W piątek, 20 marca, w samo południe rozpoczęło się posiedzenie Komisji Zdrowia, Oświaty i Spraw Społecznych, w której udział brali członkowie Rady Społecznej SP ZOZ, zastępca dyrektora ds. lecznictwa Robert Najfeld oraz personel szpitala i mieszkańcy. Zabrakło dyrektor SP ZOZ Mariusza Martyniaka, spotkanie formalnie przełożono, jednak rządzący powiatem usłyszeli wiele pytań, skarg i pretensji...
Kierujący obecnie pracami Komisji Zdrowia i Spraw Społecznych Maciej Osiński (jednocześnie przewodniczący Rady Społecznej SP ZOZ) zaprosił na posiedzenie szerokie grono osób zainteresowanych przyszłością Samodzielnego Publicznego Zakładu Opieki Zdrowotnej w Sokołowie Podlaskim. W sali konferencyjnej starostwa pojawiło się w sumie ponad 30 osób.
Przypomnijmy, że fatalna sytuacja finansowa sokołowskiego SP ZOZ skłania dyrekcję do podjęcia działań restrukturyzacyjnych. Bez nich strata placówki w tym roku może wynieść aż 25 mln zł.
Główne założenia do planu naprawczego, opracowanego przez dyrektora Mariusza Martyniaka zakładają zaprzestanie działalności Oddziału Neurologicznego z podziałem udarowym, pododdziału rehabilitacji neurologicznej funkcjonującego w strukturze Oddziału Rehabilitacji, Oddziału Neonatologicznego (noworodkowego) oraz Patologii i Intensywnej Terapii Noworodka Szpitala Powiatowego w Sokołowie Podlaskim.
Z II stopnia referencyjności na I ma zostać ograniczona działalność Oddziału Położniczo-Ginekologicznego. Szczegółowo plany opisaliśmy to tutaj:
O planach dyrekcji dotyczących obniżenie stopnia referencyjności Oddziału Położniczo-Ginekologicznego oraz ewentualnej likwidacja Oddziału Patologii i Intensywnej Terapii Noworodka i Niemowlęcia dyskutowano na posiedzeniu Rady Społecznej SP ZOZ w lutym. Obecni na posiedzeniu ordynatorzy oddziałów: Ewa Ługowska-Pilip (noworodki) i Krzysztof Popowski (położnictwo) podkreślali, że plany dyrekcji mogą znacząco pogorszyć dostęp do specjalistycznej opieki medycznej dla mieszkanek regionu. Przypomnieli, że obecny poziom referencyjności umożliwia leczenie ciąż powikłanych oraz opiekę nad noworodkami wymagającymi intensywnej terapii. Ograniczenie tych możliwości oznaczałoby konieczność kierowania pacjentek i noworodków do innych, często odległych ośrodków, co wiąże się z dodatkowymi kosztami, wydłużonym czasem udzielania pomocy oraz większym obciążeniem systemu ratownictwa medycznego.
Szczególne obawy budzi potencjalna likwidacja oddziału neonatologicznego. W takiej sytuacji chore noworodki musiałyby być transportowane do szpitali w większych miastach, w praktyce do Warszawy co może wpłynąć na bezpieczeństwo i ciągłość leczenia. Dodatkowo zmiany mogą doprowadzić do problemów kadrowych, w tym trudności w utrzymaniu wyspecjalizowanych zespołów medycznych w Sokołowie.
Lekarze wskazali również na możliwy znaczący spadek liczby porodów: z około 310 rocznie obecnie, do około 116 – co przełożyłoby się na ograniczenie dostępności świadczeń dla blisko 200 pacjentek rocznie. Ordynator Krzysztof Popowski mówił o tym także na piątkowym posiedzeniu Komisji Zdrowia:
Choć dyrektor SP ZOZ wskazuje, że restrukturyzacja mogłaby przynieść korzyści finansowe w dłuższej perspektywie, personel placówki na posiedzeniu Rady Społecznej miał inne zdanie. Podkreślał też, że kluczowe powinno pozostać bezpieczeństwo pacjentek i noworodków. Do takich głosów przychylili się też samorządowcy – członkowie Rady Społecznej SP ZOZ. Zaapelowali o merytoryczną analizę propozycji lekarzy.
