Właśnie dowiedziałem się, że ziemia sokołowska - mimo pięknej, bogatej i ciekawej historii, tak bardzo doświadczona zniszczeniem i obecnym brakiem ogromnej części swego materialnego dziedzictwa - jeszcze w tym roku utraci kolejny, w moim przekonaniu bardzo cenny element kulturowy. Czuję żal. Czuję zawód.
Kilka lat temu, kierując Sokołowskim Ośrodkiem Kultury i działając w zarządzie Lokalnej Organizacji Turystycznej Wielki Gościniec Litewski, byłem gospodarzem pierwszego spotkania przedstawicieli muzeów, galerii i innych jednostek kultury leżących na szlaku WGL. Do Sokołowa przyjechało wówczas wiele osób zaangażowanych w kultywowanie i propagowanie dziedzictwa obszarów wschodniego Mazowsza i całego Podlasia aż do granicy z Grodzieńszczyzną. Spotkanie było niezwykle wartościowe i miało na celu zintegrowanie programowe instytucji, które przedstawiają rozmaite aspekty historii i dziedzictwa terenów, przez które przebiegał dawny trakt litewski. Jedną z ciekawych rozmów przeprowadziłem z ówczesnym dyrektorem Podlaskiego Muzeum Kultury Ludowej w Wasilkowie (za Białymstokiem). Od niego dowiedziałem się, że muzeum weszło w posiadanie drewnianego budynku dawnej cerkwi unickiej, a później kościoła katolickiego w Seroczynie (gm. Sterdyń). Umowa jest już zawarta i zrealizowana, ale sam budynek czeka jeszcze na zdobycie środków na jego przeniesienie i konserwację. Pracę tego dyrektora bardzo cenię, bo jest on człowiekiem ogromnie zaangażowanym i pięknie rozwijał placówkę w czasie swojej kadencji. Na jego miejscu podobnie robiłbym wszystko, by pozyskiwać ciekawe elementy historii podlaskiej kultury skądkolwiek się da. On tu naprawdę zrobił świetną robotę dla swojego muzeum. Dlatego - żeby było jasne - nie ma we mnie nawet cienia pretensji do Muzeum w Wasilkowie oraz jego ówczesnej i obecnej dyrekcji. Jednak ta konkretna sprawa sprzedaży byłej świątyni z Seroczyna ma we mnie - Sokołowianinie przywiązanym do lokalnego dziedzictwa i kultury - gorącego przeciwnika!
Tu chciałbym w kilku zdaniach opowiedzieć czym był niegdyś ten drewniany budynek sakralny. W 1596 roku Mikołaj Kiszka, ówczesny starosta drohicki ufundował w Seroczynie cerkiew. Warto przypomnieć, że w związku z zawarciem Unii Brzeskiej, na terenie Rzeczpospolitej Obojga Narodów połączono Cerkiew Prawosławną z Kościołem Katolickim. Dzięki temu m. in. w Seroczynie powstała parafia unicka. Funkcjonowała ona przez ponad dwa i pół wieku stanowiąc istotny ośrodek religijny i kulturowy mieszkańców naszej ziemi. Pod koniec XIX wieku, po likwidacji przez cara Aleksandra II Romanowa unickiej diecezji chełmskiej, świątynia z całą parafią weszła w skład Cerkwi Prawosławnej. Po odzyskaniu przez Polskę niepodległości w 1918 roku przekazano ją Kościołowi Katolickiemu i sprawowano w niej katolicką liturgię aż do roku 1993, kiedy to powstał obok nowy murowany budynek kościelny. Do niego właśnie trafiła część wyposażenia starej drewnianej świątyni, która od tamtej pory, już jako budynek odsakralniony, służyła zupełnie innym celom, nad którymi nie warto się zatrzymywać. Prawdą jest, że budynek ten nie był już użytkowany do celów liturgicznych, że nie było realnych planów jego zagospodarowania, że jako budowla drewniana wymagał (wymaga) renowacji i stałej opieki, na którą nie stać parafii i diecezji. To wszystko jest prawdą. A jednak...
