Reklama

Reforma oświaty w Sokołowie Podlaskim. Za nami debata o pomyśle przeniesienia sześciolatków do szkół.

To było najdłuższe zebranie w Sokołowie Podlaskim od lat. W poniedziałkowy wieczór, 17 lutego, rodzice 5-latków i władze miasta przez blisko 4 godziny próbowali się wzajemnie przekonać do swoich racji. Obie strony dobrze się do tej dyskusji przygotowały i obie na poparcie swoich racji przedstawiły wiele argumentów.

O co chodzi w tej reformie oświaty

Co do tego, że reforma oświaty w Sokołowie Podlaskim jest konieczna zgadzają się chyba wszyscy. W budżecie miasta na ten rok wydatki oświatowe to blisko 72 mln zł. Miasto Sokołów Podlaski dołożyć musi z własnej kasy do utrzymania szkół i przedszkoli aż 30 mln zł. To więcej niż może wydać na inwestycje. Jak podkreślił na poniedziałkowym spotkaniu radny Radosław Kosieradzki, system sokołowskiej oświaty funkcjonuje w kształcie, który nadano mu ponad 40 lat temu. A przez cztery dekady wiele się zmieniło, przede wszystkim spadła znacząco liczba dzieci. Do tego w Sokołowie Podlaskim działa 6 szkół podstawowych (pięć miejskich i salezjańska), podczas gdy w miastach tej wielkości podstawówek jest na ogół trzy.

W styczniu pojawił się projekt zmian zakładający, że zerówki z miejskich przedszkoli zostaną przeniesione do szkół. Pomysł wywołał wiele kontrowersji wśród rodziców, plotek, obaw – w dużej części przez fatalną komunikację władz miasta z rodzicami. Na zebrania do przedszkoli wysłano naczelnik i pracownicę Wydziału Oświaty w UM, które nie były w stanie odpowiedzieć na wszystkie pytania rodziców. O planowanych zmianach nie wiedziała też część radnych. Głos w sprawie burmistrz Iwona Kublik zabrała dopiero na sesji 30 stycznia, gdy na posiedzenie przyszli protestujący rodzice. Wówczas zapowiedziano zebranie z rodzicami.

Reklama

Na początek wszyscy obejrzeli film

I takie zebranie odbyło się w poniedziałek, 17 lutego, w sokołowskim magistracie. Wzięła w nim udział burmistrz Iwona Kublik, dziesięcioro radnych, urzędnicy i ponad 70 rodziców. Dodajmy, że planowana reforma ma dotknąć 162 dzieci, które obecnie chodzą do oddziałów przedszkolnych jako 5-latki, a w przyszłym roku miałyby pójść do zerówek przy szkołach podstawowych.

Poniedziałkowe spotkanie rozpoczęło się od obejrzenia filmu, który prezentował stan przygotowania sokołowskich szkół do przyjęcia sześciolatków. Nakręcono go w ubiegłym tygodniu.

Reklama

Zdaniem burmistrz i radnych placówki są bardzo dobrze przygotowane do przyjęcia sześciolatków.

Burmistrz Iwona Kublik o argumentach za przeniesieniem zerówek

Iwona Kublik przekonywała rodziców, że warunki dla sześciolatków w szkołach będą o wiele lepsze niż w przedszkolach.

- Jako zarządzająca miastem mam w tej chwili puste szkoły i przeładowane przedszkola. Chcemy też wykorzystać program Maluch+ do stworzenia dodatkowych 50 miejsc w żłobku. Ale tych pieniędzy nie wykorzystamy, jeśli na czas remontu nie zabezpieczymy dzieciom właściwych warunków i nie przeniesiemy ich – przekonywała burmistrz. - Chcemy pogodzić wszystkie wyzwania, jakie przed nami stoją. Tak, jak pokazano na filmie, jesteśmy przygotowani na przyjęcie 6-latków w szkołach, a do września jesteśmy w stanie wykonać jeszcze szereg prac. Jedynie Szkoła Podstawowa nr 6 nie ma oddziałów stricte przedszkolnych – wyjaśniała.

