Reklama

Zespół „Sokołowianie” ma 25 lat! Wciąż tańczą z takim samym sercem jak wtedy, gdy zaczynali.

Z IWONĄ KOPIWODĄ, kierownikiem i choreografem Zespołu Pieśni i Tańca „Sokołowianie” oraz z KAZIMIERZEM SOSZKĄ – szefem kapeli zespołu, który od 25 lat jest ambasadorem Sokołowa Podlaskiego na scenach Polski i świata rozmawia Bożena Gontarz-Górzna.

Dziś ZPiT „Sokołowianie” to uznana marka, nie ma problemów z namówieniem młodych ludzi do tańczenia w zespole. Ale gdy startowaliście, wcale tak łatwo nie było przekonać młodzieży do kultury ludowej…

KAZIMIERZ SOSZKA: To prawda. Dzisiaj młodzi ludzie przychodzą do nas z własnej woli, bo wiedzą, że „Sokołowianie” to nie tylko taniec, ale również przyjaźnie, podróże, koncerty i możliwość reprezentowania swojego miasta i Polski. Początki były jednak zupełnie inne. Kiedy powstawał zespół, folklor nie był szczególnie modny wśród młodzieży. Trzeba było ich przekonywać, że założenie stroju ludowego nie jest powodem do wstydu, ale może być powodem do dumy. Pierwszy nabór wymagał naprawdę dużo pracy. Młodzież trzeba było zachęcać, namawiać, czasami wręcz „ściągać” na próby. Uczniów zachęcało się nawet dobrymi ocenami z WF-u. Pierwszy koncert odbył się po około roku działalności – przy Gamie, podczas Nadbużańskich Europejskich Spotkań Folklorystycznych. Nie mieliśmy wtedy nawet własnych strojów. Tancerze wystąpili w strojach pożyczonych z Siedlec. Dzisiaj patrzę na to ze wzruszeniem. Zaczynaliśmy praktycznie od zera, a po 25 latach mamy zespół, który jeździ po świecie i jest rozpoznawalną marką Sokołowa Podlaskiego.

Reklama

Pani Iwono, jak Pani trafiła do ZPiT „Sokołowianie”?

IWONA KOPIWODA: Moja droga do „Sokołowian” zaczęła się dużo wcześniej. Od dziecka interesował mnie taniec i folklor. Tańczyłam w Zespole Pieśni i Tańca „Chodowiacy”, później prowadziłam zajęcia baletowe w zespole tańca nowoczesnego „Fatum Sokolik”. Ale zawsze czułam, że folklor jest mi szczególnie bliski. Do „Sokołowian” trafiłam w 2002 roku, jeszcze jako młoda studentka. I właściwie od tego momentu folklor stał się ogromną częścią mojego życia. Jestem absolwentką Wydziału Pedagogiki Kulturalno-Oświatowej Akademii Podlaskiej w Siedlcach oraz studiów podyplomowych na Wydziale Zarządzania Uniwersytetu Warszawskiego – zarządzanie oświatą i kulturą. Z zawodu jestem nauczycielką nauczania zintegrowanego i wychowania przedszkolnego. Ale w pracy choreografa sama szkoła nigdy nie wystarcza. To jest nieustanne uczenie się – obserwowanie, szukanie źródeł, poznawanie tradycji, praca z muzykami, tancerzami i instruktorami. Przez te lata ogromną wiedzę zdobywałam również dzięki ludziom, których spotkałam na swojej drodze. „Sokołowianie” byli i nadal są dla mnie nieustanną szkołą życia.

Reklama

Zespół to ludzie. W ciągu tych 25 lat trochę się ich nazbierało...

KAZIMERZ SOSZKA: Dzisiaj w całym zespole tańczy około 150 osób. Mamy kilka grup, od najmłodszych dzieci po grupę reprezentacyjną, a także grupę rodziców. Pierwsza była grupa młodzieżowa. Potem, w 2005 roku, powstała grupa dziecięca „Mali Sokołowianie”. To było bardzo naturalne – dzieci patrzyły na starsze rodzeństwo, znajomych i chciały tańczyć tak jak oni. Z czasem pojawiła się również grupa rodziców. Przez 25 lat przez „Sokołowian” przewinęły się setki osób. I to jest jedna z rzeczy, z których jesteśmy najbardziej dumni! Bo zespół to nie tylko ci, którzy są z nami dzisiaj. To również całe pokolenia byłych tancerzy, którzy pozostawili tutaj kawałek swojego życia. Jeżeli policzymy wszystkich, którzy przez te lata byli z nami choćby przez kilka sezonów, to jest to naprawdę ogromna społeczność.

