Reklama

Najważniejsze jest życie, ale jak już jest życie, to najważniejsza jest wolność”. Sokołów Podlaski w rocznicę wybuchu powstania w getcie warszawskim.

W niedzielę, 19 kwietnia, w rocznicę wybuchu powstania w getcie warszawskim przedstawiciele władz i mieszkańcy zapalili znicze pod tablicą upamiętniającą sokołowskich Żydów, którzy zginęli w czasie II wojny światowej. Ton uroczystości nadało ciekawe wystąpienie Grzegorza Gawrysiaka, historyka z Pracowni Dokumentacji Dziejów Miasta.

Spotkanie także z lokalnym przesłaniem

19 kwietnia przypada 83. rocznica wybuchu powstania w getcie warszawskim, największego zbrojnego zrywu Żydów podczas II wojny światowej. Ta rocznica jest okazją do odniesienia do naszej lokalnej historii.

Przypomnijmy: Zarządzenie o utworzeniu getta w Sokołowie Podlaskim wydał 24 stycznia 1941 r. niemiecki starosta powiatu sokołowsko-węgrowskiego Ernst Gramss (o również stworzył obóz pracy w Treblince). Zamknięto w nim ok. 6-7 tys. Żydów – zarówno mieszkańców Sokołowa, jak i osoby, które dotarły do miasta po wybuchu II wojny światowej. Niemieccy okupanci rozpoczęli akcję likwidacji sokołowskiego getta 22 września 1942 r. Około 500-1000 Żydów gestapo i oddziały ukraińskie zamordowały na miejscu. Pozostałych po kilku dniach wywieziono do obozu w Treblince. Pozostawiono tylko około 200 Żydów, którzy mieli uporządkować teren getta. Ich również po wykonaniu tych prac wywieziono do Treblinki. Niewielkiej grupie udało się ukryć, wojnę przeżyli nieliczni.

Reklama

Przy MBP – wcześniej budynku dworca PKP - w 2024 r. umieszczono też pamiątkową tablicę, upamiętniającą sokołowskich Żydów i to przy niej, wśród kwitnących żonkili, zorganizowano tegoroczne obchody rocznicy wybuchu powstania w getcie warszawskim. Wzięli w nich udział przedstawiciele władz miasta Sokołów Podlaski, radni powiatowi, delegacja Miejskiej Biblioteki Publicznej, Sokołowskiego Towarzystwa-Społeczno-Kulturalnego, stowarzyszenia „Unitum”, młodzież i mieszkańcy.