Reklama

Burmistrz zapewniała, że brała też pod uwagę aspekty psychologiczne, związane z przeniesieniem 6-latków do szkół, co budzi tak wiele obaw wśród rodziców. - Miasto działa w interesie dzieci. Jak widzieliście na filmie, warunki są dużo lepsze niż w przedszkolach, chcieliśmy państwa uspokoić – przekonywała. Zapewniła, że zorganizowane zostaną dni otwarte w poszczególnych placówkach, by wszyscy rodzice mogli sobie obejrzeć miejsca, gdzie ich dzieci od września mają trafić. Zaplanowano je w marcu.

Rodzicom, którzy zabierali głos, pomysł się nie podoba...

Wiele swoich argumentów przeciwnicy przeniesienia zerówek do szkół zawarli w piśmie, skierowanym m.in. do Kuratorium Oświaty, które otrzymała też nasza redakcja. Jego treść opublikowaliśmy tutaj:

Reklama

W poniedziałek jako pierwsza w imieniu rodziców głos zabrała Justyna Filipek. Przedstawiła argumenty rodziców.

- Towarzyszą nam emocje, bo to chyba normalne, że matki i ojcowie martwią się o swoje dzieci – mówiła. - Kluczowe w tej kwestii jest to, że nam nie chodzi o pomieszczenia i budynki, zabawki. Walczymy o, by nasze dzieci mogły dokończyć edukację przedszkolną i przygotować się do nauki w szkole w takim miejscu i środowisku, w którym są od kilku lat. A przede wszystkim z paniami, które je znają i umieją ocenić ich możliwości. Nasze dzieci są w bezpiecznych miejscach, do których chcą chodzić. Ten okres sześciolatka jest bardzo ważny. Nie wierzymy, że w zerówkach w szkołach będzie lepiej. Nasze przedszkola są w stanie zapewnić naszym dzieciom odpowiednią edukację, a naszą rolą jest nie wprowadzać rewolucji w ich życiu. Każda zmiana łączy się ze stresem i okresem adaptacji. Nasze dzieci będą miały nowych opiekunów, będą musiały sobie budować zaufanie do nich od podstaw, a to tylko na jeden rok, bo później pójdą do szkoły podstawowej i znów będą ich czekały kolejne zmiany – mówiła. Za wystąpienie dostała głośne brawa.

Reklama

Później zaczęła się dyskusja z udziałem innych rodziców i radnych. Radny Radosław Kosieradzki wskazał, że obecnie w budynkach szkolnych są oddziały przedszkolne nawet z 3-latkami. Celem zmian jest ujednolicenie systemu – 6-latki znajdą się w oddziałach zerówkowych w szkołach, a młodsze dzieci – będą w przedszkolach. Burmistrz Iwona Kublik stwierdziła, że więcej obaw mają w całej sytuacji rodzice niż same dzieci, które „w wieku 5-6 lat są bardzo elastyczne, mają otwartą psychikę i mówienie o stresie nie jest poparte faktami”.

Na wiele potencjalnych problemów zwróciła uwagę Viktoria Sulima-Murawska (podkreśliła, że jest lekarzem pediatrą).

Reklama

- Te zmiany nie są dobrze przygotowane i nie są dobre dla naszych dzieci – podkreśliła. - Słyszymy o budżecie, finansach, w takim klimacie, ż te zmiany muszą zajść. Gdybyśmy nie zaczęli się buntować, to tego spotkania dziś by nie było – mówiła. Dodała, że osobiście wybrała się do poszczególnych szkół, by ocenić warunki i miała do nich uwagi.

Co jeszcze budzi obawy rodziców

Rodzice, radni, dyrektorzy placówek oświatowych poruszali różne wątki. Jeden z ojców zwracał uwagę, że rodzice nie dostali jasnego zapewnienia, w jakich godzinach będzie sprawowana opieka nad dziećmi w zerówkach przyszkolnych i czy będzie możliwość wydłużenia godzin wstępnie zaproponowanych jako 7.30-16.30. Burmistrz zapewniła, że możliwość wydłużenia godzin jest.

