też opór bo smród .Jeżeli społeczeństwo będzie w ten sposób reagowało będziemy Państwem z głębokim ubóstwem .Na zebraniu widać prawie samych emerytów
"...nikt nic nie będzie zamiatał pod dywan, bo sprawa jest głośna." - czytacie? BO SPRAWA JEST GŁOŚNA... Gdyby było ciszej to co innego, ale jest "hałas" więc...
Gość sobie buduje, co chce, jak chce, a co tam. Widzę władza siedzi cicho, wójt i tak nie będzie już startował na wójta, przyszły kandydat siedzi cicho (aby fotka była że był). Klimat Sokołowski zachowany, na cukrowni powstały bloki mieszkalne, strefa przemysłowa ale cicho sza, tu też zakład postawili, teraz papierki dorobimy :)
Czy inwestor posiada prawomocną decyzję środowiskową od wójta/burmistrza, pozytywną opinię RDOŚ i Sanepidu oraz – co najważniejsze – zatwierdzenie techniczne od Powiatowego Lekarza Weterynarii?
Czy urzędy dopełniły obowiązku powiadomienia właścicieli sąsiednich działek o statusie stron w postępowaniu, dając im realną szansę na zgłoszenie uwag i protestów, czy sprawę próbowano załatwić po cichu?
Czy w dokumentacji określono, jak daleko będą sięgać uciążliwości zapachowe i transportowe oraz jak blisko granic sąsiednich działek oraz domów mieszkalnych ma powstać ten zakład?
To jest nie do pomyślenia , bredzi wójt, bredzi przewodniczący , bredzi radny , bredzi Inspektor nadzoru , jak można pełnić tak odpowiedzialne fumkcje i tak bredzić. Pierwsze czy wójt nie prowadzi planowania przestrzennego , wydawał decyzje o warunkach zabudowy czy nie, po drugie przewodniczący winien być reprezentantem ludzi a nie inwestora, po trzecie radny mógł pójść do Wydziału Budownictwa i sprawdzić czy było pozwolenie na budowę a nie przyjechać jak często bywa nieprzygotowany i krytykować mieszkańców , po czwarte Inspektor jeżeli brak pozwolenia winien działać w trybie pilnym wstrzymać budowę , naliczyć kary i nakazać rozbiórkę. Ale to życzenie nasze a urzędnicy są efektowni w działaniu gdy sprawa dotyczy osoby fizycznej, budującej mały budyneczek bez dokumentacji wtedy szleją i udowadniają wszystkim swoje kompetencje.
Drodzy Państwo ,trzeba wysłuchać inwestora zanim zacznie się krzyczeć na zebraniach i protestować że jestem przeciw .W taki sposób nikt z inwestorów nie będzie chciał wystąpić z inicjatywą otworzenia zakładów .Jak nam wiadomo każda inwestycja jest potrzebna ponieważ wiąże się z nowymi miejscami pracy a tego chcemy przy narastającym bezrobociu .Dawniej w Sokołowie były chlewnie ,obory ,kurniki z których szczególnie latem wydobywał się specyficzny zapach ,z cukrowni w okresie kampanii cukrowniczej też było czuć zapachy niestety niezbyt przyjemne .Mieszkańcy nie narzekali wręcz przeciwnie ,ludzie mieli pracę .Obecnie inwestor chce zainwestować to napotyka opór ze strony mieszkańców .W Sokołowie przeszkadzają wzory pomników postawionych przy ulicy wolności ,teraz w Grochowie pomiędzy Grochowem a Czerwonką pod lasem inwestor chce zainwestować ,też opór bo smród .Jeżeli społeczeństwo będzie w ten sposób reagowało będziemy Państwem z głębokim ubóstwem .Na zebraniu widać prawie samych emerytów
"...nikt nic nie będzie zamiatał pod dywan, bo sprawa jest głośna." - czytacie? BO SPRAWA JEST GŁOŚNA... Gdyby było ciszej to co innego, ale jest "hałas" więc...
Gość sobie buduje, co chce, jak chce, a co tam. Widzę władza siedzi cicho, wójt i tak nie będzie już startował na wójta, przyszły kandydat siedzi cicho (aby fotka była że był). Klimat Sokołowski zachowany, na cukrowni powstały bloki mieszkalne, strefa przemysłowa ale cicho sza, tu też zakład postawili, teraz papierki dorobimy :)