Grzegorz Gawrysiak o związkach Sokołowa z wydarzeniami w getcie warszawskim

- Zebraliśmy się dziś tutaj by pomimo 83 lat dzielących nas od tamtych wydarzeń, oddać hołd ofiarom zrywu, który do historii przeszedł jako Powstanie w getcie warszawskim – mówił, rozpoczynając uroczystość, Grzegorz Gawrysiak z Pracowni Dokumentacji Dziejów Miasta, działającej przy MBP. - I choć wydawać by się mogło, że Sokołów Podlaski żadnych związków z tamtymi wydarzeniami nie ma, to liczne dostępne źródła zdają się zadawać kłam tej tezie. Co najmniej od lipca 1942 r. mieszkańcy stopniowo likwidowanego getta w Warszawie, przymusowo wtłoczeni do bydlęcych wagonów opuszczali teren stolicy i poprzez nasze miasto zmierzali na miejsce straceń, które dla blisko miliona osób brzmiało tak samo ... Treblinka. Z czasem wiedza o tych wydarzeniach znana była wielu na całym świecie. Tym jednak, którzy z różnych przyczyn o tym zapomnieli w roku 2002 przypomniał Roman Polański, reżyserując jeden ze swych najlepszych filmów "Pianistę". To tam w jednej ze scen, konspirator Bundu zwany Majorek, będąc znajomym głównego bohatera Władysława Szpilmana, opisywał mu trasę transportów kolejowych, które po opuszczeniu Umschlagplatzu kierują się na wschód i po minięciu Sokołowa docierają do stacji końcowej, do Treblinki. Czy ówcześni warszawiacy wiedzieli czym właściwie jest to miejsce? Z pewnością o wiele więcej o Treblince wiedziano tu u nas. Smrodu palonych ciał nie udało się ukryć nawet tak sprawnie działającej niemieckiej machinie śmierci. Lokalni mieszkańcy często z narażeniem życia przekazywali dalej rewelacje o krzykach, strzałach czy jękach jakie docierają do nich zza murów jak się okazało jednego z najtragiczniejszych miejsc na ziemi. Uzyskane w ten sposób informacje zaciekawiły także przedstawicieli Polskiego Państwa Podziemnego. Takie postacie jak chociażby związany z naszym regionem Franciszek Ząbecki, członek Armii Krajowej piastujący urząd zawiadowcy na stacji w Treblince, nie bacząc na grożące mu niebezpieczeństwo robił wszystko aby uzyskać jak najwięcej informacji o dziejącej się tuż obok eksterminacji. Mając wiedzę, że Niemcy planują wysadzić w powietrze budynek stacji kolejowej w Treblince , zakradł się do jego wnętrza i pod osłoną nocy wykradł z niego część listów przewozowych Kolei Wschodnich, które były nielicznymi, oryginalnymi dokumentami potwierdzającymi niemieckie ludobójstwo a które wykorzystane były chociażby podczas procesów zbrodniarzy niemieckich w okresie powojennym. To m.in. dzięki takim bohaterom wiemy dziś o wiele więcej o tym tragicznym epizodzie II wojny światowej i możemy z niego wyciągać wnioski. Pytanie czy to robimy ...

Reklama

Z sokołowskiego dworca trafili do Treblinki

Grzegorz Gawrysiak w swoim wystąpieniu wspominał też o bohaterstwie tych, którzy stanęli do walki z Niemcami w getcie warszawski i okrucieństwie niemieckich oprawców.

- Nieliczni pozostali nie zamierzali na śmierć iść z pokorą, postanowili walczyć. Ich sprzeciw z pewnością nie był obliczony na wygraną, miał być jedynie głosem sprzeciwu, który jak się okazało wybrzmiewać będzie przez dziesięciolecia. Być może odwagi walczącym dodawały wieści o innych likwidacjach a także o losach tych, którzy tej likwidacji poddawali się bez walki – mówił i nawiązał do lokalnych wydarzeń. - Starsi mieszkańcy Sokołowa po dziś dzień mają w pamięci jak taka akcja przebiegła w naszym mieście. Zarówno w Warszawie jak i w Sokołowie termin wybrany przez niemieckich zbrodniarzy nie był przypadkowy. Oba te tragiczne wydarzenia zaplanowane zostały w momencie kiedy strona żydowska obchodziła jedno ze swoich najważniejszych świąt religijnych. W Warszawie było to święto Pesach natomiast w Sokołowie Podlaskim akcja likwidacyjna miała miejsce następnego dnia po święcie Yom Kippur zwanym także świętem pojednania. Wczesnym rankiem mieszkańców otoczonego już wówczas getta obudziły strzały z broni palnej a następnie walenie do drzwi i wyciąganie wszystkich na tzw. punkty zbiórki, które naziści nazywali sammelplatz. Z uwagi na to, że sokołowskie getto składało się właściwie z dwóch części toteż pierwszy punkt zorganizowany został na placu przed synagogą a drugi na Małym Rynku. Gdy jak sądzono zebrano już wszystkich, wówczas rozpoczął się marsz. Kolumny biednych, przestraszonych ludzi ciągnęły wówczas w kierunku miejsca gdzie się obecnie znajdujemy, na dworzec kolejowy. Z relacji jakie posiadamy wynika, że nie trzeba było śledzić tego pochodu aby bez trudu poznać jego trasę. Ulice, którymi Żydzi byli pędzeni znakowane były ciałami tych, którzy ze względy na swój stan zdrowia nie dali rady nadążyć za pozostałymi. Aż do dotarcia do celu nie dało się wówczas słyszeć niczego poza masowo rzucanymi obelgami a także poganianiem. Po dotarciu na dworzec i załadunku bezbronnych do przygotowanych wcześniej, bydlęcych wagonów niektórzy chcąc wykorzystać zaistniałe zamieszanie, postanowili spróbować ucieczki. Szanse były nikłe lecz poddanie się oprawcom właściwie nie dawało ich wcale. Jeden z mieszkańców naszego miasta, Jerzy Tepli po latach wspominał o jednej dziewczynce, która uciekając przed załadowaniem do transportu, skryła się w okolicznych krzakach. Swoje schronienie opuściła dopiero wraz z nadejściem nocy. Pech chciał, że natrafiła na patrol żołnierzy niemieckich tropiący uciekinierów. Dostrzeżona nie zatrzymała się na wezwania lecz postanowiła uciekać. Trafiona kulą w plecy padła martwa. Autor tych wspomnień dodaje, że jej ciało leżało tak niepochowane przez kilka dni. Władze niemieckie nie pozwoliły jej sprzątnąć. Miała być przestrogą dla innych - podkreślił.