Ordynatorzy przygotowali później konkretny plan, z którego wynika, że ograniczenie stopnia referencyjności oddziału patologii noworodków z III na II i ograniczenie kosztów związanych z personelem poprawi sytuację finansową, natomiast likwidacja oddziału doprowadzi do utraty kolejnych przychodów i w efekcie do zamykania kolejnych oddziałów. Dokument 20 marca przedłożyli władzom powiatu. Pani ordynator Ewa Ługowska-Pilip zabrała też głos na piątkowym posiedzeniu Komisji Zdrowia:
Piątkowe spotkanie w starostwie rozpoczęło się od przedstawienia sytuacji finansowej przez główną księgową SP ZOZ Joannę Skibniewską-Księżak. Zobowiązania zakładu sięgają obecnie prawie 52,5 ml zł. Te pilne to 12 mln zł.
- Sytuacja finansowa jest bardzo trudna. Odbieramy dużo telefonów od wierzycieli, którzy chcą spłaty zobowiązań – mówiła. Dodała, że z tytułu składek do ZUS w marcu nie została wpłacona kwota 1,92 mln. A zaledwie w lutym zakończono spłacanie wcześniejszych zobowiązań wobec ZUS. Perspektyw nie są dobre – NFZ już poinformował, że o milion złotych zmniejszy kontrakt na Nocną i Świąteczną Pomoc Lekarską i o kolejny milion na SOR. Za nadwykonania wypracowane przez rezonans ma zapłacić na koniec roku tylko 40 proc. należności z tego tytułu.
Joanna Skibniewska-Księżak na prośbę radnych szczegółowo wyjaśniała też, no co poszły pieniądze z 25-milionowej pożyczki, zaciągniętej w 2024 r.
Radny Marcin Pasik zwrócił uwagę, że na posiedzeniu nie pojawił się dyrektor SP ZOZ Mariusz Martyniak. Chciał wiedzieć, dlaczego na tak ważnym spotkaniu szef zakładu jest nieobecny. Przewodniczący Maciej Osiński przyznał, że również dla niego ta sytuacja jest zaskoczeniem.
Radny Pasik wnioskował o zarządzenie kilkuminutowej przerwy, by starosta mógł ustalić powód nieobecności.
Przerwę ogłoszono, trwała ponad pół godziny, bo były trudności ze skontaktowaniem się z Mariuszem Martyniakiem. Ostatecznie przewodniczący komisji Maciej Osiński poinformował, że udział dyrektora na posiedzeniu nie jest możliwy ze względu na stan zdrowia.
Spotkanie formalnie przełożono na inny termin, ale po wypowiedzi burmistrza Kosowa, rozgorzała dyskusja, która trwała łącznie 4 godziny.
Głos imieniu członków Rady Społecznej zabrał burmistrz Kosowa Lackiego Jan Słomiak. Podkreślił, że Rada Społeczna SP ZOZ, ale i pracownicy czują się lekceważeni przez dyrektora SP ZOZ. Podkreślał, że wśród personelu od wielu miesięcy panuje stres, niepewność i obawy o przyszłość. - Nie można tak z ludźmi postępować. Niepewność wykańcza pracowników – mówił.
Jan Słomiak zwrócił też uwagę na ogromne, negatywne skutki likwidacji Oddziału Neurologicznego dla lokalnej społeczności.
- Jeśli ten oddział zlikwidujemy, to może słupki finansowe będą wyglądać fajnie. Natomiast udar może dopaść osobę w każdym wieku – mnie, ale i 30-latka. Jeśli nie zabezpieczymy łóżek, a będziemy wozić chorego przez 5 godzin w karetce, to możemy być pewni, że większość pacjentów wyjdzie z tego jako „warzywo”. Jeśli po czymś takim 30-, czy 40-latek nie wróci do pracy, czeka go długie leczenie i rehabilitacja, opieka, a później renta – to, czy będzie to ekonomiczne? Nikt mnie nie przekona, że to oszczędności - pytał. Mówił też o nieodpowiedzialnym podejściu SP ZOZ w Sokołowie Podlaskim do współpracy z kosowskim samorządem.
