Reklama

Andrzej Zbrożek - wspomnienie.

Dziś pożegnaliśmy zmarłego w wieku 81 lat Sokołowianina, który był prawdopodobnie najsłynniejszym polskim aktorem w Hollywood. Spoczął na cmentarzu przy ul. Bartoszowej.

Andrzej Zbrożek przeszedł przez cały latynoski czyściec. Zaczynał jako nielegalny robotnik klepiąc biedę w nieciekawej i niebezpiecznej dzielnicy Mexico City. Studiował na znanym meksykańskim uniwersytecie UNAM i właściwie przez przypadek trafił do filmu i zaczął pracę jako dubler filmowy, kaskader oraz aktor charakterystyczny w filmach meksykańskich, telenowelach i fotonowelach. Miał szczęście pracować ze słynnymi gwiazdami złotego wieku Hollywood, dublując Gregory Pecka, Burta Lancastera, Timothy Daltona, pracując u boku Toma Hanksa, Paula Newmana, Arnolda Schwarzeneggera, Jane Fondy i wielu innych sławnych artystów, nie tylko amerykańskich. Poświęcił dużo czasu na podróże po całej Ameryce Łacińskiej - od Meksyku, gdzie mieszkał - aż po Argentynę. Jako wytrawny obserwator życia, wojażer i wagabunda o gorącej głowie i otwartych horyzontach, podpatrywał i notował wszystko, co widział, przeżywał i w czym uczestniczył. Opisał to i zebrał w cyklu reportaży zatytułowanych" Latynoska euforia z Hollywoodem w tle", w którym znajdziemy nie tylko barwne teksty z ciekawą narracją i płynną akcją, ale także osobiste refleksje pełne nostalgii i zadumy. Byłam obecna przy powstawaniu tej książki, a pierwsze teksty z dużą ilością zdjęć publikowane były na stronie Biblioteki. Przez wiele nocy, kiedy wysyłał mi fragmenty kolejnych, powstających tekstów, prowadziliśmy długie rozmowy i dyskusje przy czytaniu przez skypa. Andrzej zawsze miał wątpliwości co do poprawności swojego tekstu. Z wielką precyzją podchodził niemalże do każdego słowa, każdego opisu. Miał niewątpliwy dar malowania piórem bardzo, sugestywnych opisów, pozwalających czytelnikowi niemalże uczestniczyć w wydarzeniu, które opisywał.

I tutaj mała ciekawostka. Kiedyś powiedziałam, że czytając jego wspomnienia odnoszę wrażenie, że bardzo wieloma jego działaniami kierowały emocje, spontaniczność, a czasami wręcz niefrasobliwa beztroska i nierozwaga. Jak to się stało, że niemal z każdej opresji wychodził cało, że problemy i trudności niemalże same się rozwiązywały? Otóż mocno wierzył w opiekę swojego Anioła, którego nietypowy obraz, trochę podniszczony, ale oprawiony w folię, stale nosił ze sobą, kiedy „szwendał się” po nieznanych i niebezpiecznych miejscach. Bardzo chciał, aby jego książka ukazała się drukiem i w końcu udało się. Biblioteka Miejska, przy wsparciu licznych sponsorów, przy ogromie pracy wydała „Latynoską Euforię…” Był szczęśliwy na pierwszej promocji, podczas pięknego wieczoru promocyjnego w Miejskiej Bibliotece Publicznej w Sokołowie Podlaskim.

Reklama

Wcześniej, swoimi doświadczeniami i wspomnieniami dzielił się w licznych wywiadach telewizyjnych, a w kolejnych latach -zapraszany był również do programów telewizyjnych.

Od 2007 roku całe jego dotychczasowe życie zmieniło się diametralnie, kiedy zakażony sepsą, którą przywiózł z Kolumbii, powrócił do kraju i zamieszkał w Warszawie. Sepsa zaatakowała cały system nerwowy, czego skutkiem była postępująca polineuropatia czuciowo-ruchowa, która coraz natarczywiej odbierała Andrzejowi zdolność poruszania się. Do tego dołączyły się kolejno, operacja guza przysadki, potem operacja potężnego guza na kręgosłupie.

