Publikujemy materiał pani Anny Piekarskiej, nadesłany do naszej redakcji.
Trzymając się miejscowej nomenklatury jestem obca - moje dzieci nie, ale ja jako żona Piekarskiego i aktualna współwłaścicielka rodzinnego domu w Seroczynie nawet blisko pół wieku po ślubie nie jestem tutejsza… Z drugiej strony, gdy przed kilkoma laty jedna mająca problemy ze słuchem staruszka pytała głośno drugą kim jestem, usłyszała w odpowiedzi:
- Synowej Wacława nie poznajesz?!
Oczywiście żartuję, ale próbuję pokazać, jak ważne jest tu pochodzenie. Dla mego urodzonego w Warszawie męża i jego rodziny seroczyńskie korzenie są fundamentem tożsamości i powodem do dumy.
Wieści o sprzedaży zabytkowego kościoła i dzwonnicy przed paroma laty poraziły nas, lecz naiwnie mieliśmy nadzieję, że transakcja nie zostanie wcielona w życie, skoro kościół stoi. Początek obecnych prac rozbiórkowych był dla nas gromem z jasnego nieba i nie będzie przesadą gdy powiem, że odebrał nam chęć do życia. Mnie też, bo nie czuję się tu obco i dziedzictwo kulturowe Seroczyna jest także elementem mojej tożsamości. Drewniany kościół pamiętał I Rzeczpospolitą, przetrwał zabory i prześladowania unitów, okupację, czas komunistycznej władzy, a jest rozbierany okresie gospodarczej prosperity III Rzeczpospolitej, bo rzekomo nie ma za co go remontować.
Nieustannie przychodzi mi na myśl ogłoszona przez Episkopat Polski w Gnieźnie 16 kwietnia 1966 roku, w czasie świętowania jubileuszu tysiąclecia chrztu Polski, “Instrukcja o ochronie zabytków i kierunkach rozwoju sztuki kościelnej”. Instrukcję podpisał wówczas pochodzący z nieodległej Zuzeli błogosławiony Prymas Tysiąclecia Stefan Kardynał Wyszyński. Mowa tam, że:
Jednym z przejawów życia Kościoła jest sztuka sakralna, wyrażająca misterium chrześcijaństwa i zwiastująca je światu. Jej dawne i współczesne dzieła stanowią patrimonium Ecclesiae, a zarazem skarb kultury ogólnoludzkiej. Ten skarb powierzony jest opiece duchowieństwa i wiernych.
Punkt 4 wyżej wymienionej instrukcji mówi m.in.:
Rządcom kościołów przypominamy, że nie są oni właścicielami, lecz tylko stróżami i opiekunami dzieł sztuki sakralnej, znajdującymi się w obiektach powierzonych ich pieczy.
Nieodparcie nasuwa się pytanie, czy ochroniliśmy powierzony nam skarb.
Pierwsze informacje o Seroczynie pochodzą z Metryki Litewskiej z przełomu XV i XVI wieku, a fundatorem pierwszej cerkwi dla przybyłych z Rusi osadników był starosta drohicki Mikołaj Kiszka po zawarciu unii brzeskiej. Była to parafia kościoła unickiego, uznającego katolickie dogmaty i zwierzchność papieża, a zachowującego prawosławną liturgię. W okresie zaborów unici byli solą w oku caratu, który dążył do podporządkowania ich cerkwi prawosławnej. Na ziemiach polskich wcielonych do Rosji stało się to po powstaniu listopadowym, w 1839 roku. Na ziemiach Królestwa Polskiego, gdzie leżał Seroczyn, nastąpiło to po powstaniu styczniowym.
Seroczyńscy unici przymusowo wcieleni do rosyjskiej cerkwi prawosławnej nie odstąpili od swego kościoła. Spotykali się w nieistniejącym już domu w połowie wsi, gdzie potajemnie przyjeżdżał co jakiś czas spełniający posługi religijne ksiądz z Galicji, w której grekokatolicy korzystali ze swobody kultu. Mieszkańcy Seroczyna, wtedy różnych obrządków, wiedzieli o religijnych spotkaniach unitów, ale nie zdarzyło się, by ich zadenuncjowali. Gdy carskie władze karały unitów finansowo, a wobec braku pieniędzy dokonywały egzekucji komorniczych narzędzi rolniczych lub przedmiotów codziennego użytku, które następnie licytowano w Sterdyni, miejscowi nigdy nie nabywali własności prześladowanych. Rodzinne przekazy mówią, że nawet sterdyńscy Żydzi nie wyłamywali się z solidarnego stosunku wobec unitów. Seroczyn nie był szczęśliwie miejscem ich krwawego prześladowania, co spotkało członków kościoła unickiego w innych podlaskich miejscowościach, jakkolwiek ksiądz Nikon Dyakowski, proboszcz parafii unickiej w Seroczynie w latach 1844 - 1867, za swój sprzeciw wobec wcielenia kościoła unickiego do cerkwi prawosławnej, czyli podporządkowania go Rosjanom, został wywieziony do Rosji, gdzie w 1875 roku zmarł. Męczennicy z podlaskiego Pratulina beatyfikowani zostali przez papieża Jana Pawła II.