Burmistrz Sokołowa Iwona Kublik w swoim wystąpieniu wskazała, że miasto pomaga SP ZOZ, umarzając podatki. Mówiła też o negatywnych społecznych skutkach likwidacji oddziału.
Lekarz z Oddziału Patologii i Intensywnej Terapii Noworodka wskazywała, jak ogromny potencjał ma oddział i jak negatywne skutki będzie miało jego zamknięcie.
- Ten oddział to chluba Sokołowa. Teraz pokazały się zarzuty w mediach, dyrektor mówi o „królestwie patologii noworodka”, sugerując, że uprawiamy tu jakąś prywatę. Rozpowszechniane są też krzywdzące stereotypy o naszej pracy – mówiła Urszula Skibniewska-Bielawska
Personel podkreślał, że duże przychody dla szpitala (i milion złotych zysku) przynosi karetka N, służąca do transportu noworodków. Likwidacja oddziału patologii noworodków rodzi obawy, czy będzie personel do jej obsługi. Bo neonatolodzy z powodzeniem znajdą pracę w innych miastach.
Zastępca dyrektora ds. lecznictwa przyznał, że propozycje zmian przedstawione przez ordynatorów, to „dobry kierunek”. Odniósł się do kwestii Oddziału Neurologicznego, którego działalność została zawieszona od kwietnia 2025 r.
- Na chwilę obecną nie mam takiej kadry lekarskiej, jaka jest potrzebna. Był przeprowadzony konkurs, złożona została jedna oferta lekarza z bardzo wysoką stawką godzinową. W przyszłym tygodniu zaplanowane jest spotkanie z sześcioma neurologami. Czy uda nam się dojść do jakiegoś konsensusu – nie wiem. Ale jeśli się uda porozumieć z lekarzami, to państwo musicie mieć świadomość, że otwarcie oddziału wiąże się z kosztami – ludziom trzeba będzie zapłacić. W tej chwili mam informację od pani księgowej, czy w przyszłym miesiącu będziemy mieć problem, by znaleźć pieniądze dla pracowników etatowych. Jak zatem zatrudnić lekarzy i powiedzieć im za miesiąc, że bardzo nam przykro, ale nie mamy dla nich pieniędzy? To byłoby niepoważne. Oddział Neurologiczny to koszty 1 mln zł na kwartał, rocznie 4 mln zł – wyliczał Robert Najfeld. - Ja chcę, by ten oddział był, robię spotkania z lekarzami. Tylko jest problem z pieniędzmi, których nie mamy.
Doktor Najfeld przyznał, że „nic nie zapowiada, aby NFZ miał jakiekolwiek dodatkowe fundusze”. - Spotkaliśmy się niedawno z panią dyrektor w NFZ. Jakiekolwiek nasze propozycje spotykały się z odpowiedzią: nie ma pieniędzy. Nie ma mowy o żadnych negocjacjach – dodał.
Z kolei Beata Strzała ze związków zawodowych wskazywała na obawy związane z podejmowaniem decyzji dotyczących szpitala. - Jeżeli są decyzje o likwidacji szkół, to spotykacie się państwo, dyskutujecie, są konsultacje. W przypadku SP ZOZ dyrektor decyduje sam. Tak już było z pożyczką, gdzie okazuje się, to jednogłośnie zdecydował dyrektor - mówiła.
Na problemy z komunikacją i trudności w kontakcie z dyrektorem Martyniakiem skarżyła się też przedstawicielka zakładowej „Solidarności” Jadwiga Bałkowiec. - Nie liczcie, że jak zamkną nam szpital, to znajdziecie opiekę w Siedlcach. Tam szpitale są zapchane – podkreśliła.