Reklama

Były pytania o bezpieczeństwo przeciwpożarowe – tu przedstawiciele miasta i szkół zdecydowanie podkreślili, że wszystkie wymogi związane z bezpieczeństwem są i będą spełnione i nie ma możliwości, by było inaczej.

Kilkakrotnie powracał wątek tego, jak częste zmiany w otoczeniu będą wpływać na psychikę dzieci. Tu dyrektor SP nr 1 Joanna Hawryluk zapewniała, że zarówno jej placówka, jak i inne sokołowskie szkoły dysponują szeregiem specjalistów, którzy wspierają uczniów w różnorodnych "problemowych" sytuacjach.

Reklama

Rodzice zwracali uwagę, że zerówki przy publicznych szkołach już funkcjonują i nie cieszą się one popularnością wśród rodziców, nie mają pełnej obsady. Wskazywali, że po zmianach dzieci nie będą mogły mieć możliwości kontynuowania w publicznym przedszkolu edukacji od trzylatków do sześciolatków. - My chcemy mieć wybór – zapewniali.

Przekonywać rodziców próbowała też psycholog Anna Kordaczuk, ale szybko została „zagadana” przez uczestników spotkania.

Te sprawy również budziły kontrowersje

Część rodziców, ale i radnych wskazywało, że władze miasta nie zaprezentowały żadnych wyliczeń, które by wskazywały, że zmiany będą korzystne dla miasta i przyniosą oszczędności. Nie przedstawiły też alternatywnych rozwiązań. Burmistrz Iwona Kublik w odpowiedzi podkreśliła, że „zmiana nie ma tylko podłoża finansowego, nie jest podyktowana oszczędnościami na waszych dzieciach”.

Reklama

- Jeśli w tym roku decyzje nie zapadną, to w kolejnych latach będziemy borykać się z tymi samymi problemami. A na koniec kadencji przyjdziecie państwo z pretensjami, że nic nie zrobiliśmy z reformą oświaty. Państwo zachowujecie się trochę w sprzeczny sposób – z jednej strony oczekujecie zmian, a z drugiej przeciwko nim protestujecie – mówił przewodniczący rady Daniel Krakowski. - Jeśli nie zreorganizujemy oświaty, to w pewnym momencie może dojść do tego, że w którymś przedszkolu lub szkole w ogóle nie będzie dzieci.

Agnieszka Jadczuk-Skrzeczkowska pytała wprost o cele reformy. Zaznaczyła, że nie ma chyba drugiego, 18-tysięcznego miasta, w którym działałoby 6 szkół podstawowych. - Wiemy, że musimy poświęcić nasze dzieci, bo jest robiona reforma oświaty. Ale co dalej? Rodzice z „Trójki” i „Jedynki” słyszą plotki, które krążą, są straszeni likwidacją tych szkół. Boję się, że po tych wszystkich eksperymentach z zerówkami moje dziecko pójdzie do „Trójki” i tej szkoły za dwa lata też nie będzie. Spada liczba dzieci. Czy mamy jakieś wyliczenia, czemu to przeniesienie sześciolatków ma służyć? Czy jest jakiś szerszy plan na reformę oświaty? - pytała pani Agnieszka. Z sali padła też opinia, że reforma oświaty w Sokołowie musi zakładać likwidację szkół, a że wśród radnych jest wielu nauczycieli, to próbują „ocalić” szkoły kosztem przedszkoli.

Reklama

W odpowiedzi Iwona Kublik zaznaczyła, że zmiany mają doprowadzić do tego, by „w jednych budynkach nie było ścisku, a w innych nie hulał wiatr”. Dodała, że wyniki naboru do zerówek w poszczególnych szkołach dadzą władzom miasta odpowiedź na pytanie, co dalej robić z oświatą i „nakreślą kierunki na przyszłość”.