Reklama

Warto z pewnością przy takiej okazji opowiedzieć o konkretnych nazwiskach tych, którzy w szczególny sposób zapisali się w jego historii…

IWONA KOPIWODA: Nie sposób wymienić wszystkich, bo przez 25 lat tych osób było bardzo dużo. Na pewno szczególne miejsce zajmują Maria Koc i Jan Rosochacki – osoby, bez których „Sokołowianie” prawdopodobnie by nie powstali. Jan przez wiele lat był kierownikiem organizacyjnym zespołu, a jednocześnie członkiem kapeli. Nie można też mówić o historii „Sokołowian” bez Kazimierza Soszki. Od początku był związany z muzyką zespołu i przez lata budował jego brzmienie. Kapela zawsze była naszym ogromnym atutem. Ale chciałabym podkreślić jedno: historię zespołu tworzyły setki ludzi. Instruktorzy, muzycy, tancerze, rodzice, pracownicy SOK, sponsorzy, przyjaciele zespołu. Każdy zostawił tutaj swoją cegiełkę. I właśnie dlatego jubileusz 25-lecia jest dla mnie nie tylko świętem zespołu, który istnieje dzisiaj. To jest święto wszystkich „Sokołowian” – tych obecnych i tych, którzy byli z nami wcześniej.

Reklama

Na koncertach prezentujecie tańce i pieśni z wielu regionów Polski. To trudne zadanie, które wymaga też odpowiednich strojów.

IWONA KOPIWODA: Nasz repertuar jest bardzo szeroki. Zaczynaliśmy przede wszystkim od Podlasia, bo to jest nasze miejsce, nasza tożsamość i fundament zespołu. Z czasem doszły między innymi Kurpie Zielone, Orawa, Lubelszczyzna, Rzeszowszczyzna, Beskid Żywiecki, Spisz, Opoczno, Śląsk, Mieszczanie Żywiccy, Biłgoraj, Zamość, Chełm , Kaszuby Krakowiak Wschodni. Mamy również tańce starowarszawskie oraz polskie tańce narodowe: poloneza, krakowiaka, kujawiaka, oberka i mazura. Bardzo ważne są dla nas również widowiska obrzędowe, takie jak „Wielkanoc na Podlasiu”, „Żeńcy”, „Kolędnicy z kozą”, „Podlaska zabawa w karczmie”, „Noc Kupały” czy „Pieczenie Korowaja”. To nie jest więc tylko nauczenie kroków. Chodzi o pokazanie całej kultury – muzyki, śpiewu, stroju, obrzędu, języka i sposobu życia. „Sokołowianie” – to ludzie.

Reklama

Zespół to też znakomita kapela. Jest bardzo ważna dla „Sokołowian”…

IWONA KOPIWODA: Kapela jest absolutnie fundamentalna. Muzyka wykonywana na żywo daje tancerzom zupełnie inną energię. To jest żywy kontakt między muzykiem a tancerzem. Muzyk widzi tancerza, tancerz słyszy muzyka. Tempo, akcent, emocje – wszystko dzieje się tu i teraz. Od wielu lat kierownikiem kapeli jest Kazimierz Soszka. Przez zespół przewinęło się wielu znakomitych muzyków, którzy współtworzyli nasze brzmienie.

KAZIMIERZ SOSZKA: Dzisiaj mamy muzyków grających między innymi na akordeonie, skrzypcach, klarnecie czy instrumentach perkusyjnych. To właśnie kapela sprawia, że nasze występy są naprawdę żywe. I powiem szczerze – kiedy na scenie zaczyna grać kapela, tancerze dostają dodatkowej energii. To po prostu słychać i widać.

Reklama

Grupa reprezentacyjna to młodzież, która kończy szkoły, wyjeżdża na studia… Jak ta rotacja wpływa na przygotowania zespołu do występów?

IWONA KOPIWODA: To jest jedno z największych wyzwań zespołu młodzieżowego. Kiedy wychowujemy tancerza przez kilka, czasem kilkanaście lat, dochodzi do momentu, kiedy kończy szkołę, wyjeżdża na studia albo zaczyna pracę. I nagle tracimy bardzo dobrego, doświadczonego tancerza. Ale z drugiej strony właśnie na tym polega życie zespołu. Starsi przekazują doświadczenie młodszym, a młodsi z czasem przejmują ich role. Dlatego bardzo ważne jest dla mnie budowanie zespołu od najmłodszych grup. Nie możemy czekać, aż powstanie luka w grupie reprezentacyjnej. Musimy cały czas wychowywać kolejne pokolenie tancerzy. To wymaga ogromnej pracy, ale daje też ogromną satysfakcję, kiedy widzę młodego człowieka, który kilka lat wcześniej zaczynał od podstaw, a dzisiaj wychodzi na scenę jako dojrzały tancerz i reprezentuje Sokołów Podlaski i Polskę.

Reklama

Zespół – który jest Reprezentacyjnym Zespołem Miasta Sokołów Podlaski – ma na swoim koncie wiele nagród. Które są dla Was najcenniejsze?