Radny Zygmunt Żyluk podkreślił, że to pożyczka na 25 mln zł zaciągnięta w 2025 r. okazała się „górą lodową”, z którą zderzył się szpital. -J ak wyjdzie z tego zderzenia, to zobaczymy. To ta pożyczka jest tym, co jest teraz ogromnym problemem – zaznaczył.
- Żeby nie ta „góra lodowa”, to szpitala w Sokołowie po prostu by dzisiaj nie było – odparł starosta Adam Góral.
Radny powiatowy kilkakrotnie zabierał głos w dyskusji. Podkreślił m.in., że tak, jak dyrektor Mariusz Martyniak nie rozmawia z pracownikami, tak unika też pytań ze strony radnych.
- Od kilku miesięcy nie pojawił się ani na komisjach, ani na sesji. W dokumentach, które tworzy, są sprzeczności. A nikt nie jest władny odpowiedzieć na pytania – mówił.
Sylwester Rytel-Andrianik zwrócił też uwagę, że plan przedstawiony przez dyrektora wprawdzie ogranicza koszty w skali roku o 9,5 mln zł, ale jednocześnie wiąże się ze zmniejszonym o 10 mln zł kontraktem z NFZ.
Szef Klubu Radnych PiS przypomniał, że to zarząd powiatu zatrudnił dyrektora. Podkreślił, że wielokrotnie prosił o to, by Mariusz Martyniak pojawił się na sesji, ale nie doszło to do skutku,
- Minęły dwa lata tej kadencji, jesteśmy mądrzejsi o pewne fakty. Mam pytanie do tych, którzy podejmowali decyzje personalne:czy uważacie, że zrobiliście dobrze, zwalniając w czerwcu 2024 r. dyrektora Sławomira Marchela i powołując obecnego dyrektora? Wiem, ze po drugiej stronie stołu siedzą osoby, które wówczas uważały, że to przedwczesne – pytał z kolei radny Jacek Odziemczyk.
- Myślę, że była to właściwa decyzja na tamten moment – odparł starosta Adam Góral.
- Było spotkanie na zarządzie, pytaliśmy pana dyrektora [Marchela], jaki ma plan. Odparł, że jeśli NFZ da pieniądze, to jakoś to będzie, a jeśli nie – to jest problem. Na podstawie takiego zdania zagłosowałem za tym, by szukać innego dyrektora – skomentował z kolei Maciej Osiński.
- Mam małe deja vu. Państwo z zarządu powołaliście i chwaliliście jednego skarbnika, że jest dobry, a później za decyzję o jego powołaniu przepraszaliście. Mam nadzieję, że takiej sytuacji teraz nie będzie z dyrektorem SP ZOZ – podsumował ten wątek dyskusji Piotr Woźniak.
Wójt gminy Sabnie w wystąpieniu przywołała swoje doświadczenia rodzinne związane z SP ZOZ. Podkreśliła, że fakt, iż jej mama otrzymała pomoc medyczną na Oddziale Neurologicznym już godzinę po udarze miał ogromne znaczenie dla szybkiego powrotu do zdrowia pacjentki, ale też dla komfortu całej rodziny. Pani wójt jako mama czwórki dzieci bardzo chwaliła też opiekę na sokołowskiej „porodówce”.
Bożena Kaczmarek zwróciła też uwagę na to, że utrzymanie szpitala i dostępność opieki zdrowotnej to podstawa, by ograniczyć wyjazdy młodych ludzi do większych ośrodków i zapobiec wyludnianiu się powiatu sokołowskiego.
Z kolei wójt Grzegorz Krysiak podkreślał, że wielu mieszkańców powiatu martwi się o losy szpitala i obawia, że nie będzie miało gdzie się leczyć.
Starosta z poprzedniej kadencji, a obecnie radna wskazała, że chociaż podejmowane są już pewne decyzje w szpitalu (m.in. ograniczono liczbę łóżek na Oddziale Pediatrycznym), to oficjalnie radni powiatowi nie otrzymali żadnego dokumentu, który prezentowałby planowane zmiany w SP ZOZ. Tymczasem to oni mają podejmować decyzje.