Burzę wśród rodziców wywołała ironiczna odzywka „ojej” skierowana przed radnego Marka Landzberga do wypowiedzi Viktorii Sulimy-Murawskiej.

Czy zmiany nie doprowadzą do „wyludnienia” w publicznych przedszkolach?

Radna Hanna Lecyk wyraziła obawę, czy zmiany związane z miejskimi zerówkami nie doprowadzą do tego, że miejskie przedszkola opustoszeją. Bo jak wskazywali rodzice, prywatne placówki już kuszą rodziców hasłami, że u nich zmian nie będzie i dziecko ma gwarancję stabilności i ciągłości opieki w wieku od 3 do 6 lat. Radna przedstawiła też propozycję, by w ramach reformy oświaty zlikwidować SP nr 6 (szkoła nie ma hali sportowej), do jej budynku przenieść szkołę muzyczną i stworzyć przedszkole integracyjne, a przy Repkowskiej, gdzie jest hala, zapewnić nabór dzieci i poszerzyć lokalowe możliwości dla placówki. Tu jednak też padły wyjaśnienia, że w SP nr 3 jest obecnie 170 uczniów, a w SP nr 6 uczy się ich aż... 470.

Radny Michał Lipiński przypomniał, że zmiany w oświacie przygotowywano „w tajemnicy” przed częścią radnych, m.in. tymi z opozycji. - Nie do końca prawdą jest to, że nie o finanse tu chodzi, dla pani skarbnik i pani burmistrz te cyferki są ważne. Cały czas szukamy gdzieś oszczędności. To eksperyment na żywym organizmie, dzieci są kartą przetargowa – mówił radny. Poinformował, że zerówkę przy swojej szkole zamierzają od września otworzyć salezjanie.

- Oszczędności tak, ale nie kosztem dzieci – oburzyła się burmistrz.

Co teraz zrobi miasto?

W sprawie zmian związanych z zerówkami mają jeszcze rozmawiać przedstawiciele rodziców z władzami miasta.

Na 28 lutego planowana jest sesja miejska – ale ma na nią trafić jedynie uchwała dotycząca uruchomienia zerówki w Szkole Podstawowej nr 6 – jedynej, gdzie klas „O” obecnie nie ma.

24 lutego rozpoczyna się rekrutacja do miejskich placówek oświatowych. Rodzice przywoływali przepis, z którego wynika, że na tydzień przed rozpoczęciem procedur rekrutacyjnych mają prawo złożyć oświadczenie o kontynuowaniu edukacji w dotychczasowej placówce. I część rodziców 5-latków wprost mówiła, że będą próbować złożyć takie oświadczenia w przedszkolach, do których dotychczas chodziły ich dzieci.

Do sprawy zerówek będziemy wracać.

Miejsce zdarzenia mapa Sokołów Podlaski

Obserwuj nas na Obserwuje nas na Google NewsGoogle News

Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!

Źródło i opracowanie własne Aktualizacja: 18/02/2025 13:01
Reklama

Komentarze opinie

  • Awatar użytkownika
    Rodzic... - niezalogowany 2025-02-18 13:25:10

    Od 6.30 do 16.30 mija 10 godzin...dziecko na pewno pozostawione w takich godzinach w przedszkolu nie przebywa pod opieką tylko jednej Pani. Proszę sprawdzić ile godzin pracują Panie przedszkolanki, na pewno żadna z nich nie pracuje 10 godzin, bo nikt jej za nadgodziny nie zapłaci. Już problemem nie jest brak dostosowanych pomieszczeń i ilość posiłków...

    odpowiedz
    • Zgłoś wpis
  • Zdzisława - niezalogowany 2025-02-19 10:11:01


    Ten komentarz jest ukryty - kliknij żeby przeczytać.

    • Zgłoś wpis
  • Awatar użytkownika
    Sokołów - niezalogowany 2025-02-18 13:33:40

    Nie popieram obecnych władz, ale pomysł z zerówkami dobry.

    odpowiedz
    • Zgłoś wpis

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.


Reklama

Wideo




Reklama