Po otrzymaniu informacji o sprzedaży budynku dawnej seroczyńskiej świątyni natychmiast podjąłem różne działania na rzecz zablokowania utraty tego zabytku. Rozmawiałem z wieloma "ważnymi osobami" ze świata polityki, samorządu i Kościoła. Niektórzy tłumaczyli mi, że nie ma sensu upierać się w pozostawieniu budynku na terenie powiatu sokołowskiego, bo nikt nie ma środków na jego remont i utrzymanie, a Muzeum w Wasilkowie to świetna instytucja, która profesjonalnie się nim zaopiekuje i nada mu "nowe życie". Trudno było się z tym nie zgodzić. Jednak serce mi krwawiło, gdy pomyślałem o tym, że ta nasza ziemia, tak już ograbiona przez historię, utraci ten cenny w moich oczach zabytek, utraci tego ważnego "świadka" dziejów społeczności, którą ogólnie nazywamy dziś sokołowskimi unitami. W rozmowach z tymi "ważnymi osobami" snułem pomysły przeniesienia budynku razem z kilkoma bardzo starymi drewnianymi domami, które popadają w ruinę na terenie Sokołowa, na przykład na teren starej cukrowni. Marzyło mi się utworzenie jakiegoś zalążka skansenu naszej dawnej kultury, której ostatnie elementy za chwilę wszyscy utracimy. Oczywiście napotykałem natychmiast na uśmiech politowania nad moim marzycielstwem. Główny problem: pieniądze! Nie dawałem jednak za wygraną i wierciłem dziury w brzuchach. Niektórzy z "ważnych" obiecali mi pomoc i interwencję w tej sprawie. Przyznam, że od dwóch lat, kiedy już nie pracuję zawodowo w kulturze, miałem naiwną nadzieję, że skoro świątynia w Seroczynie nadal stoi na swoim miejscu, to może ktoś coś zdziałał. Przy okazji różnych spotkań związanych z historią i kulturą naszego regionu, w których chętnie uczestniczę kiedy tylko mogę, wielokrotnie podnosiłem ten temat deklarując, że będę w gronie tych, którzy pierwsi staną do społecznej zbiórki środków finansowych. Zdawałem sobie jednak sprawę, że podstawową przeszkodą jest umowa kupna-sprzedaży budynku. Najpierw trzeba by było ją w jakiś sposób rozwiązać/podważyć/unieważnić, a do tego, to ja już jestem za "mały". Łudziłem się nadzieją, że ktoś z "ważnych" pomoże... W tych pragnieniach nie byłem sam. Wielu naszych lokalnych historyków miało takie samo zdanie na temat konieczności pozostawienia świątyni na naszym terenie oraz takie same nadzieje, że ktoś pomoże w zatrzymaniu jej przeniesienia aż do Wasilkowa.
Dlatego ścisnęło się mi serce, gdy wczoraj otrzymałem wiadomość, że jeszcze w tym roku budynek zostanie rozebrany i powędruje za Białystok. Wiem, że tam czekają na niego fachowcy, wiem, że Podlaskie Muzeum Kultury Ludowej to naprawdę dobre miejsce. A jednak jest mi bardzo smutno, że nasza ziemia utraci kolejny element swojej historii, że znów staniemy się biedniejsi, bo nie potrafiliśmy odpowiednio zadbać o swoje, bo za mało nam zależało, bo niewiele zrobiliśmy...
MARCIN CELIŃSKI
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Jako mieszkaniec powiatu sokołowskiego chętnie pojadę do Wasilkowa zobaczyć odrestaurowany obiekt. Wolę to niż pojechać do Seroczyna obejrzeć rumowisko po zawaleniu się tejże cerkwii.
