Reklama

Pasażerowie niezadowoleni, PKS Sokołów: nie da się inaczej

17/11/2016 16:38

- Zdajemy sobie sprawę, że ci, którzy przyzwyczaili się przez lata do kursów o określonych godzinach mogą być niezadowoleni. Ale zawiesiliśmy tylko te najmniej rentowne połączenia. Trudno utrzymywać kurs, jeśli autobusem jeżdżą 2 czy 3 osoby ? tłumaczy prezes PKS Sokołów Rafał Pieniak.

- Zdajemy sobie sprawę, że ci, którzy przyzwyczaili się przez lata do kursów o określonych godzinach mogą być niezadowoleni. Ale zawiesiliśmy tylko te najmniej rentowne połączenia. Trudno utrzymywać kurs, jeśli autobusem jeżdżą 2 czy 3 osoby – tłumaczy prezes PKS Sokołów Rafał Pieniak.

W ostatnich tygodniach do naszej redakcji trafiło kilka skarg od mieszkańców z różnych części powiatu sokołowskiego, oburzonych tym, że PKS zlikwidował w listopadzie kilka połączeń. Mieszkańcy gminy Jabłonna Lacka odczuli brak autobusu, który o 6.50 jechał do Mołożewa, a potem do Warszawy. - Około 12 osób jeździło nim do pracy w Jabłonnie, a potem zabierał dzieciaki do Sokołowa do szkoły – poinformowała nas Czytelniczka. 
- Uczniowie ze szkół ponadgimnazjalnych z Włodek, Zawad, Skorupek, Remiszewa Dużego i Małego do szkoły do Sokołowa dojadą,  ale już z niej nie wrócą, bo kurs popołudniowy został odwołany – poskarżyła się nam mieszkanka gminy Repki. - Ten autobus miał długą trasę, przez wiele miejscowości, więc chyba był w miarę ekonomiczny, a teraz nikt się martwi, jak taki nastolatek trafi do domu. Jeszcze ten, którego rodziców stać, żeby wyjechać po niego do Repek, albo taki, który ma prawo jazdy i samochód, jakoś sobie poradzi. Ale są dzieciaki, które wędrują kilka kilometrów (teraz i zimno, i ciemno) z Repek, bo autobusu o 15.45 już nie ma.
Z kolei nasz Czytelnik z Kosowa Lackiego zwrócił uwagę, że w weekend nie ma żadnego połączenia pozwalającego dostać się z miasteczka do stolicy powiatu. 
Prezes PKS Sokołów S.A w Sokołowie Podlaskim Rafał Pieniak przyznaje, że przewoźnik zawiesił w ostatnim czasie kilka najmniej rentownych połączeń. Zaznacza jednak, że firma nadal realizuje około 500 kursów dziennie. I przywołuje swoje argumenty.

Reklama

- Decyzje o zawieszeniu połączeń zawsze poprzedzone były bardzo dokładną analizą sytuacji, bo wiemy, że takie posunięcia wiążą się z niezadowoleniem pasażerów. Zdecydowaliśmy się na taki krok tylko w przypadku kilku najmniej rentownych połączeń, przesądziły względy ekonomiczne. Jednak w każdym przypadku dbaliśmy o to, żeby pasażerowie mieli możliwość dojechać tam, gdzie chcą, choć w innych godzinach, a w niektórych przypadkach łączyliśmy kursy – tłumaczy prezes. – Tak było np. w przypadku połączenia Sokołów Podlaski – Ceranów – Warszawa. Zachowaliśmy połączenie Warszawa – Ceranów w piątki, bo jest spore zainteresowanie nim. Żeby umożliwić ludziom powrót do Warszawy, pozostawiliśmy też połączenie Ceranów – Warszawa w niedzielę. W inne dni ten kurs był nierentowny. PKS jest dla ludzi, zdajemy sobie sprawę, że pasażerowie są dla nas najważniejsi, bo z nich jako spółka żyjemy. Ale nie możemy też nie patrzeć na wyniki ekonomiczne. Jeśli danym kursem regularnie jeżdżą 2 czy 3 osoby, to dla nas oznacza to, że musimy do niego dopłacać naprawdę znaczące kwoty. Jeśli prywatni przewoźnicy w ogóle nie realizują kursów w weekendy do danych miejscowości, to trudno oczekiwać, że PKS będzie jeździł wszędzie, nie patrząc na koszty. Jak w każdej firmie, musimy dbać o sytuację finansową.

Rafał Pieniak zaznacza też, że PKS rozpatruje wszystkie skargi, a przed zawieszeniem połączeń prowadził konsultacje z kilkoma grupami osób. – Proszę mi wierzyć, że to nie są decyzje wzięte z kapelusza, tylko bazujemy na konkretnych danych. W poprzednim roku szkolnym sprzedawaliśmy co miesiąc 5,5 tys. biletów miesięcznych. W tym roku szkolnym ta liczba spadła do 5 tysięcy. To oznacza znacznie mniejsze wpływy z tego tytułu – wyjaśnia. – Jakiś czas temu mieszkańcy Czerwonki i Krasowa domagali się przywrócenia kursu łączącego ich miejscowości z Sokołowem Podlaskim. Trafiła do nas petycja z wieloma podpisami, interweniowali też senator Waldemar Kraska i poseł Marek Sawicki. Uruchomiliśmy ten kurs, ale okazało się, że korzystał z niego tylko jeden pasażer. A osoba, która o to połączenie najmocniej walczyła, do miasta i tak jeździła rowerem.
Konkurencja, nie zawsze uczciwa, ze strony prywatnych firm; przepisy, które obowiązują publicznego przewoźnika; spadek liczby uczniów i rosnąca liczba prywatnych samochodów to czynniki, które stawiają PKS w trudnej sytuacji. Gdzie spółka szuka szans dla siebie? Okazuje się, że rozwojowy kierunek to kursy na Ukrainę. Nasz przewoźnik utrzymuje regularne połączenia z Warszawy do Tarnopola i Kołomyi, raz w tygodniu jeździ też do Kamieńca Podolskiego. Ma też już zezwolenie na przewozy pasażerskie na trasach Sokołów – Warszawa – Kołomyja i Kołomyja – Bydgoszcz, a w planach jest też wożenie pasażerów z Ukrainy do Poznania i Zielonej Góry.

Obserwuj nas na Obserwuje nas na Google NewsGoogle News

Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!

Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.


Reklama

Wideo




Reklama
Najnowsze wiadomości