Prawosławny ksiądz wraz z wiernymi opuścił Seroczyn w 1915 roku. Po odzyskaniu niepodległości cerkiew rekoncyliowano, a od 1921 roku zaczęła służyć katolikom. Gdy podczas okupacji hitlerowskiej Niemcy zażądali wydania kościelnych dzwonów do przetopienia na broń, potajemnie zakopano je, przekazując okupantom jedynie sygnaturkę. Znowu udało się zachować tajemnicę, bo podobno mieszkańcy Seroczyna nie donosili nigdy żadnej władzy.
Wydaje się, że choćby z szacunku dla broniących swojego kościoła z narażeniem życia unitów, winniśmy dbać o ich świątynię. Była ona przez kilkaset lat była miejscem najważniejszych wydarzeń w życiu mieszkańców miejscowości - chrztów, ślubów. Tutaj żegnano zmarłych odprowadzanych na miejscowy cmentarz, na którym krzyż nosi ślady ukośnej belki istniejącej za czasów unickich. Duchowni przekazywali tu wiernym zasady dekalogu, kształtując ich życie duchowe, system wartości i patriotyzm.
Na seroczyńskim cmentarzu spoczywa powstaniec styczniowy Jan Sińczuk. Wieś wydała kilku księży katolickich - księdza Wacława Milika, długoletniego proboszcza Żelechowa, księdza Józefa Woźniaka związanego duszpastersko z Wileńszczyzną, księdza Franciszka Kowalczuka pełniącego posługę w USA, księdza Stanisława Borysiaka, misjonarza w Brazylii, księdza Jana Kazimierza Wilka, misjonarza i biskupa w Brazylii. Mieszkańcem Seroczyna był Józef Milik, przedwojenny poseł na sejm Rzeczypospolitej Polskiej, a podczas okupacji członek Rady Jedności Narodowej, najwyższego organu władzy Polskiego Państwa Podziemnego. Podczas II wojny światowej działały tu struktury Armii Krajowej. W Seroczynie urodził się Józef Tadeusz Milik, jeden z najwybitniejszych biblistów na świecie, polski badacz rękopisów z Qumran, poliglota znający ponad czterdzieści języków, w znacznej części starożytnych. Ochrzczono go w drewnianym kościele i w nim rozpoczął poznawanie Pisma Świętego.
Czy bez obecności sakralnych zabytków kolejne pokolenia seroczyńskich dzieci będą znały historię swojej wsi? Drewniany kościół był najważniejszym miejscem dla wszystkich mieszkańców Seroczyna na przestrzeni czterystu lat. Świadczył o długoletniej historii miejscowości i jej znaczeniu, był wyrazem zbiorowej pamięci o przodkach i widomym znakiem chrześcijańskiego systemu wartości mieszkańców. Można go przenieść do muzeum za Białystok, może będzie mu lepiej, ale idąc tym tokiem rozumowania można by na przykład przenieść pomnik księdza Stanisława Brzóski z Sokołowa do warszawskiego Muzeum Historii Polski. Bez pielęgnowania dziedzictwa narodowego byłoby taniej, ale czy nie ono kształtuje naszą tożsamość i jest naszym największym skarbem?
Gdy w pierwszej połowie XIX wieku parafia seroczyńska podupadła, Stanisław hr. Ossoliński pokrył koszty gruntownego remontu cerkwi. A może w Seroczynie zdarzyłby się cud i znalazłby się ktoś, kto sfinansowałby odkupienie i wyremontowanie zabytkowej świątyni w miejscu jej powstania? Może stałaby się miejscem kultywowania seroczyńskiej spuścizny i historii?
ANNA PIEKARSKA

Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze