Sąd Okręgowy w Siedlcach utrzymał w mocy wyrok karny Sądu Rejonowego w Sokołowie Podlaskim, skazujący działaczkę Koalicji Obywatelskiej i komitetu „Sokołowscy Demokraci' Monikę Landzberg za obraźliwe wpisy na facebookowym profilu „I co z tym Sokołowem”. Ta sprawa przy okazji obnaża jednak niepokojącą sytuację: zamiast walczyć z hejtem, wpisy na pełnych obraźliwych wpisów profilach swojej koleżanki lajkuje burmistrz Sokołowa Podlaskiego, miejscy radni, w tym nauczyciele oraz pracownicy miejskich instytucji. Publicznie jednak o hejt oskarżają Życie Sokołowa i internautów, którzy w komentarzach wyrażają się krytycznie o władzy.
Monika Landzberg od ponad 13 lat prowadzi na Facebooku profil „I co z tym Sokołowem”. To jasno stwierdził sąd. W swoich wpisach nie przebiera w słowach, krytykując każdego, kto jej czymś podpadł. Od kilkunastu lat celem ataków jest portal Życie Sokołowa i prowadząca go Bożena Gontarz-Górzna.
W czerwcu 2024 r. po publikacji w ŻS artykułu na temat kontrowersyjnego zatrudnienia w sokołowskim magistracie dwóch działaczy KWW „Sokołowscy Demokraci” Monika Landzberg sięgnęła po „najcięższe działa”. Próbowała powiązać artykuł z incydentem, do jakiego doszło w Urzędzie Miasta Sokołów Podlaski. Znany ze swoich krewkich zachowań petent chciał spotkać się z panią burmistrz, nie został wpuszczony i wszczął awanturę. Wezwano policję, która wyprowadziła mężczyznę, a sprawa ostatecznie skończyła się mandatem w postępowaniu wykroczeniowym. Dla Moniki Landzberg sytuacja stała się okazją do napisania, że artykuł w ŻS miał „związek przyczynowo-skutkowy” z incydentem, porównała nawet całą sytuację do tej w Gdańsku, która skończyła się śmiercią prezydenta Adamowicza! Efekt był taki, że do redakcji dzwonili wprowadzeni w błąd ludzie z pytaniami, czy w UM doszło do ataku nożownika. Mężczyzna, który był odpowiedzialny za incydent w magistracie twierdził, że artykułu w ŻS nie czytał. Ba – dodał, że nawet nie korzysta z Internetu, Mówił też, że nie zna opisanego w artykule urzędnika, którego rzekomo miał zaatakować. Jednak Monika Landzberg do końca procesu szła w zaparte. Sąd uznał, że swoimi wpisami zniesławiła Bożenę Gontarz-Górzną.
Drugi zarzut, za jaki została skazana Monika Landzberg, dotyczył użycia wobec dziennikarek ŻS i „Tygodnika Siedleckiego” określeń, że „mają dwubiegunówkę” i są z nich „podłe kreatury”. Chociaż oskarżona próbowała różnymi sposobami udowadniać swoje racje, sąd uznał, że jest winna zniesławienia i znieważenia.
Sąd uznał, że swoimi wpisami oskarżona zniesławiła i znieważyła Bożenę Gontarz-Górzną i naraziła na utratę zaufania, potrzebnego do wykonywania zawodu dziennikarza.
Za dwa zarzuty z aktu oskarżenia prowadząca profil „I co z tym Sokołowem: została skazana przez Sąd Rejonowy w Sokołowie Podlaskim na grzywnę w wysokości 200 stawek dziennych po 32 zł jedna (czyli 6400 zł), zapłatę 4 tys. zł nawiązki na rzecz pokrzywdzonej, zwrot części kosztów procesu.
Obrońca oskarżonej Moniki Landzberg złożył apelację, ale Sąd Okręgowy w Siedlcach 22 kwietnia utrzymał w mocy wyrok I instancji, obciążając przegraną stronę dodatkowymi kosztami w wysokości blisko 1,5 tys. zł. Wyrok jest już zatem prawomocny i podlega wykonaniu.
W swoich internetowych wpisach Monika Landzberg próbuje negować fakty i wprowadza odbiorców w błąd, warto więc wyjaśnić dwie kwestie.
Wbrew twierdzeniom skazanej, wyroku w I instancji nie wydał tzw. neo-sędzia. W sprawie orzekał prezes Sądu Rejonowego w Sokołowie Podlaskim Mariusz Wysokiński, który był powołany na urząd sędziego długo przed 2018 r., gdy doszło do całego zamieszania z tzw. neo-KRS.