Reklama

„Ludzkość umówiła się, że umieranie z bronią jest piękniejsze niż bez broni”

- Akcja likwidacji getta w Sokołowie rozpoczęła się 21 września 1942 r. lecz nie była to akcja pierwsza. Miesiąc wcześniej, w sierpniu 1942 r. zlikwidowane zostało getto w Siedlcach a także w wielu innych mniejszych lub większych miejscowościach – przypomniał historyk Pracowni Dokumentacji Dziejów Miasta. - Czyż zatem możemy się dziwić, że ci którzy w kwietniu 1943 r. znajdowali się jeszcze na terenie warszawskiej dzielnicy żydowskiej postanowili stawić czynny opór i zaatakowali zaskoczonych tym faktem hitlerowców. Jak po latach w rozmowie z Hanną Kral wspominał Marek Edelman, jeden z dowódców powstania "Ludzkość umówiła się, że umieranie z bronią jest piękniejsze niż bez broni. Więc podporządkowaliśmy się tej umowie".Powstanie w getcie warszawskim trwało niespełna miesiąc tj. od 19 kwietnia do 16 maja. Jak podają źródła na przeciw ok 1500 słabo uzbrojonych powstańców stanęły dobrze wyekwipowane oddziały SS, policji, Wehrmachtu a także ich jednostek pomocniczych składających się z Ukraińców i Łotyszy. W wyniku walk śmierć ponieśli niemal wszyscy komendanci dwóch głównych ugrupowań stanowiących oddziały żydowskie tj. Żydowskiej Organizacji Bojowej i Żydowskiego Związku Wojskowego. Na kilka dni przed końcem powstania, 8 maja w bunkrze przy ul. Miłej w Warszawie zmarł jego przywódca Mordechaj Anielewicz.

„Najważniejsze jest życie, ale jak już jest życie, to najważniejsza jest wolność”

Ogółem wojnę udało się przeżyć jedynie nielicznym uczestnikom zrywu.

Reklama

- Kilka miesięcy temu, 21 października 2025 r. w Izraelu zmarł ostatni żyjący jego uczestnik Michael Smuss, który będąc aresztowanym został więźniem kilku obozów takich jak Obóz Pracy Przymusowej w Budzyniu, Obóz w Płaszowie czy też w Flossenburgu. Dziś, po latach często zdarza nam się dyskutować nad sensem, nad celowością różnych zrywów, które doprowadzały do śmierci tysięcy młodych, zdolnych i pięknych ludzi. Zastanawiamy się, czy ich ofiara była potrzebna? Czy nie zapłacili za swoje poświęcenie zbyt wysokiej ceny? Nie podejmując się odpowiedzi na to pytanie na zakończenie swojego wystąpienia przytoczę jedynie piękną myśl, którą w książce Hanny Krall "Zdążyć przed Panem Bogiem" przedstawił przywoływany już Marek Edelman. Otóż stwierdził on, że w zasadzie najważniejsze jest życie ale jak już jest życie, to najważniejsza jest wolność. I wkrótce oddajemy życie za wolność. I już nie wiadomo co jest najważniejsze – zakończył Grzegorz Gawrysiak.