Reklama

Chodził przede wszystkim, dzięki własnemu uporowi, własnej determinacji. Widziałam te codzienne jego zmaganie z niedowładem, codzienną walkę o każdy postawiony krok, podczas długiej rehabilitacji w Zakładzie Opiekuńczo Leczniczym w Sawicach, do którego wchodził bardzo powoli wspierając się na dwóch kulach, a wyszedł z lekką asekuracją laski. To nie był celebryta, w świetle filmowych świateł, tylko zrozpaczony człowiek, który początkowo nie dawał wiary w to, że będzie chodził. Przy wsparciu i własnej sile walki, powoli odzyskiwał wiarę i wracała sprawność, chociaż nigdy nie wróciła w pełni. Jednak pomimo pojawiających się nowych chorób i niemocy, prowadził aktywne życie. Funkcjonował w miarę dobrze, starając się nie pokazywać przyjaciołom i znajomym, swoich problemów zdrowotnych, swoich rozterek, wątpliwości, złych nastrojów. Z Sokołowem związany był na stałe nie tylko z racji mieszkającej tu rodziny i przyjaciół, ale także z uwagi na pracę lektora języka hiszpańskiego, uczył języka hiszpańskiego na kursie, zorganizowanym przez Miejską Bibliotekę Publiczną, poprzez Szkołę Językową EUREKA.

Z jego książki, podsumowanie własnego życia:

Reklama

„Mówią, że za niebanalne życie płaci się wysoką cenę. Ja zapłaciłem. Taka jest stawka. Teraz już wiem, że niczego nie można być pewnym i że nic nie jest nam dane na zawsze. Ta ponura konstatacja przychodzi z czasem, z wiekiem i doświadczeniem, tyle, że jest już wtedy za późno na zmiany, chociaż – prawdę mówiąc – nie wiem, czy chciałbym coś w moim życiu zmienić. Raczej próbowałbym nie dopuścić do powtórzenia niektórych zdarzeń czy sytuacji, starając się wcześniej im zapobiec.”

Jego dewizą, co często powtarzał, była zawsze jakość życia, nie jego długość. ”Dopóki żyję, dopóki jestem - pragnę jak najwięcej doświadczyć, zobaczyć, dotknąć, być czegoś świadkiem lub uczestnikiem, bo dla mnie ważna jest akcja, ruch, dynamika, a życie – moje życie – jest jedynie zbiorem nagromadzonych przez lata przeżyć, momentów, wrażeń i emocji – pozornie chaotycznie zebranych, ale pasujących do siebie jak puzzle – chociaż przyznam, że czasem trudno mi je poskładać. (….) Gdybym jednak miał umrzeć ze starości, dzień po dniu czekając na ociągającą się śmierć, uznałbym to za ironię losu, który ciągle nie może mi czegoś zapomnieć. Potraktowałbym to jako karę, a nie nagrodę,”

Reklama

(…) Wiem, że złe uczynki wracają jak bumerang, uderzając cię prosto w łeb. Kilka razy tak właśnie oberwałem i nie pomoże tu żaden unik. Wcześniej czy później kara cię dopadnie, choćbyś nie wiem, gdzie uciekał – bo nie przechytrzysz przeznaczenia. Mam jednak nadzieję, że nie jestem już dłużnikiem losu i że, w myśl latynoskiego przysłowia: todo en la vida se paga (za wszystko w życiu zapłacisz) – zostało mi to pobrane.

Sympatię i miłość do swojego miasta miał zakodowaną głęboko w sercu, nie zapominając, że jest Sokołowianinem z krwi i kości. Tutaj wrócił już na stałe…

Miejsce zdarzenia mapa Sokołów Podlaski

Obserwuj nas na Obserwuje nas na Google NewsGoogle News

Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!

Źródło i opracowanie własne Aktualizacja: 23/05/2026 16:03
Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.


Reklama

Wideo




Reklama
Najnowsze wiadomości