Nabór na podinspektora ds. promocji, rozwoju i informacji w Urzędzie Miasta w Sokołowie Podlaskim jest ustawiony pod kogoś ze średnim wykształceniem... Takie podejrzenie pojawiło się u mnie, gdy zobaczyłam na stronie miasta ogłoszenie o poszukiwaniu kandydatów do pracy na tym stanowisku. Zgłosiłam się, przeszłam cały proces rekrutacji i... Trudno mówić o „ustawce”, kiedy będąc jednym z największych krytyków obecnej władzy w Sokołowie Podlaskim nabór na to stanowisko... wygrałam. Do tego mam jak najbardziej pozytywne wrażenia z procesu rekrutacji. Ale spokojnie - pracować w magistracie nie zamierzam!
16 lipca w Biuletynie Informacji Publicznej Miasta Sokołów Podlaski pojawiło się ogłoszenie o naborze na stanowisko urzędnicze - podinspektora ds. promocji, rozwoju i informacji. Tak wyglądało:

Trzeba przyznać, że wymogi były niewielkie. Moją uwagę zwróciła możliwość startu kandydatów ze średnim wykształceniem. W dzisiejszych czasach to raczej ewenement, bo wyższe wykształcenie jest wręcz podstawowym wymogiem przy rekrutacjach na urzędnika. Czyżby tak źle było z kadrami nowej władzy, że musi sięgać po osoby, które studiów nie potrafiły skończyć?
Tymczasem w zakresie obowiązków podinspektora oprócz promocji znalazł się punkt: „Obsługa wniosków o udostępnienie informacji publicznej we współpracy z właściwymi komórkami organizacyjnymi urzędu”. To niełatwe zadanie, wymagające szerokiej wiedzy!
Wiadomo, że nabór dotyczył następcy urzędnika, który po ponad 25 latach pracy odchodzi z magistratu. Ale tajemnicą poliszynela jest też, że „promocja” to pole minowe w sokołowskim UM. W tej kadencji (a minęło 2,5 roku) z pracy w tej komórce rezygnuje szósta osoba. Już w 2024 r. nie sprostali wyzwaniu dwaj „Sokołowscy Demokraci” (w tym słynny „redaktor-stolarz”), a nawet syn radnego. Burmistrz Iwona Kublik okazała się być wymagającym szefem...
Kandydaci zainteresowani stanowiskiem podinspektora zgłaszać się mieli do 31 lipca do godziny 16.00. Zaczęła u mnie kiełkować myśli: a może tak wykręcić numer i złożyć dokumenty aplikacyjne. I zobaczyć, co z tego wyjdzie. Mój mąż, gdy usłyszał o pomyśle orzekł, że i tak nie wygram, bo wszystko jest ustawione...
Za kompletowanie potrzebnych dokumentów wzięłam się wieczorem we wtorek, 28 lipca. Wcześnie? Niekoniecznie. Następnego dnia o 5 rano zaplanowaliśmy wyjazd nad morze. Ustaliłam, że dokumenty w ostatniej chwili zaniesie do UM moja siostra. Nikt poza moją najbliższą rodziną nie wiedział o tym rekrutacyjnym pomyśle. Chciałam przy okazji przeprowadzić testy o przepływie informacji w mieście...
Z archiwów wygrzebałam swoje CV. Ostatnie było z 2011 r. Kompletnie nieaktualne, od zdjęcia zaczynając... Szybko zrobiłam aktualizację. Sama się trochę zdziwiłam, jakie mam doświadczenie: praca w korporacji („Życie Warszawy” i „Rzeczpospolita”), kierowanie kilkoma redakcjami, zarządzanie przez 8 lat spółką zatrudniającą sześć osób, wydawanie gazet przez 15 lat (przygotowywanie 40 lub 32 strony tygodniowo do druku), a od 10 lat własna firma.
Ale... jakoś tak słabo graficznie to CV mi wyszło. Postanowiłam przy pomocy AI ubarwić nieco dokument i dodać „sokołowskie barwy”.
Dyplom ukończenia na piątkę studiów prawniczych na KUL znalazłam bez trudu. Ba, odgrzebałam nawet swój indeks ze studiów. Z piątką od prof. Adama Strzembosza.
Schody zaczęły się, gdy przyszło do skompletowania świadectw pracy. Gdzieś „wcięło” kluczowy dokument z mojej 9-letniej pracy jako prezesa i redaktora naczelnego „Życia Siedleckiego”. Trochę sypało się to moje CV bez tego świadectwa. Dwie godziny przetrząsałam stosy papierów. Znalazłam w końcu w kopercie z donosami od Czytelników. Plus z całej historii jest taki, że mam już komplet w jednym miejscu. Naprędce napisałam list motywacyjny - oczywiście zachwalając swoje umiejętności w zakresie wymaganym w ogłoszeniu o naborze.
Pomna historii moich znajomych (dostali pały na egzaminie z prawa rzymskiego, bo przyszli z niepodpisanymi przez siebie indeksami), przypilnowałam, by wszystkie kopie dokumentów miały podpisy potwierdzające zgodność z oryginałem i by nie brakowało szeregu oświadczeń (że jestem polskim obywatelem, nie byłam karana, korzystam z pełni praw publicznych itp.). Przykro (i wstyd) byłoby odpaść z procesu rekrutacji przez błąd techniczny! Wszystkie potrzebne dokumenty spakowałam do koperty i zostawiłam do zaniesienia.
Mój mąż wspierał mnie cały czas twierdząc, że i tak nic z tego nie wyjdzie.
Koperta trafiła do UM 31 lipca krótko przed 16.00. Ja wtedy relaksowałam się w słonecznych Kątach Rybackich. Z uśmieszkiem na twarzy myślałam, co to będzie się działo, kiedy w UM otworzą moją kopertę... Wróg numer 1 w mieście stara się o pracę w urzędzie!
Przypomniały mi się rozmowy z panią burmistrz, która podejrzewała swoich pracowników o przekazywanie mi informacji o tym, co dzieje się w magistracie. - Kto pani to powiedział? - słyszałam nie raz. Ale tajemnica dziennikarska skutecznie chroni mnie przed obowiązkiem odpowiedzi na takie pytania. Czekałam, kto tym razem pierwszy zadzwoni pytać o moje aplikowanie do UM. Tymczasem teraz przez kilka dni była kompletna cisza.
Wróciłam znad morza, zajęłam się znów pracą. W końcu musiałam zadzwonić do burmistrz Iwony Kublik, by zapytać, ilu kandydatów zgłosiło się w konkursach na dyrektorów nowych Zespołów Szkolno-Przedszkolnych. Pani burmistrz rzeczowo i szybko na pytania odpowiedziała, ale zagaiła: - A nie zapyta pani, ilu kandydatów zgłosiło się do promocji? Chociaż ciekawość mnie zżerała, odparłam, że dzwonię jako dziennikarz ŻS, a nie kandydatka i moim zdaniem nie jest właściwe rozmawiać o naborze. Pani burmistrz miała na ten temat nieco inne zdanie, ale rozmowy o pracy w UM nie kontynuowała. Na konferencji w Siedlcach spotkałam wiceburmistrz Danutę Domańską, która zapytała tylko, czy ja startuję na poważnie, czy to może jakiś żart. Odparłam, że traktuję tę rekrutację jak najbardziej poważnie...
W BIP miasta pojawiło się zarządzenie burmistrz o powołaniu komisji rekrutacyjnej w naborze. Przewodniczącą została wiceburmistrz Danuta Domańska, w składzie znalazły się jeszcze trzy inne panie: kadrowa, skarbnik i urzędniczka z magistratu.
W piątek, 7 sierpnia, przed 16 zadzwoniła do mnie sekretarz komisji rekrutacyjnej. Poinformowała, że ocenę formalną w postępowaniu przeszło pięć osób, zaprosiła mnie do UM na środę, 12 sierpnia, na godzinę 10. Zapowiedziała, że czeka mnie test z wiedzy i rozmowa z komisją.
Miałam sobie trochę przypomnieć przepisy (KPA uczyłam się w 1999 r.), ale czasu nie wystarczyło. Bo ciągle coś się działo, o czym trzeba było napisać.
W piątek, 7 sierpnia, w BIP miasta Sokołów Podlaski pojawiła się lista kandydatów na podinspektora. Z czterech moich „rywalek” kojarzyłam tylko jedną, głównie z lajkowania hejterskich wpisów w Internecie. Żadnej nie znam osobiście. I znów była cisza...
Do poniedziałku. Wtedy u niedoszłego radnego „Sokołowskich Demokratów” Grzegorza Mieczkowskiego, udającego dziś niezależnego redaktora pojawił się artykuł zatytułowany „Piekło zamarzło. Bożena Gontarz-Górzna chce pracować w Urzędzie Miasta Sokołów Podlaski. Redaktor naczelna „Życia Sokołowa” wśród kandydatek na podinspektora”. Treść ewidentnie wygenerowana przez sztuczną inteligencję wskazywała, że moja kandydatura jest zaskakująca. Teoretycznie nic obraźliwego, ale w komentarzach na FB wybiło hejterskie szambo. Nakręcał je sam „redaktor”, pisząc z innych kont, m.in. „ona sobie robi jaja z mieszkańców i urzędu”. Wtórował mu radny Marek Landzberg pisząc: „i lis wymyślił, że taką drogą dostanie się do kurnika”. Komentarze i wpis lajkowały liczne konta stworzone przez Grzegorza Mieczkowskiego i wąskie grono znanych sokołowskich hejterów, wśród nich m.in. szefowa Rady Nadzorczej PUIK Beata Hanusz. Nie mogę jednak nie wspomnieć, że zaskoczył mnie jeden wpis: Moniki Landzberg, która prowadzi konto sympatyków PO:

We wtorek pojawił się kolejny „artykuł” Mieczkowskiego. Tym razem agresywny, atakujący mnie i zawierający nieprawdziwe informacje. Ale tym razem na FB hejt się nie nasilił, bo „redaktora” szybko „uciął” jeden z komentatorów.

Ale to nie był koniec. W środę, o 9.55, gdy czekałam pod salą, w której miała odbyć się rozmowa dotycząca naboru, znów pojawił się Grzegorz Mieczkowski. Gdy rozpoczęła się rozmowa, przez przeszklone drzwi zaczął robić zdjęcia. I tu ostro zareagowała przewodnicząca komisji rekrutacyjnej. Danuta Domańska rzeczowo i stanowczo przypomniała, że takie zachowanie łamie przepisy, a żadna z osób biorąca udział w spotkaniu nie wyraziła zgody na wykonywanie fotografii. Zapowiedziała podjęcie kroków prawnych, jeśli zdjęcia zostaną gdziekolwiek upublicznione. „Pan z obiektywem” zmył się jak niepyszny.
Jakie motywy kierowały „redaktorem”? Próba dyskredytacji mnie i wpłynięcia na komisję? Czy chęć odegrania się za to, że sam – choć dostał stanowisko w promocji UM bez żadnego naboru i udokumentowanych kwalifikacji – nie nadawał się i po 2 miesiącach zrezygnował? Czy może promował jedną z kandydatek, bardzo dobrze mu znaną? Ciekawe pytania, ale przyznam, że odpowiedzi na nie mało mnie już interesują... Mój mąż znając całą tę sytuację zapytał krótko: skąd Mieczkowski wiedział o terminie mojej rozmowy i dlaczego taki pajac bez skrępowania chodzi sobie po urzędzie i robi co chce? Nie mam powodów, by podejrzewać, że informacja ta wyciekła od osób zaangażowanych w UM w proces rekrutacji.
Mimo wspomnianego incydentu, dalsza część środowej rekrutacji przebiegała profesjonalnie, modelowo i w bardzo miłej atmosferze. Podeszłam do niej na poważnie i z pełnym zaangażowaniem. Na początek miałam okazję opowiedzieć o swoim doświadczeniu zawodowym i umiejętnościach. Miałam przygotowane m.in. gazety, które wydawałam. Szczególnie ciekawy był egzemplarz papierowego „Życia Sokołowa” z 2004 r. Trwała wówczas batalia sądowa o wygaszenie mandatu burmistrza Bogusława Karakuli, ojciec obecnej burmistrz Andrzej Kublik jako szef Komisji Rewizyjnej w powiecie tropił nieprawidłowości związane z zakupem żwiru na drogi, a ja osobiście opisywałam problemy wynikające z bezrobocia w Sokołowie Podlaskim, które przekraczało wówczas... 15 proc.!!!