Iwona Kublik o pamięci Sokołowian

Burmistrz Iwona Kublik w swoim wystąpieniu nawiązała do sokołowskich żonkili, zapowiedziała, że „będziemy ich sadzić jeszcze więcej”. Społeczność żydowską naszego miasta, która padłą ofiarą zbrodniarzy niemieckich w czasie II wojny światowej, upamiętniono w roku obchodów 600-lecia nadania praw miejskich, podczas akcji społeczno-edukacyjnej „Kwiaty Pamięci”. W listopadzie 2024 r. na Skwerze im. Franciszka Ząbeckiego przed Miejską Biblioteką Publiczną posadzonych zostało 18 200 żonkili – tyle, ilu mieszkańców liczył w jubileuszowym roku Sokołów Podlaski.

Reklama

W swoim wystąpieniu burmistrz zacytowała też wspomnienia polskiej poetki żydowskiego pochodzenia Henryki Łazowertówny, która zginęła w Treblince. „Odjeżdżam gdzieś tam odjeżdżam gdzieś sama i bardzo daleko -
do stacji nieznajomej, której niema na żadnej mapie.
Nad dworcem niebo wisi jak wielkie, czarne wieko,
lokomotywa krzyczy głosem bitego człowieka,
kolejarze mają twarze jak papier...”.

Iwona Kublik na koniec podziękowała uczestnikom za udział w uroczystościach.

Jacek Odziemczyk: warto przypominać, że za tę zbrodnię odpowiadają Niemcy

Sokołowski historyk i radny powiatowy swoje wystąpienie zaczął od mocnego akcentu.

Reklama

- W czasie II wojny światowej w Polsce, a więc i na tych ziemiach, nastąpił czas zagłady, która była wielką traumą i wielkim wstrząsem. Zawsze warto przypominać, kto był za to odpowiedzialny i kto wydał takie przepisy. Przepisy dotyczące szoah, zagłady, holocaustu wydało państwo niemieckie – podkreślił. - Tylko na ziemiach Generalnego Gubernatorstwa za najmniejszą formę pomocy Żydom groziły bardzo surowe kary, łącznie z karą śmierci. A za podanie kromki chleba mogli być rozstrzelani wszyscy mieszkańcy domu i okolicy. Te przepisy przewidywały odpowiedzialność tych, którzy „mogli wiedzieć”, a nie poinformowali władz okupacyjnych. To był okrutny czas. A jak się zachowało w tej sytuacji podziemne państwo polskie? Byliśmy jedynym krajem w okupowanej Europie, który miał Radę Pomocy Żydom - „Żegotę”. To była oficjalna agenda państwa polskiego, która miała za cel pomoc społeczności żydowskiej. Możemy oceniać, czy uratowano tylu, czy „aż tylu”, ale ukrywanie Żydów zwłaszcza w Warszawie, znalezienie lokum i żywności było ogromnym wyzwaniem – przyyomniał Jacek Odziemczyk i podkreślił też ogromne bohaterstwo tych, którzy w getcie warszawskim „walczyli z bronią w ręku o prawo do godnej śmierci”.

Spotkanie zakończyło zapalenia zniczy pod pamiątkową tablicą.

Miejsce zdarzenia mapa Sokołów Podlaski

Obserwuj nas na Obserwuje nas na Google NewsGoogle News

Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!

Źródło i opracowanie własne Aktualizacja: 19/04/2026 12:54
Reklama

Reklama

Wideo




Reklama
Najnowsze wiadomości