Drugie kłamstwo powielane przez Monikę Landzberg dotyczy rzekomego naruszenia fundamentalnej prawniczej zasad „ne bis in idem” (zakaz ponownego sądzenia lub karania tej samej osoby za ten sam czyn zabroniony, jeśli zapadł już prawomocny wyrok). Za słowa o „dwubiegunówce” i „podłych kreaturach” Monikę Landzberg chciała ścigać również dziennikarka „Tygodnika Siedleckiego”. Jednak sąd nie zajął się tymi zarzutami właśnie dlatego, że toczył się już proces, w którym oskarżycielką prywatną była Bożena Gontarz-Górzna.
Wpis na profilu „I co z tym Sokołowem” z 6 czerwca 2024 r., który dotyczył rzekomego związku artykułu na ŻS z atakiem w UM Sokołów Podlaski - polubiło szereg osób. Znalazła się wśród nich Iwona Kublik – burmistrz miasta Sokołów Podlaski i jednocześnie przewodnicząca Koła Miejskiego Koalicji Obywatelskiej w Sokołowie Podlaskim (wówczas jeszcze Platformy Obywatelskiej). Monika Landzberg była wówczas sekretarzem sokołowskiego koła PO. Burmistrz dała „lajka”, chociaż jako osoba, pod której gabinetem miało dojść do scysji mogła łatwo sprawdzić fakty. Gwoli sprawiedliwości dodać należy, że od jakiegoś czasu Iwona Kublik zaprzestała lajkowania treści na „I co z tym Sokołowem”.
„Lajka” dała też Maria Janista, radna miejska i emerytowana nauczycielka. Ta sama, która na sesji 29 stycznia 2026 r. cytowała rotę ślubowania radnego, skarżyła się na hejt i... apelowała do redaktor naczelnej Życia Sokołowa o rozważenie blokowania komentarzy Czytelników, jako rzekomo hejterskich.
Na liście tych, którym obraźliwy wpis przypadł do gustu byli ponadto: radny miejski Marek Landzberg, szefowa sokołowskiej Lewicy Aleksandra Kusak; działaczka KO w Sokołowie Podlaskim a dziś pracownica Sokołowskiego Ośrodka Kultury Eliza Lemieszek, pracownik Centrum Pomocy Socjalnej w Sokołowie Podlaskim – działacz KO Marek Kusak.
Jeśli mówimy o hejcie w Sokołowie Podlaskim, nie sposób nie wspomnieć jeszcze o kilku osobach, związanych z obecną władza, których internetowa działalność budzi kontrowersje.
Po pierwsze, to przewodniczący Rady Miejskiej Daniel Krakowski – nauczyciel i wychowawca w Szkole Podstawowej nr 6, który z upodobaniem lajkuje wpisy na profilu „I co z tym Sokołowem”.
Wśród fanów hejterskiego profilu jest inny radny, również nauczyciel – z Zespołu Szkół w Sabniach Radosłąw Kosierdzki. Zaledwie kilka dni temu w komentarzu pod postem nazwał prezydenta Trumpa „debilem”.
Wyjątkowo aktywny jest Marek Kusak – na co dzień zatrudniony w Centrum Pomocy Socjalnej. Biorąc pod uwagę liczbę jego lajków, albo do pracy nie chodzi, albo w czasie przeznaczonym na wypełnianie obowiązków służbowych lajkuje hejterskie profile. Czy wypada wspierać obraźliwe memy pracownikowi Sokołowskiego Ośrodka Kultury? - o to publicznie pytamy zatrudnioną w tej instytucji Elizę Lemieszek. W popularyzowanie treści tworzonych przez Monikę Landzberg bardzo mocno zaangażowana jest Monika Pytel – członek Rady Rodziców w I Liceum Ogólnokształcącym w Sokołowie Podlaskim. Cała trójka to działacze sokołowskiej KO, blisko związani z Iwoną Kublik.
Do listy fanów twórczości Moniki Landzberg dołożyć trzeba jeszcze Beatę Hanusz – to księgowa, doradca podatkowy, przewodnicząca Rady Nadzorczej w PUIK Sokołów Podlaski. Pani przewodnicząca (chociaż o tym, by była lekarzem, nic nie wiadomo), z łatwością stawia w Internecie diagnozy o tym, kto „jest zaburzony”. Tych, którzy zachowują się w podobny sposób jest więcej.
Formalnie nie należy do partyjnych struktur zwolennik obecnych władz, były dziennikarz Robert Chomka, publikujący wyjątkowo prymitywne wpisy. Na Facebooku (oraz w komunikatorach) kilkakrotnie pisał o „rozwalaniu pisiorów kałachem”. Nikt z władz takich komentarzy nie potępił. Nie było reakcji ze strony burmistrz Iwony Kublik na agresywne zachowania i obraźliwe słowa samozwańczego „redaktora” Grzegorza Mieczkowskiego, które miały miejsce m.in. w Urzędzie Miasta chociażby w dniu sesji, 26 marca.
Monika Landzberg na co dzień jest zatrudniona jako lekarz w szpitalu w Węgrowie. Jej praca opłacana jest zatem z publicznych pieniędzy. Jak godzi pracę związaną z leczeniem ludzi i działalność w Internecie? Prowadzi bowiem kilka profili na Facebooku, tworzy obraźliwe memy, pisze wulgarne wierszyki.
Wpisy od lat pojawiają się codziennie, praktycznie przez całą dobę. Przykładowo: w środę 29 kwietnia tylko na „I co z tym Sokołowem” ukazało się 20 postów, 27 kwietnia – 22, 3 kwietnia aż 22. Czasem bywa ich jeszcze więcej, a do tego Monika Landzberg pisze mnóstwo komentarzy w różnych miejscach. Jej wpisy przepełnione nienawiścią, poniżaniem innych, obraźliwymi określeniami.
Nasz portal (który należy do Stowarzyszenia Gazet Lokalnych) patrzy władzy na ręce i krytykuje niektóre jej posunięcia, stąd jest solą oku obecnie rządzących Sokołowem. Monika Landzberg usiłowała naszą pracę zdyskredytować nie tylko obraźliwymi wpisami, memami i kłamstwami. Próbowała włączyć do nagonki na ŻS prokuraturę i sądy. Złożyła m.in. do sądu prywatny akt oskarżenia w sprawie satyrycznej „Szopki Noworocznej”. Zainteresowani szczegóły znajdą tu:
Podkreślmy jasno jedno: ani prokuratura, ani sądy nie dopatrzyły się w działalności naszego portalu jakiegokolwiek złamania prawa. Również żaden z autorów komentarzy na portalu, dotyczących nowej władzy w mieście nie został skazany za hejt, zniesławienie, czy inne przestępstwo.
Burmistrz Iwona Kublik z kolei za krytyczne artykuły „karze” nasz portal, utrudniając nam działalność. Nie odpowiada na maile z pytaniami. Nie odbiera telefonu, gdy chcemy o coś zapytać. Pomija w zaproszeniach na wydarzenia w mieście.
Przedstawiciele sokołowskich władz i sama Monika Landzberg kreują się nieustannie na ofiary hejtu. Na samorządowych sesjach byliśmy świadkami wystąpień potępiających rzekomą mowę nienawiści, uderzającą we władze. Przewodniczący rady Daniel Krakowski sugestiami, a burmistrz Iwona Kublik wprost kierowali zarzuty o hejt pod adresem Życia Sokołowa.
Jesteśmy dla nich łatwym celem, bo działamy z otwarta przyłbicą, pod własnym szyldem Nie chowamy się za pseudonimami, czy dziwnymi profilami na FB. Każdy, kto ośmieli się krytykować władzę w Sokołowie, zaraz znajduje się na celowniku Moniki Landzberg i jest mieszany z błotem. Tak stało się z radną Hanną Lecyk – która krytycznie patrzy na sprawy w radzie, ale wszelkie działania podejmuje z klasą i szacunkiem dla innych. Ostatnio doświadczyły tego nawet – Bogu ducha winne – panie ze stowarzyszenia „Unitum”. Opisaliśmy na naszych łamach co dobrego stowarzyszenie zrobiło dla społeczności miasta przez pierwszy rok działalności i zamieściliśmy zdjęcia. Czym to się skończyło? Monika Landzberg wkleiła wizerunki pań ze stowarzyszenia z karykaturalnie zmienionymi twarzami jako głowy smoka w obraźliwym memie! Jest nam bardzo przykro, jako redakcji, że tak się stało, że bezinteresowne działania dla innych zostały podeptane.
W Sokołowie Podlaskim trwa obecnie żenująca wojna na memy. Jedna strona – anonimowa i dobrze się ukrywająca - uderza we władze. Druga – tworzona przez Monikę Landzberg – bije w szerokie grono „wrogów”: w opozycję, w prywatne osoby, a nawet w sędziów. Cierpi wizerunek całego miasta. To trzeba przerwać i obie strony powinny uderzyć się w piersi!
Zachowania, które opisałam są nie do pomyślenia w lokalnych strukturach innych partii politycznych w Sokołowie! Są również nie do pomyślenia w wiejskich gminach, gdzie często w radach zasiadają nie „najlepiej wykształceni ludzie w Polsce” i nauczyciele, lecz „prości mieszkańcy”. Tyle że oni mają coś, czego brakuje „sokołowskiej elicie” - szacunek dla drugiego człowieka!
Pozostawiam możliwość komentowani, apeluję jednak o opinie pozbawione hejtu!