- Mówienie, że to pan dyrektor za wszystko dopowiada, to nie nam te bajeczki, panie starosto – mówiła. - Dla nas dyrektor wygląda jak człowiek sprowadzony po to, by niszczyć to, co przez ostatnich 5,5 roku wywalczyliśmy. W poprzedniej kadencji na wszystkie potrzeby szpitala reagowaliśmy i z budżetu powiatu przekazaliśmy 11 mln zł – mówiła Elżbieta Sadowska.
- My też na inwestycje dajemy pieniądze i pewnie w przyszłości będziemy je dawać. Ale na bieżące wydatki nie możemy ich przekazywać – odparł starosta Góral.
Wicestarosta podkreślił, że pewne zmiany organizacyjne w szpitalu, o których rozmawia się teraz powinny być zrobione już 5-6 lat temu. Zapobiegłoby to nawarstwianiu się długów.
- Używając terminologii medycznej: wtedy wystarczyło tylko amputować palec, teraz rozmawiamy o tym, czy uciąć nogę przed kolanem, czy za kolanem i co będzie dalej – mówił. - W dyskusji padł przykład Węgrowa. W przypadku Podstawowej Opieki Lekarskiej pieniądze idą za pacjentem. SP ZOZ w Węgrowie ma 30 tys. pacjentów w POZ, u nas jest ich teraz tylko 10 tysięcy. To jedna z przyczyn złej sytuacji naszego SP ZOZ. Dziś wszyscy samorządowcy z gmin trzymają kciuki za szpital, a jednak po drodze stało się tak, że oddali swoje ośrodki zdrowia i pacjentów , a jednocześnie pieniądze, prywatnym podmiotom. W naszym SP ZOZ generowały się problemy na wielu płaszczyznach, przez wiele lat. Żeby dziś znaleźć rozwiązanie, trzeba decyzji ponad politycznymi podziałami. Myślę, że każdemu z nas leży na sercu dobro szpitala, jakieś decyzje musimy wypracować – dodał.
Radny podkreślił, fatalna sytuacja finansowa w sokołowskim szpitalu trwa od wielu lat, a nie tylko w tej kadencji.
- Bardzo fajnie słucha się samorządowców, ale zapytam: czy jak zrobicie w swoich samorządach sesje i zapytacie: ile każda gmina dołoży do tego szpitala, to znajdziecie pieniądze. Powiat nie ma pieniędzy. Jeśli dołożycie, może wszystko zostać w szpitalu tak, jak jest – mówił Jerzy Strzała.
- Dziś padło tu wiele słów, z którymi ja też się utożsamiam. Wszyscy tu jesteśmy zatroskani i zależy nam na dalszym funkcjonowaniu tego szpitala. Natomiast chciałbym zwrócić uwagę na to, przed jakimi decyzjami stoimy. Powtórzę: gdyby nie 25-milionowa pożyczka, to tego szpitala by dziś nie było. Trzeba było wziąć pieniądze na te wydatki, o których mówiła pani księgowa. Nie wiem, czy macie państwo świadomość, że roczny budżet szpitala jest niemal równy budżetowi powiatu. To porównywalne kwoty. Nie mamy jako samorząd pokładów pieniędzy, które można lekką ręką przekazać do szpitala. Uważam, że to, iż powiaty są organem założycielskim dla szpitala, to chora sytuacja. Nie jesteśmy w stanie realnie pomagać, gdy za poprzedni rok strata wynosiła 15 mln, a na ten rok jest zaplanowana na 25,5 mln zł. Tymczasem cały budżet powiatu to 120-130 mln zł. Skąd wziąć pieniądze na pokrycie tych wszystkich strat. Chciałbym, żeby samorządowcy złożyli deklaracje: ile milionów jaka gmina i przez ile lat dołoży – na podstawowe wydatki, wynagrodzenia. Bo żeby utrzymać szpital w takim kształcie, powiat powinien zadłużać się na 25 mln zł rocznie. Nie stać nas na to – mówił Adam Góral.
