35 psów zostało odebranych przez „Pogotowie dla Zwierząt” z pseudohodowli w powiecie sokołowskim. Psy trzymane były w skrzynio - paletach, na łańcuchach, a nawet w klatkach na chomiki - w polu kukurydzy. Małżeństwu, które znęcało się nad psami grozi do 3 lat pozbawienia wolności.
Do interwencji doszło we wsi Kolonia Padrewek. Inspektorzy „Pogotowia dla zwierząt” znaleźli na miejscu dorosłe psy i szczenięta. Część z nich żyła na ciężkich łańcuchach, inne były zamykane w klatkach dla chomików, budynkach gospodarczych, pod maszynami rolniczymi i starymi samochodami.
- Sygnał o bardzo złych warunkach utrzymywania zwierząt trafił do Urzędu Gminy Sterdyń z Inspekcji Weterynaryjnej w Sokołowie Podlaskim. Gmina natychmiast podjęła działania, jednak pojawił się problem z zabezpieczeniem miejsca dla tak dużej liczby zwierząt. Schronisko, do którego miały trafić psy, odmówiło ich przyjęcia z powodu przepełnienia – informują przedstawiciele „Pogotowia”. Urzędnicy zwrócili się więc o pomoc do organizacji zajmujących się ochroną zwierząt.
Interwencji podjęło się Stowarzyszenie Pogotowie dla Zwierząt. Kiedy inspektorzy tej organizacji przyjechali na miejsce, okazało się, że skala problemu jest znacznie większa, niż początkowo przypuszczano.
- Małe psy, głównie w typie pinczera, były przywiązane grubymi, ciężkimi łańcuchami do bud, maszyn rolniczych i prowizorycznych konstrukcji. Niektóre chroniły się pod starymi samochodami. Pod jednym z nich suka wychowywała swoje szczenięta – relacjonują inspektorzy. - Kolejne zwierzęta znajdowały się w zabudowaniach gospodarczych. Były pozamykane w niewielkich klatkach przeznaczonych dla chomików i królików. Jeszcze inne klatki inspektorzy odnaleźli w polu kukurydzy - również znajdowały się w nich psy.
- Wiedzieliśmy, iż dzień przed naszą kontrolą tych zwierząt było o połowę więcej, ale ich na posesji już nie było. Kobieta stwierdziła, iż psy rozdała znajomym, ale w to nie uwierzyliśmy. Okazało się iż wraz z mężem ukryła je w polu kukurydzy. Stłoczone znajdowały się tam w klatkach na gryzonie - mówi Grzegorz Bielawski z Pogotowia dla Zwierząt.
Jak się okazało, właściciele przed urzędnikami z gminy poukrywali psy także w budynkach gospodarczych na terenie posesji sąsiadów. Przetrzymywali je w samochodach dostawczych. Wszystkie te zwierzęta również zabezpieczono.
- Stan zwierząt wskazywał na długotrwałe zaniedbania. Psy były wychudzone, silnie zapchlone i zarobaczone. Wiele z nich panicznie bało się człowieka. Część praktycznie nie znała normalnego kontaktu z ludźmi i nie potrafiła funkcjonować poza miejscem, w którym przez długi czas była izolowana. Na posesji znajdowały się również padłe zwierzęta, a według ustaleń interweniujących część uwiązanych psów miała dostęp do ich szczątków – informują przedstawiciele „Pogotowia dla zwierząt”
Właścicielka początkowo nie chciała wpuścić przedstawicieli organizacji do domu.
- Dopiero po długich negocjacjach udało się wejść do pomieszczeń. W łazience znajdowała się m.in. suczka mająca problemy z poruszaniem się. Zwierzę przebywało wśród własnych odchodów. Właścicielka przyznała, że wystawiała psy na sprzedaż, jednak, jak sama mówiła - „psy nie szły”. Twierdziła jednocześnie, że prowadzi hodowlę psów rasowych, choć zwierzęta nie posiadały dokumentów potwierdzających pochodzenie - mówi Maja Ostrowska z „Pogotowia dla Zwierząt”
Kobieta tłumaczyła także, że znajduje się w bardzo trudnej sytuacji finansowej, jest zadłużona na kilkaset tysięcy złotych i nie ma pieniędzy na właściwe wyżywienie, ani leczenie zwierząt.
Ze względu na stan psów podjęto decyzję o ich natychmiastowym odebraniu. „Pogotowie dla Zwierząt” zabezpieczyło łącznie 35 zwierząt. Jeszcze tego samego dnia wszystkie zostały przewiezione pod opiekę lekarza weterynarii.
Badania potwierdziły m.in. wychudzenie, silne zapchlenie i zarobaczenie, złą kondycję sierści oraz poważne braki socjalizacyjne. Wiele psów wymaga nie tylko diagnostyki i leczenia, ale również długotrwałej pracy behawioralnej. Niektóre są skrajnie lękowe, inne reagują agresją wynikającą ze strachu i braku wcześniejszego kontaktu z człowiekiem. - Te psy trzeba właściwie nauczyć życia od początku. Dla wielu z nich normalny kontakt z człowiekiem, spacer na smyczy czy spokojne przebywanie w pomieszczeniu są czymś zupełnie nowym - podkreśla Magdalena Kopik, zoopsycholog, która oceniła warunki utrzymania i stan tych zwierząt.
Samo odebranie 35 psów z dramatycznych warunków nie kończy tej interwencji. Teraz zaczyna się najtrudniejsza część leczenie, odbudowanie ich kondycji i wielomiesięczna praca nad tym, żeby mogły kiedyś normalnie funkcjonować i znaleźć domy.
Zwierzęta muszą być obecnie karmione kilka razy dziennie, konieczne są badania krwi, dla części psów trzeba wykonać badania USG i RTG. Ogromnym wydatkiem będzie także opieka i praca behawioralna.
Sprawa będzie miała również dalszy ciąg prawny. Gmina Sterdyń złożyła zawiadomienie o przestępstwie znęcania się nad psami, a Pogotowie dla Zwierząt przekazało funkcjonariuszom materiały fotograficzne zgromadzone podczas interwencji. Organizacja oczekuje wszczęcia postępowania i pociągnięcia osób odpowiedzialnych za stan zwierząt do odpowiedzialności karnej.
- To nie była sytuacja, w której ktoś miał jednego zaniedbanego psa. Mówimy o 35 zwierzętach rozmnażanych i oferowanych do sprzedaży, podczas gdy część z nich żyła na ciężkich łańcuchach, w klatkach, pod samochodami i nawet w polu kukurydzy. Teraz naszym zadaniem jest zrobić wszystko, żeby te psy już nigdy nie wróciły do takiego życia – podsumowuje Pogotowie dla Zwierząt.
Małżeństwu, które znęcało się nad zwierzętami grozi do 3 lat pozbawienia wolności.
Organizacje uruchomiły zbiórkę na ratowanie odebranych zwierząt. Środki zostaną przeznaczone na diagnostykę, leczenie, karmę, profilaktykę oraz dalszą opiekę nad psami.
Link do zbiórki na rzecz uratowanych 35 psów
https://pomagam.pl/pp3dw4
BLIK 513 569 791
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
brak słów na takie zachowania ludzi. Kiedy zmieni się ludzka psychika , że cierpienie ludzi jak i zwierząt jedną ma twarz. Ile jest zła i bezmyślności w człowieku. To ile czasu potrzeba żeby zmienił się człowiek i został człowiekiem.
brak słów na takie zachowania ludzi. Kiedy zmieni się ludzka psychika , że cierpienie ludzi jak i zwierząt jedną ma twarz. Ile jest zła i bezmyślności w człowieku. To ile czasu potrzeba żeby zmienił się człowiek i został człowiekiem.