KAZIMIERZ SOSZKA: Każda nagroda jest ważna, ale dla mnie najważniejsze są te, które potwierdzają nie tylko efekt sceniczny, ale również poziom artystyczny i autentyzm naszej pracy. Bardzo ważnym momentem była możliwość uzyskania weryfikacji CIOFF. Pierwszą weryfikację zespół uzyskał już w 2005 roku, zaledwie kilka lat po powstaniu. W 2026 roku kolejne grupy również uzyskały maksymalną, trzyletnią weryfikację. Ogromnym wyróżnieniem była również Nagroda Marszałka Województwa Mazowieckiego, którą „Sokołowianie” otrzymali w 2024 roku za działalność na rzecz kultury, dziedzictwa i promocji Mazowsza. Mamy również wiele nagród z festiwali w Polsce i za granicą. Ale czasami najcenniejszą „nagrodą” wcale nie jest statuetka. Jest nią reakcja publiczności.

Reklama

Niedawno sieć obiegło nagranie z dożynek w powiecie wyszkowskim: tłum uczestników śpiewa razem z naszym zespołem słynne „Szła dzieweczka do laseczka”. Często występujecie przy tak świetnym kontakcie z publicznością?

IWONA KOPIWODA: Takie momenty są dla nas bezcenne. Kiedy publiczność zaczyna śpiewać razem z zespołem, to znaczy, że udało nam się przekroczyć tę symboliczną granicę między sceną a widownią. I właśnie o to chodzi w folklorze – żeby nie był muzealnym eksponatem, tylko czymś żywym. Mieliśmy bardzo wiele takich sytuacji.

Reklama

KAZIMIERZ SOSZKA: Szczególnie zapadają w pamięć koncerty zagraniczne. Czasami publiczność nie rozumie ani słowa po polsku, a mimo to reaguje na muzykę, rytm, uśmiech i energię tancerzy. To jest niezwykłe, że możemy zatańczyć poloneza czy mazura kilka tysięcy kilometrów od Polski i zobaczyć na widowni ludzi, którzy są tym naprawdę poruszeni. „Sokołowianie” mieli możliwość koncertować w wielu krajach, także poza Europą.

Które z tych wypraw wspominacie szczególnie?

KAZIMIERZ SOSZKA: Każdy wyjazd jest inną historią. Koncertowaliśmy między innymi w Europie – we Włoszech, Turcji, Grecji, Portugalii, Hiszpanii, Francji, Chorwacji, Niemczech, Belgii, na Węgrzech, Słowacji, Ukrainie czy w Czechach. Ale były też podróże dużo bardziej odległe – do Stanów Zjednoczonych, Tajwanu, Singapuru czy Indonezji. Szczególnie pamiętam te momenty, kiedy uświadamialiśmy sobie, że jesteśmy bardzo daleko od domu, a mimo to poprzez polską muzykę i taniec możemy opowiedzieć komuś o Polsce. Dla młodych ludzi takie wyjazdy są czymś więcej niż koncertem. To nauka odpowiedzialności, samodzielności, współpracy i szacunku do innych kultur.

Reklama

IWONA KOPIWODA: A dla mnie, jako kierownika, najpiękniejszy jest moment, kiedy po zakończonym występie patrzę na młodych tancerzy i widzę ich dumę. Wiedzą wtedy, że właśnie zrobili coś ważnego – pokazali kawałek Polski w miejscu, do którego być może nigdy wcześniej nie dotarłby polski folklor.

Czego życzyć Zespołowi na kolejne lata?

IWONA KOPIWODA: Przede wszystkim ludzi. Dobrych, mądrych i zaangażowanych ludzi. Żeby zawsze znajdowali się młodzi, którzy będą chcieli tańczyć, śpiewać i poznawać polską tradycję. Żeby nie zabrakło muzyków, instruktorów i ludzi, którzy będą chcieli ten zespół rozwijać. Życzę „Sokołowianom”, żeby nigdy nie stracili swojej energii, swojej autentyczności i tej ogromnej radości, którą mają na scenie. Chciałabym również, żebyśmy mogli dalej reprezentować Sokołów Podlaski i Polskę na najważniejszych scenach w kraju i za granicą. I może najważniejsze – żeby za kolejne 25 lat ktoś mógł powiedzieć: „Sokołowianie? To zespół, który zna cała Polska. I wciąż tańczą z takim samym sercem jak wtedy, gdy zaczynali.” Bo 25 lat to piękny jubileusz, ale dla mnie to nie jest podsumowanie. To jest kolejny rozdział.

Dziękuję za rozmowę

Miejsce zdarzenia mapa Sokołów Podlaski
Czytaj nas w Google
Dodaj do Google
Źródło i opracowanie własne Aktualizacja: 23/09/2026 09:56
Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.

Najnowsze rolki



Reklama

Wideo




Reklama
Najnowsze wiadomości