Przewodniczący Maciej Osiński po kilku miesiącach oczekiwań i apeli różnych środowisk o rzetelną debatę nad sytuacją sokołowskiego szpitala doprowadził do spotkania, na którym padło wiele faktów. Ordynatorzy i pracownicy szpitala mieli okazję przedstawić swoje obawy i wątpliwości, co do sposobu zarządzania placówką i stylu przygotowywania programu naprawczego. Była też okazja, by głos zabrali przedstawiciele lokalnych samorządów.

Na koniec w imieniu mediów podziękowałam za to, że takie spotkanie się odbyło, a Maciej Osiński nie postępuje tak, jak przewodniczący Rady Powiatu Jarosław Puścion, który na wiele tygodni „schował do szuflady” dokument dotyczący planowanych zmian w szpitalu. Na styczniowej sesji przewodniczący Puścion kpił z mieszkańców Czerwonki, którzy przyszli upomnieć się o rehabilitację w tamtejszym Ośrodku Zdrowia. Obrażał też dziennikarkę „Tygodnika Siedleckiego”, która skrytykowała na łamach gazety zachowanie związane z ukrywaniem planów restrukturyzacji SP ZOZ. Chyba kolejna osoba zapomniała, że samorząd to nie królestwo...
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
No pięknie! *** zarządzanie w tym szpitalu. Teraz się nie dziwię, że Puścion nie chciał pokazać papierów. Ciekawe czy pan dyrektor jeszcze wróci do tego tonącego okrętu...
Pani Sadowska? Była Pani starosta. Miała pani Kraske. Co zrobiliście w poprzednich latach? Proszę odpowiedzieć
Dziadostwo bezsilność tylko wypada pogonić to towarzystwo w cholerę
Naprawdę w kolejnych wyborach trzeba całe to towarzystwo pogonić i nowych ludzi wybrać. W powiecie i w mieście takie same "orły" zarządzania
SP ZOZ popadał w skrajne kłopoty z chwilą przejścia POZ do innych placówek np. Centrum z Siedlec ( o tym zdecydowały gminy). POZ były buforem finansowym w stosunku do Zakładu. Sam szpital zawsze był na minusie lub na zerowym zysku. Myślę , że o tym powinni wszyscy wiedzieć. Poza tym jakość usług szpitala jest wprost proporcjonalna do możliwości finansowych a do tego jeszcze chyba pokutuje duch starych czasów zarządzania i wymagań co do personelu. Historia jest długa .... a ministrowie też z pustego nie naleją ( myślenie wg .starych schematów). Niestety dynamika zmian i ekonomii wymusza nowe zasady zarządzania - tutaj zaś żeby nie wiem ile dał to będzie mało. Powiat jest tylko organem założycielskim - a finansowo sam nie ma dochodów i nie ma możliwości finansowania działalności bieżącej szpitala. Brak współpracy między powiatami np. węgrowskim brak zdolnych lekarzy , którzy nadali by rangę jakości usług ( a potrzeby i oczekiwania społeczeństwa są duże ). Wychodzi na to , że na " gruzach "- będą "nowi budowniczy" ładu społecznego w służbie zdrowia.
"ograniczenie stopnia referencyjności oddziału patologii noworodków z II na II"
Dzięki, poprawione. Cztery godziny nagrania, odsłuchiwanie, wgrywanie filmów, itp. A na korektora nas nie stać ;-)
Puscion ma takie zarobki, że zachowuje się jak król. A swoją drogą, to chore że lekarze tyle zarabiają. Kto ograniczał przez lata dostęp do zawodu i czy miało to związek z zarobkami tych niezastąpionych, ale nie wiecznych.
No pięknie! *** zarządzanie w tym szpitalu. Teraz się nie dziwię, że Puścion nie chciał pokazać papierów. Ciekawe czy pan dyrektor jeszcze wróci do tego tonącego okrętu...
Pani Sadowska? Była Pani starosta. Miała pani Kraske. Co zrobiliście w poprzednich latach? Proszę odpowiedzieć
Dziadostwo bezsilność tylko wypada pogonić to towarzystwo w cholerę