Decyzja o tym, że świątynia zostanie pozyskana jako eksponat do muzeum zapadła już dawno,w 2021 roku zdaje się, i nie odbyło się to w tajemnicy,a zapewne za wiedzą parafian i biskupa. Czy w ciągu tego czasu ktoś z miłośników lokalnej historii był w tej sprawie u miejscowego proboszcza? Gdyby nie kwestie finansowe przenosiny zapewne odbyły się już wcześniej.
Szkoda że dziś nic nikogo nie obchodzi -głównie ludzi u władzy . Władze kościelne też powinny o tym myśleć a nie oddać np.El Greco do Siedlec z Kosowa to taka sama sytuacja .Do Wasilkowa mamy stąd ponad 140 km …,
Szanowny panie, dlaczego nie interesował się pan tą sprawą kiedy następowało przekazanie budynku kościoła dla muzeum? Gdzie byli wtedy lokalni miłośnicy historii? My jako mieszkańcy pisaliśmy w tej sprawie do mediów a wtedy nie proponował Pan szukania pomocy u "ważnych osób". Teraz to tylko kolejny element realizacji umowy.Daremne żale...
Gdyby ktoś się zastanawiał o tym jakie to były cele "nad którymi nie warto się zatrzymywać" to z chęcią przypominam artykuł z 2019 roku z Tygodnika Siedleckiego z 2019 do którego link jest na końcu mojego komentarza. Parafianie nie chcieli budynku sprzedawać, sam budynek był oznaczony na Szlaku Unitów Sokołowskich. Niestety tamtejszy tzw. ksiądz postanowił inaczej - budynek już wtedy poszedł w handel, a same cele niesakralne do którego był używany to był choćby prywatny warsztacik samochodowy. Cóż, ciężko skomentować sytuację w której budynek w którym jeszcze kilka lat wcześniej sprawowano liturgię świętą lokalny proboszcz traktuje jako przysłowiową szopę na szczoty. Jest to absurd takiej skali, że brak słów - takim czynami raczej wsławiali się czerwonoarmiści zamieniający świątynie na magazyny worków z nawozami. Jest to wielki wstyd dla diecezji drohiczyńskiej i cieszę się, że budynek trafi do Wasilkowa, bo najwyraźniej ani duchowni z Seroczyna, ani diecezja drohiczyńska nie rozumieją wagi drewnianych zabytków i powinni zdecydowanie uczyć się tego od swoich regionalnych konkurentów - cerkiew prawosławna bowiem nie żałuje grosza na remont drewnianych cerkwi. To przyniosło pozytywne pośrednie skutki w postaci turystów jeżdżących między Bug a Narew za drewnianą zabudową tamtejszych miejscowości. Do Seroczyna nikt już nie zajrzy, bo ksiądz skazał zabytek na niebyt. Może tak miało być, bo budynek był na początku cerkwią unicką i może to tamtego księdza tak szczypało w oczy. https://tygodniksiedlecki.com/artykul/zle-sie-dzieje-w-seroczynie-n1416877
Jako mieszkaniec powiatu sokołowskiego chętnie pojadę do Wasilkowa zobaczyć odrestaurowany obiekt. Wolę to niż pojechać do Seroczyna obejrzeć rumowisko po zawaleniu się tejże cerkwii.
Decyzja o tym, że świątynia zostanie pozyskana jako eksponat do muzeum zapadła już dawno,w 2021 roku zdaje się, i nie odbyło się to w tajemnicy,a zapewne za wiedzą parafian i biskupa. Czy w ciągu tego czasu ktoś z miłośników lokalnej historii był w tej sprawie u miejscowego proboszcza? Gdyby nie kwestie finansowe przenosiny zapewne odbyły się już wcześniej.
Szkoda że dziś nic nikogo nie obchodzi -głównie ludzi u władzy . Władze kościelne też powinny o tym myśleć a nie oddać np.El Greco do Siedlec z Kosowa to taka sama sytuacja .Do Wasilkowa mamy stąd ponad 140 km …,