Późnej miałam okazję swobodnie przedstawić moje pomysły na to, jak powinna funkcjonować komunikacja i promocja w mieście Sokołów Podlaski. Mam na ten temat swoje wnioski, wynikające m.in. z doświadczeń po drugiej stronie, czyli jako dziennikarza. A jak wiadomo – z boku widać lepiej. Komisja słuchała, padły pojedyncze pytania, m.in. o moje doświadczenie w prowadzeniu stron internetowych (w swojej dotychczasowej pracy i musiałam się nauczyć pięciu różnych systemów).
Ale najciekawsze było na koniec. Test z przepisów – 10 pytań. Część była dość prosta, jak np. wskazać organ wykonawczy w gminie, ale były też nieco bardziej skomplikowane, głównie przez podobieństwo odpowiedzi (np. o to, jaki środek zaskarżenia przysługuje na postanowienie o odmowie dopuszczenia organizacji społecznej do postępowania). Poszło dość szybko.
Później dostałam kartkę i możliwość skorzystania ze strony internetowej (czego nie potrzebowałam) i miałam napisać krótki artykuł promujący... Sokołowski Ośrodek Kultury. Tu wyzwaniem okazała się nie nie moja wiedza, ale... brak komputera. Na klawiaturze jakoś łatwiej i szybciej się pisze...
Ale najciekawsze i dla mnie najtrudniejsze zadanie zostało na koniec. Miałam wziąć telefon (miałam swój, ale do dyspozycji był urzędowy) i zgodnie z przedstawionymi wytycznymi zrobić 10 zdjęć pod hasłem „Urząd przyjazny mieszkańcom”. Wolę pisać niż fotografować – to raz, a dwa – w środowe południe w UM akurat nie było... mieszkańców. Ale zdjęcia zrobiłam, wysłałam na wskazany adres mailowy. Sekretarz komisji poinformowała mnie jeszcze, że wszystkie kandydatki mają takie same zadania do wykonania, a telefon o przejściu do ostatniego etapu – rozmowy z panią burmistrz - dostaną tylko dwie najwyżej ocenione. Nazwisko wybranej na stanowisko osoby zostanie zaś ogłoszone na BIP.
Długo była cisza, ale w czwartek, 20 sierpnia, zadzwonił telefon z zaproszeniem na rozmowę z burmistrz Iwoną Kublik na następny dzień. I tu znów muszę przyznać, że wszystko odbyło się profesjonalnie, a pani burmistrz – podobnie jak wcześniej komisja rekrutacyjna – nie nawiązywała podczas rozmowy do moich krytycznych publikacji o samorządzie, ani nie kierowała się uprzedzeniami. Było spokojnie, kulturalnie, bardzo miło.
W znacznej części powtórzyłam to, co prezentowałam przed komisją. Tym razem jednak było sporo pytań o szczegóły. Pani burmistrz zaskoczyła mnie bardzo dobrą znajomością pewnych zagadnień dotyczących mediów.
Iwona Kublik przyznała, że zostałam najwyżej oceniona w procesie rekrutacyjnym. Zdobyłam komplet punktów w teście wiedzy, dość dobrze oceniono moje fotografie, wysoko – kwalifikacje.
Musiałam uczciwie przyznać, że nie mam powodów, by przyczepić się do czegokolwiek w procesie rekrutacji. Był po prostu uczciwy. Jednak oświadczyłam pani burmistrz na koniec, że z ubiegania się o zatrudnienie w UM rezygnuję. Po mnie na rozmowę były umówione dwie inne kandydatki, które zajęły drugie miejsce i zdobyły taką samą liczbę punktów.
Dlaczego nie chcę być urzędnikiem? Nie da się łączyć pracy w urzędzie z prowadzeniem portalu. Musiałabym się pozbyć Życia Sokołowa, z różnych powodów robić tego nie chcę. Długo starałam się o przyjęcie do Stowarzyszenia Gazet Lokalnych i tu też szkoda byłoby to zaprzepaścić.
Ale moja praca w UM to też kwestia pewnej wiarygodności. Jako osoba krytycznie pisząca o poczynaniach władzy spotkałabym się na pewno z zarzutem, że „dałam się kupić”. Z drugiej strony też, czy byłabym wiarygodna, promując miasto, gdy wcześniej wiele rzeczy krytykowałam?
Nowej osobie, która jako urzędnik zajmie się promocją miasta życzę, by robiła to profesjonalnie. Bo wyjdzie to z korzyścią i dla mieszkańców, i dla nas - mediów.
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
To jeden z najciekawszych artykułów jakie ostatnio czytałam! że też się Pani chciało, Pani Bożeno!
Pani redaktor, wiadomo coś na temat konkursu na stanowisko sekretarza miasta?
Pozamiatała Pani, Pani Redaktor. Mieliśmy już Heble, Fiołki upychane do UM po znajomości i nagle przychodzi zwalczana przez całe to towarzystwo dziennikarka i nie ma na nią sposobu, wygrywa konkurs! Nie ma lepszego dowodu na Pani wielką wiedzę i kompetencje niż ta sytuacja! Wygrywa Pani, pokazuje, że jest najlepsza i... wraca robić swoje! Sztos.
Ciekawe, bardzo ciekawe... I bardzo fajnie opisane.
Widziałem namiot Zbiornicy Skorzęc na stadionie gdzie odbywał siw piknik ? Czy może pani redaktor sprawdzić czy ta firma była sponsorem bo ludzie w gminie protestują?
Kiedy po mieście rozniosło o tym starcie Pani BGG do Urzędu Miasta to się zastanawiałem, o co chodzi. Wiedziałem, że raczej nie o chęć bycia urzędnikiem. Spodziewałem się jednak krytycznego artykułu, pokazującego te tzw. "ustawki". Jest bardzo fajnie opisany proces rekrutacji, ja nigdy w czymś takim nie brałem udziału, wychodzi na to że było uczciwie!
Znane sa wszystkim pani wysokie kwalifikacje i profesjonalizm, ale jednak myślę że nie one zdecydowaly o wyborze- w ten sposob " szef wszystkich szefow" chcial upiec 2 pieczenie na jednym ogniu! Pozbyć się wrogiej gazety i ...upokorzyc panią jako swoją podwładną w UM. Numer wycięła pani przedni, muszę przyznać, że informacja o tym aplikowaniu do pracy wywolala we mnie mieszane uczucia , ale znając panią trudno było dawać wiarę, że to moze byc możliwe!!! Wyrazy uznania .
Mieliśmy konkursy na dyrektorów zespołów, kiedy konkurs na dyrektora żłobka miejskiego? Czy jest wiadoma taka informacja?
Pani Bożeno. Pisze Pani, że nie będzie pisać laurek pani burmistrz. Ale w sumie ten artykuł to jednak laurka dla urzędu za procedurę poszukiwania odpowiedniego kandydata na stanowisko. Sam jestem zaskoczony że to tak się odbyło, jednak tym razem władzę trzeba pochwalić... gwarantuję Pani że za Karakuli Pani by tego... nie wygrała!!!!
Fajny trolling. Coś w stylu Stanowski-Stonoga - tyle, że w wersji sokołowskiej.
Nadal nurtuje mnie pytanie czy to było na poważnie czy „dla jaj”…
A ja myślę, że ktoś z naszych władz domyślił się, że coś tu nie gra. Dlatego też ta rekrutacja odbyła się w taki sposób. Przecież powszechnie wiadomo, jak wygląda u nas obsadzanie stanowisk swoimi. Ciekawy jestem kto ostatecznie dostał to stanowisko i jak długo na nim zagrzeje. Poczekamy zobaczymy, bo w czyste ręce tej władzy nigdy nie uwierzę.
To jeden z najciekawszych artykułów jakie ostatnio czytałam! że też się Pani chciało, Pani Bożeno!
Pani redaktor, wiadomo coś na temat konkursu na stanowisko sekretarza miasta?
Pozamiatała Pani, Pani Redaktor. Mieliśmy już Heble, Fiołki upychane do UM po znajomości i nagle przychodzi zwalczana przez całe to towarzystwo dziennikarka i nie ma na nią sposobu, wygrywa konkurs! Nie ma lepszego dowodu na Pani wielką wiedzę i kompetencje niż ta sytuacja! Wygrywa Pani, pokazuje, że jest najlepsza i... wraca robić swoje! Sztos.