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Bożena, gratuluję! Chcę przy tej okazji wyjaśnić jedną ważną kwestię. Napisałam o tym na swoim facebooku, ale gdyby ktoś nie widział, to powtórzę. Jako dziennikarka "Tygodnika Siedleckiego" pozwałam Monikę Landzberg działaczkę KO za te same słowa: „dwubiegunówka", "podłe kreatury”. Jednak sąd nie zajął się moimi zarzutami właśnie dlatego, że równolegle toczył się już proces z oskarżenia prywatnego Bożeny Gontarz-Górznej. Zasada ne bis in idem zadziałała więc dokładnie tak, jak powinna, chroniąc przed podwójnym procesem o ten sam czyn, a nie przed odpowiedzialnością w ogóle. Po drugie „paradzienniarski gniot” i „tzw. dziennikarka”. Drugi zarzut z mojego aktu oskarżenia dotyczył wpisu, w którym Monika Landzberg skomentowała mój tekst właśnie w ten sposób. Sąd uznał, że dziennikarze muszą liczyć się z krytyką swojej pracy i mieć, mówiąc wprost...twardą skórę. Być może w czasach powszechnego hejtu w sieci jest to trudne do zaakceptowania, ale rozumiem logikę tego rozstrzygnięcia. Ważne jednak jest to, że granica między krytyką a zniesławieniem jest jednak realna. Potwierdził prawomocny wyrok w sprawie Bożeny Gonatarz- Górznej.
Nosił wilk razy kilka, ponieśli i wilka. Ciekawe czy to ją zatrzyma?
to trzeba się pożegnać z mandatem radnego ????
I co na to dyrektor węgrowskiego szpitala?
Wiele osób, służb jak policja, fundacji, edukatorów i szkoły poświęcają mnóstwo czasu na walkę z hejtem. Są zajęcia dla dzieci, warsztaty, programy profilaktyczne. Są mocne akcje po samobójstwach dzieci, bo problem jest niezwykle ważny. Tymczasem tutaj mamy coś po prostu strasznego! Kto wejdzie na ten profil od razu dostrzeże nienawiść! Tym zajmuje się lekarka, która ma dbać o dobro pacjentów, leczyć, pomagać! A lajki dają nauczyciele, samorządowcy. Niebywałe! Tym powinno się zająć również Kuratorium Oświaty! jaki dajecie przykład!
Zwracam się do wszystkich, którym dobro naszego miasta leży na sercu, żeby zrobili "okrągły stół" - usiedli i porozmawiali, co zrobić by zakończyć taki poziom debaty publicznej w Sokołowie! Jesteśmy narażeni na okropny wstyd, dzieją się rzeczy skandaliczne! Nie wolno robić rzeczy opisanych w artykule, bo jaki to przykład dla młodych ludzi. Dość tej nienawiści w Sokołowie.
Nasza samouwielbiająca się "elyta" powinna zapaznać się ze słowami piosenki Lady Pank "Myślisz może, że więcej coś znaczysz Bo masz rozum, dwie ręce i chęć Twoje miejsce na Ziemi tłumaczy Zaliczona matura na pięć Są tacy – to nie żart Dla których jesteś wart Mniej niż zero Mniej niż zero Mniej niż zero Mniej niż zero
Bożena, gratuluję! Chcę przy tej okazji wyjaśnić jedną ważną kwestię. Napisałam o tym na swoim facebooku, ale gdyby ktoś nie widział, to powtórzę. Jako dziennikarka "Tygodnika Siedleckiego" pozwałam Monikę Landzberg działaczkę KO za te same słowa: „dwubiegunówka", "podłe kreatury”. Jednak sąd nie zajął się moimi zarzutami właśnie dlatego, że równolegle toczył się już proces z oskarżenia prywatnego Bożeny Gontarz-Górznej. Zasada ne bis in idem zadziałała więc dokładnie tak, jak powinna, chroniąc przed podwójnym procesem o ten sam czyn, a nie przed odpowiedzialnością w ogóle. Po drugie „paradzienniarski gniot” i „tzw. dziennikarka”. Drugi zarzut z mojego aktu oskarżenia dotyczył wpisu, w którym Monika Landzberg skomentowała mój tekst właśnie w ten sposób. Sąd uznał, że dziennikarze muszą liczyć się z krytyką swojej pracy i mieć, mówiąc wprost...twardą skórę. Być może w czasach powszechnego hejtu w sieci jest to trudne do zaakceptowania, ale rozumiem logikę tego rozstrzygnięcia. Ważne jednak jest to, że granica między krytyką a zniesławieniem jest jednak realna. Potwierdził prawomocny wyrok w sprawie Bożeny Gonatarz- Górznej.
Nosił wilk razy kilka, ponieśli i wilka. Ciekawe czy to ją zatrzyma?
to trzeba się pożegnać z mandatem radnego ????