Eliza Steć w niedzielę wróciła z rowerowej wyprawy Kosów Lacki – Zakopane - Kosów Lacki. Przejechała ponad 1150 kilometrów. Celem wyprawy była zbiórka pieniędzy na rzecz Poli Młyńskiej.
Rok temu pojechała nad morze, tym razem w przeciwnym kierunku. Wystartowała 7 sierpnia o godzinie 11 sprzed budynku przedszkola w Kosowie Lackim.
-Żegnaliśmy ją zaciskając kciuki. Kibicowaliśmy każdego dnia. Śledziliśmy jej poczynania na trasie, staraliśmy się udostępniać publikowane przez Nią materiały i zachęcać do wsparcia założonej przez Nią zrzutki – podkreślają pracownicy Miejsko-Gminnego Ośrodka Kultury w Kosowie Lackim. Eliza przejechała blisko 1200 kilometrów, a będąc w Zakopanem weszła na Giewont. Morderczy wysiłek i przygody, jakich doświadczyła widać było na jej twarzy. Oczekiwaliśmy jej sporą grupą. Pola z rodzicami i rodziną, Burmistrz, przedstawiciele Rady Gminy, przedstawiciele przedszkola, szkół, strażacy z OSP, MGOK, przyjaciele i znajomi, ale i mieszkańcy… Wszyscy czekali na wjazd Elizy. Zobaczyliśmy ją chwilę po 13:30. Były przemówienia, konfetti i dużo wzruszeń. Każdy chciał uściskać Elizę, podziękować i wyrazić swój podziw dla niej. Podziw dla jej determinacji w chęci pomoc. Elizie nie towarzyszył blask fleszy i ogólnokrajowe relacje z podróży. Nie była nastawiona na rozgłos, jej nagrodą mogą być jedynie nasze wyrazy wsparcia, głównie materialnego, bo przecież w każdej chwili, jak sama podkreślała, pamiętała jaki był cel wyprawy: nie pokonanie trasy, ale pomoc Poli. Pamiętajmy o tym - dodają.
- Dziewięć dni temu wsiadłam na rower w Kosowie Lackim. Przede mną było 1150 kilometrów, a w sercu jeden najważniejszy powód: Pola. Były chwile ogromnego zmęczenia. Były łzy, ból, zwątpienie i momenty, kiedy naprawdę brakowało sił. Ale za każdym razem przypominałam sobie, dla kogo jadę. I pedałowałam dalej – podkreśla Eliza Steć. - Kiedy stanęłam na Giewoncie, poczułam coś, czego nie da się opisać słowami. Spojrzałam przed siebie i pomyślałam o Poli. O tym, ile jeszcze przed nią. O jej walce. I o tym, że czasami człowiek może zrobić coś niezwykłego tylko dlatego, że bardzo mocno wierzy w drugiego człowieka. Nie dokonałabym tego sama.
Dziękuję moim rodzicom, rodzinie, bliskim, którzy byli przy mnie każdego dnia. Za telefony, wiadomości, troskę, łzy wzruszenia i każde „jedź dalej, dasz radę”. Szczególnie dziękuję mojej przyjaciółce, która była ze mną od samego początku aż do Zakopanego. Kiedy brakowało mi sił, była obok. Kiedy pojawiały się łzy, nie pozwalała mi się poddać. I kiedy dziś wracam do domu, wiem, że bez niej ta droga nie byłaby taka sama. Ogromne podziękowania dla Zespołu SONET za wsparcie, serce i obecność podczas tej wyjątkowej akcji. Dziękuję, że byliście z nami i dołożyliście swoją cegiełkę dla Poli. Dziękuję Miastu i Gminie Kosów Lacki, Miejsko-Gminnemu Ośrodkowi Kultury w Kosowie Lackim, Gminnemu Przedszkolu w Kosowie Lackim, OSP Kosów Lacki za wsparcie, pomoc i ogromne serce dla Poli. Dzięki Wam ta akcja miała jeszcze większą moc!
Dziękuję też wszystkim, którzy obserwowali tę wyprawę, udostępniali posty, wpłacali pieniądze, pisali do mnie i jechali ze mną choćby myślami. Ta wyprawa się kończy, ale jej najważniejszy cel pozostaje. Polu, tę drogę przejechałam dla Ciebie. I mam nadzieję, że każdy z tych 1150 kilometrów był kolejnym małym światełkiem nadziei – dodaje kolarka.
Niedzielne spotkanie po powrocie z Elizy z rowerowej wyprawy zakończyło się w holu MGOK, przy torcie, ciastkach i kawie.
Wyprawa pozwoliła zgromadzić dodatkowo ponad 8 tysięcy złotych na rzecz Poli Młyńskiej. Pamiętajmy jednak, że dziewczynka wymaga nadal finansowego wsparcia.
Link do zrzutki: https://tiny.pl/d277p6vst
TEKST I ZDJĘCIA: MGOK KOSÓW LACKI
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze